LXXXI Turniej w MATRIKSIE im. Tenzinga Norgaya
Minikronika quasi-himalajska
Ostatnie matriksowe spotkanie, niczym wysokogórskie wyprawy patrona, upłynął pod znakiem walki człowieka z naturą, czyli w naszym przypadku z programem komputerowym do prowadzenia turnieju. Jak się później okazało, zawinił (jak zwykle) człowiek, który nie do końca opanował sztukę „sterowania bye'em”. Na szczęście nie wypaczyło to końcowych wyników turnieju, za to pozwoliło sprawiedliwie rozdzielić pauzy, a najmłodszym skrablistom nie nudzić się podczas przerw.
Zwyciężył po raz któryś tam, nie poniósłszy porażki, autor relacji, wyprzedzając Mariolę i Agnieszkę. Nasi juniorzy, tym razem po raz pierwszy obaj jednocześnie, zakończyli turniej ze zwycięstwem, choć na razie tylko jednym. Rafał ograł po raz trzeci Mariolę i niewiele mu zabrakło do wyprzedzenia Agnieszki w klasyfikacji końcowej, zaś Konrad – także po raz trzeci – naraził się „pani od polskiego” ;)
A po przetarciu nowych szlaków prowadzących do zwycięstw, zdobyciu skrablowych szczytów i uniknięciu lawiny punktów przecinika, zszedłszy już do bazy, możemy spokojnie usiąść i poprzyglądać się wynikom turnieju.
Zwyciężył po raz któryś tam, nie poniósłszy porażki, autor relacji, wyprzedzając Mariolę i Agnieszkę. Nasi juniorzy, tym razem po raz pierwszy obaj jednocześnie, zakończyli turniej ze zwycięstwem, choć na razie tylko jednym. Rafał ograł po raz trzeci Mariolę i niewiele mu zabrakło do wyprzedzenia Agnieszki w klasyfikacji końcowej, zaś Konrad – także po raz trzeci – naraził się „pani od polskiego” ;)
A po przetarciu nowych szlaków prowadzących do zwycięstw, zdobyciu skrablowych szczytów i uniknięciu lawiny punktów przecinika, zszedłszy już do bazy, możemy spokojnie usiąść i poprzyglądać się wynikom turnieju.
Autor: MaCzu





