Der Tag ist da*
Nadszedł dzień. Dzień kolejnego turnieju w MATRIKSIE
Po wybraniu Hugo Wolfa na patrona zostałam oskarżona o ukrytą opcję niemiecką. Teraz więc będzie jawnie – kolejnemu turniejowi w MATRIKSIE będzie patronował Niemiec z krwi i kości, idol oraz mentor wspomnianego wcześniej austriackiego kompozytora. Gbur, impertynent i złodziej żon, ale za to jeden z najwybitniejszych muzyków w historii. Artysta totalny, który swoje dzieła lubił komponować w kostiumach historycznych. Dziwak? Prawdziwy geniusz. Przed Państwem…
Ryszard Wagner urodził się 22 maja 1813 roku w Lipsku. Był synem urzędnika policyjnego, chociaż pogłoski mówią, że tak naprawdę jego ojcem był żydowski aktor Ludwig Geyer. Jako dziecko nie objawiał dużego zainteresowania muzyką, o wiele bardziej podobał mu się teatr. Już w wieku 15 lat napisał swoją pierwszą sztukę, w której większość bohaterów umiera już pod koniec pierwszego aktu. Oczywiście, nie było tak, że nasz szanowny patron nie doceniał znaczenia muzyki. Wręcz przeciwnie. Jako nastolatek uczył się gry na fortepianie, harmonii i skrzypcach, a później podjął studia muzyczne, podczas których dawał koncerty i skomponował swoją pierwszą operę (Boginki). W wieku 20 lat został dyrygentem chóru w Würzburgu.
Od 1836 roku Wagner był dyrektorem teatru w Królewcu, gdzie poślubił aktorkę Minnę Planer, a później – kiedy teatr zbankrutował – objął tę samą funkcję w Rydze. Niestety, nasz patron od razu narobił sobie mnóstwo długów i musiał uciekać za granicę, żeby nie dopadli go wierzyciele. Od 1839 roku przebywał w Paryżu, ale i tam w sprawach finansowych nie wiodło mu się najlepiej. Skończył za to Latającego Holendra, który – wystawiony w Dreźnie wraz z inną operą (Rienzi) – przyniósł mu taki sukces, że został dyrygentem opery królewskiej. Nie przełożyło się to jednak na poprawę warunków życia kompozytora, który dalej klepał biedę, oddając się tworzeniu kolejnych dramatów muzycznych.
Nie dość, że permanentny dłużnik, to jeszcze rewolucjonista. W okresie Wiosny Ludów Ryszard Wagner stanął po tronie rewolucji, a po stłumieniu powstania wyemigrował do Zurychu. W Szwajcarii przeżył nieszczęśliwą miłość do Matyldy Wesendonck, czego owocem był dramat muzyczny Tristan i Izolda. Chociaż romanse naszego patrona z całą pewnością wspaniale wpływały na jego twórczość, nie były zbyt korzystne dla jego małżeństwa, które rozpadło się w 1864 roku.
W końcu jednak szczęście uśmiechnęło się do wielkiego kompozytora. Kiedy powrócił do Niemiec, a wierzyciele deptali mu po piętach, rozmiłowany w jego sztuce król Ludwik II z Bawarii zaprosił go do siebie, spłacił jego potężne długi oraz sfinansował wystawienie w Monachium Tristana i Izoldy. Nie było jednak dane Wagnerowi zagrzać długo miejsca na królewskim dworze. I to – a jakże! – po raz kolejny przyczyną kłopotów były jego miłostki. Nasz patron wdał się w romans z żoną wpływowego dyrygenta Hansa von Bülowa, Cosimą (była ona zresztą córką Franciszka Liszta). Poskutkowało to przeprowadzką do Tribschen, gdzie wkrótce dołączyła do niego ukochana. Para przeniosła się do Bayreuth, gdzie – nadal ciesząc się poparciem króla Ludwika – Wagner rozpoczął budowę wielkiego teatru operowego, którego surowe wnętrza skupiają uwagę widzów wyłącznie na scenie.
Ryszard Wagner umarł w lutym 1883 w Wenecji na atak serca. Nic w tym dziwnego, ponieważ żył wyjątkowo intensywnie. Mimo tego, że jego życiorys spokojnie wypełniłby scenariusz dobrego filmu sensacyjnego, nie sposób pisać wyłącznie o jego osobie. Najważniejsza jest twórczość naszego patrona – zaledwie 14 perfekcyjnych oper. Kompozytor sam twierdził, że tworzył dzieła totalne. Sam pisał nie tylko muzykę, ale też libretta, planował scenografię i myślał o reżyserii. Wszystko stapiało się w jedną, doskonałą całość. „Rozkoszowałem się pierwszymi aktami wszystkiego, co tworzył Wagner. Efekt był zawsze tak potężny, że jeden akt w zupełności mi wystarczał. Kiedy wysłuchiwałem dwóch aktów, zawsze byłem fizycznie wyczerpany. A gdy odważyłem się wysłuchać całej opery, byłem bliski samobójstwa” – tak powiedział kiedyś Mark Twain o muzyce Wagnera. Faktycznie, ogrom i monumentalność twórczości naszego patrona może trochę przytłoczyć. Jego opery trwają wiele godzin, a cały Pierścień Nibelunga prawie 18.
Jednak nie tylko czas trwania czyni te arcydzieła wyjątkowymi. Doktor John Smith i profesor Joe Wolfe z Uniwersytetu Nowej Południowej Walii postanowili sprawdzić, skąd bierze się legendarna siła oddziaływania muzyki Ryszarda Wagnera. Doszli do wniosku, że tekst opery może być łatwiejszy w odbiorze, jeżeli wysokość dźwięku dla danej samogłoski będzie korespondować z jej częstotliwością rezonansową. Mówiąc prościej – samogłoski otwarte powinny częściej występować w partiach sopranu. Po przeanalizowaniu zapisów nutowych (tu widzę jednego z klubowiczów z własnymi analizami…) dziewięciu różnych oper, w tym kilku Wagnera, okazało się, że dokładnie tak zbudowane są dzieła naszego patrona. Trudno powiedzieć, czy ten zabieg był zastosowany świadomie, bo nie wspominają o tym żadne źródła historyczne. Natomiast jedno jest jasne – znacznie wpłynęło to na moc oper Wagnera, który zrezygnował z przeplatania arii recytacją. Artyści musieli wszystko komunikować wyłącznie za pomocą śpiewanego tekstu. Dopasowanie samogłosek do wysokości dźwięku ułatwiało słuchaczom wyłapanie tego, co było najważniejsze.
Twórczość naszego patrona budzi również wiele kontrowersji. Był to ulubiony kompozytor Hitlera, zasłynął również jako szowinista i antysemita. W latach 30. XX wieku wagnerowski festiwal w Bayreuth zamienił się w święto nazistowskiej propagandy. W Izraelu wykonywanie Wagnera jest dzisiaj nieformalnie zabronione, ponieważ wielu Żydów uważa, że jego muzyka jest ścieżką dźwiękową Holokaustu. Ta myśl została zresztą wykorzystana przez Francisa Forda Coppolę w „Czasie apokalipsy” oraz przez Woody’ego Allena. „Nie mogę za długo słuchać Wagnera, bo natychmiast mam ochotę napaść na Polskę” – rzuca w jednym ze swoich filmów.
Dzieła Ryszarda Wagnera przepełnione są elementem tragicznym pojmowanym jako ścieranie się przeciwieństw: słabości i siły czy podniosłości i podłości. Może scrabble nie są tak dramatyczne, ale jestem pewna, że patron najbliższego turnieju w MATRIKSIE zadba o odpowiednią oprawę naszych zmagań przy planszach. Będzie można się o tym przekonać w środę o 17:30. Serdecznie zapraszamy. Niech zabrzmi Cwał Walkirii!
Ryszard Wagner urodził się 22 maja 1813 roku w Lipsku. Był synem urzędnika policyjnego, chociaż pogłoski mówią, że tak naprawdę jego ojcem był żydowski aktor Ludwig Geyer. Jako dziecko nie objawiał dużego zainteresowania muzyką, o wiele bardziej podobał mu się teatr. Już w wieku 15 lat napisał swoją pierwszą sztukę, w której większość bohaterów umiera już pod koniec pierwszego aktu. Oczywiście, nie było tak, że nasz szanowny patron nie doceniał znaczenia muzyki. Wręcz przeciwnie. Jako nastolatek uczył się gry na fortepianie, harmonii i skrzypcach, a później podjął studia muzyczne, podczas których dawał koncerty i skomponował swoją pierwszą operę (Boginki). W wieku 20 lat został dyrygentem chóru w Würzburgu.
Od 1836 roku Wagner był dyrektorem teatru w Królewcu, gdzie poślubił aktorkę Minnę Planer, a później – kiedy teatr zbankrutował – objął tę samą funkcję w Rydze. Niestety, nasz patron od razu narobił sobie mnóstwo długów i musiał uciekać za granicę, żeby nie dopadli go wierzyciele. Od 1839 roku przebywał w Paryżu, ale i tam w sprawach finansowych nie wiodło mu się najlepiej. Skończył za to Latającego Holendra, który – wystawiony w Dreźnie wraz z inną operą (Rienzi) – przyniósł mu taki sukces, że został dyrygentem opery królewskiej. Nie przełożyło się to jednak na poprawę warunków życia kompozytora, który dalej klepał biedę, oddając się tworzeniu kolejnych dramatów muzycznych.
Nie dość, że permanentny dłużnik, to jeszcze rewolucjonista. W okresie Wiosny Ludów Ryszard Wagner stanął po tronie rewolucji, a po stłumieniu powstania wyemigrował do Zurychu. W Szwajcarii przeżył nieszczęśliwą miłość do Matyldy Wesendonck, czego owocem był dramat muzyczny Tristan i Izolda. Chociaż romanse naszego patrona z całą pewnością wspaniale wpływały na jego twórczość, nie były zbyt korzystne dla jego małżeństwa, które rozpadło się w 1864 roku.
W końcu jednak szczęście uśmiechnęło się do wielkiego kompozytora. Kiedy powrócił do Niemiec, a wierzyciele deptali mu po piętach, rozmiłowany w jego sztuce król Ludwik II z Bawarii zaprosił go do siebie, spłacił jego potężne długi oraz sfinansował wystawienie w Monachium Tristana i Izoldy. Nie było jednak dane Wagnerowi zagrzać długo miejsca na królewskim dworze. I to – a jakże! – po raz kolejny przyczyną kłopotów były jego miłostki. Nasz patron wdał się w romans z żoną wpływowego dyrygenta Hansa von Bülowa, Cosimą (była ona zresztą córką Franciszka Liszta). Poskutkowało to przeprowadzką do Tribschen, gdzie wkrótce dołączyła do niego ukochana. Para przeniosła się do Bayreuth, gdzie – nadal ciesząc się poparciem króla Ludwika – Wagner rozpoczął budowę wielkiego teatru operowego, którego surowe wnętrza skupiają uwagę widzów wyłącznie na scenie.
Ryszard Wagner umarł w lutym 1883 w Wenecji na atak serca. Nic w tym dziwnego, ponieważ żył wyjątkowo intensywnie. Mimo tego, że jego życiorys spokojnie wypełniłby scenariusz dobrego filmu sensacyjnego, nie sposób pisać wyłącznie o jego osobie. Najważniejsza jest twórczość naszego patrona – zaledwie 14 perfekcyjnych oper. Kompozytor sam twierdził, że tworzył dzieła totalne. Sam pisał nie tylko muzykę, ale też libretta, planował scenografię i myślał o reżyserii. Wszystko stapiało się w jedną, doskonałą całość. „Rozkoszowałem się pierwszymi aktami wszystkiego, co tworzył Wagner. Efekt był zawsze tak potężny, że jeden akt w zupełności mi wystarczał. Kiedy wysłuchiwałem dwóch aktów, zawsze byłem fizycznie wyczerpany. A gdy odważyłem się wysłuchać całej opery, byłem bliski samobójstwa” – tak powiedział kiedyś Mark Twain o muzyce Wagnera. Faktycznie, ogrom i monumentalność twórczości naszego patrona może trochę przytłoczyć. Jego opery trwają wiele godzin, a cały Pierścień Nibelunga prawie 18.
Jednak nie tylko czas trwania czyni te arcydzieła wyjątkowymi. Doktor John Smith i profesor Joe Wolfe z Uniwersytetu Nowej Południowej Walii postanowili sprawdzić, skąd bierze się legendarna siła oddziaływania muzyki Ryszarda Wagnera. Doszli do wniosku, że tekst opery może być łatwiejszy w odbiorze, jeżeli wysokość dźwięku dla danej samogłoski będzie korespondować z jej częstotliwością rezonansową. Mówiąc prościej – samogłoski otwarte powinny częściej występować w partiach sopranu. Po przeanalizowaniu zapisów nutowych (tu widzę jednego z klubowiczów z własnymi analizami…) dziewięciu różnych oper, w tym kilku Wagnera, okazało się, że dokładnie tak zbudowane są dzieła naszego patrona. Trudno powiedzieć, czy ten zabieg był zastosowany świadomie, bo nie wspominają o tym żadne źródła historyczne. Natomiast jedno jest jasne – znacznie wpłynęło to na moc oper Wagnera, który zrezygnował z przeplatania arii recytacją. Artyści musieli wszystko komunikować wyłącznie za pomocą śpiewanego tekstu. Dopasowanie samogłosek do wysokości dźwięku ułatwiało słuchaczom wyłapanie tego, co było najważniejsze.
Twórczość naszego patrona budzi również wiele kontrowersji. Był to ulubiony kompozytor Hitlera, zasłynął również jako szowinista i antysemita. W latach 30. XX wieku wagnerowski festiwal w Bayreuth zamienił się w święto nazistowskiej propagandy. W Izraelu wykonywanie Wagnera jest dzisiaj nieformalnie zabronione, ponieważ wielu Żydów uważa, że jego muzyka jest ścieżką dźwiękową Holokaustu. Ta myśl została zresztą wykorzystana przez Francisa Forda Coppolę w „Czasie apokalipsy” oraz przez Woody’ego Allena. „Nie mogę za długo słuchać Wagnera, bo natychmiast mam ochotę napaść na Polskę” – rzuca w jednym ze swoich filmów.
Dzieła Ryszarda Wagnera przepełnione są elementem tragicznym pojmowanym jako ścieranie się przeciwieństw: słabości i siły czy podniosłości i podłości. Może scrabble nie są tak dramatyczne, ale jestem pewna, że patron najbliższego turnieju w MATRIKSIE zadba o odpowiednią oprawę naszych zmagań przy planszach. Będzie można się o tym przekonać w środę o 17:30. Serdecznie zapraszamy. Niech zabrzmi Cwał Walkirii!
Autor: Katarzyna
* Der Tag ist da





