Duszą w górach zbłądził, bo chciał
A my błądzimy po planszach
Spit, dziabki, jebadełko – tyle pięknych słówek związanych ze wspinaczką nie znalazło swojego miejsca w OSPS. Być może niewielu scrabblistów ma z tą dziedziną styczność. No, przynajmniej w wydaniu wysokogórskim, bo to, że komuś niekiedy uda się jakimś cudem władować na podium, jest sprawą oczywistą. Ale to nieliczni szczęściarze, większości zdecydowanie przydałaby się pomoc. Wiadomo – inwazja spółgłosek, złodzieje blanków i tak dalej. Każdy scrabblista ma czasem pod górkę. Patron najbliższego turnieju w MATRIKSIE wprawdzie scrabblistą nie był, ale o tym ostatnim z całą pewnością miałby coś do powiedzenia. A może i pomóc by umiał, wszak w tej dziedzinie był specjalistą.
Tenzing Norgay, zwany Szerpą Tenzingiem, urodził się w Nepalu. Jak każdy wie, jest to piękna, górzysta kraina, nieustannie nawiedzana przez rzesze spragnionych wrażeń wspinaczy. Średnia wysokość nepalskich górek to jakieś 6000 m n.p.m., więc zdecydowanie jest z czym się mierzyć. Na granicy Nepalu i Tybetu położony jest najwyższy szczyt Ziemi, Czomolungma. Sagarmatha, Czoło Nieba – tak w swoim ojczystym języku mógł o niej mówić nasz patron. To on, wraz z Edmundem Hillarym, dokonał pierwszego wejścia na tę majestatyczną górę.
Zanim im się to udało, Tenzing Norgay wiele razy dobierał się do Czomolungmy. Jako tragarz, członek poważnych ekspedycji czy w końcu jedyny towarzysz samotnych wspinaczy spędził na tej górze więcej czasu niż ktokolwiek inny. Za każdym razem coraz bliżej szczytu. Wyżej i wyżej, sam powiedział kiedyś, że „moc, z jaką przyciąga go Mount Everest, jest silniejsza niż cokolwiek innego na świecie”.
„Norgay” znaczy „szczęściarz” i nasz patron zawsze wierzył w swoje powodzenie. W wieku osiemnastu lat wyprowadził się do Darjeeling w Indiach, gdzie miał nadzieję przyłączyć się do brytyjskiej wyprawy na Mount Everest. W tym czasie Nepal był niedostępny dla obcokrajowców, więc wszystkie podejścia na najwyższą górę świata odbywały się od strony północnej. Rok po przeprowadzce szczęścia Norgaya dało o sobie znać i wyruszył na ekspedycję wraz z Erikiem Shiptonem. Był to tak udany występ, że nasz patron nie miał później żadnego problemu z zatrudnieniem przy brytyjskich wyprawach w 1936 i 1938 roku. Kiedy II wojna światowa położyła kres wielkim ekspedycjom, Tenzing i Kanadyjczyk Earl Denman potajemnie wymknęli się do Tybetu, by po raz kolejny spróbować z Mount Everest. Szyki pokrzyżowała im kapryśna i niebezpieczna pogoda.
Ponieważ nazwisko naszego patrona kojarzone było z doskonałą wspinaczką, uczestniczył on w wielu innych wyprawach, między innymi na Nanda Devi, Tirich Mir czy Nanga Parbat. Wciąż jednak ciągnęło go na Mount Everest. W 1953 roku po raz kolejny został członkiem brytyjskiej ekspedycji na Czomolungmę. Jednym z członków zespołu był Edmund Hillary, którego podczas wejścia Norgay uratował przed upadkiem. Zadecydowało to o tym, że Brytyjczyk wybrał właśnie jego na partnera do ataku na szczyt. Tym razem był to atak udany – 29 maja Hillary i Tenzing stanęli na Dachu Świata.
Co po Evereście? Trudno sobie wyobrazić większą chwałę niż zdobycie najwyższej góry świata. O czym później mógł marzyć nasz patron? W tym czasie był już znaną osobistością, otrzymał wiele odznaczeń (m.in. Medal Jerzego) i „bywał” na salonach. Na zdjęciach widzimy eleganckiego, uśmiechniętego dżentelmena. Góry nauczyły go pokory, więc z właściwą sobie skromnością przystosował się do nowego życia. Osiadł w Darjeeling, gdzie został kierownikiem Instytutu Górskiego oraz prezesem Stowarzyszenia Szerpów. Tam też zmarł 9 maja 1986 roku.
Smutne i demotywujące byłoby, gdyby ktoś stwierdził, że osiągnął szczyt swoich scrabble’owych możliwości. O wiele lepiej mieć przed sobą radosną, niekończącą się wspinaczkę. Z takimi niestrudzonymi entuzjastami patron na pewno podzieli się swoim szczęściem. O tym, komu Tenzing Norgay pomoże wspiąć się na podium, przekonamy się już w środę o 17:30 w milanowskich „Klimatach”. Zapraszamy!
Tenzing Norgay, zwany Szerpą Tenzingiem, urodził się w Nepalu. Jak każdy wie, jest to piękna, górzysta kraina, nieustannie nawiedzana przez rzesze spragnionych wrażeń wspinaczy. Średnia wysokość nepalskich górek to jakieś 6000 m n.p.m., więc zdecydowanie jest z czym się mierzyć. Na granicy Nepalu i Tybetu położony jest najwyższy szczyt Ziemi, Czomolungma. Sagarmatha, Czoło Nieba – tak w swoim ojczystym języku mógł o niej mówić nasz patron. To on, wraz z Edmundem Hillarym, dokonał pierwszego wejścia na tę majestatyczną górę.
Zanim im się to udało, Tenzing Norgay wiele razy dobierał się do Czomolungmy. Jako tragarz, członek poważnych ekspedycji czy w końcu jedyny towarzysz samotnych wspinaczy spędził na tej górze więcej czasu niż ktokolwiek inny. Za każdym razem coraz bliżej szczytu. Wyżej i wyżej, sam powiedział kiedyś, że „moc, z jaką przyciąga go Mount Everest, jest silniejsza niż cokolwiek innego na świecie”.
„Norgay” znaczy „szczęściarz” i nasz patron zawsze wierzył w swoje powodzenie. W wieku osiemnastu lat wyprowadził się do Darjeeling w Indiach, gdzie miał nadzieję przyłączyć się do brytyjskiej wyprawy na Mount Everest. W tym czasie Nepal był niedostępny dla obcokrajowców, więc wszystkie podejścia na najwyższą górę świata odbywały się od strony północnej. Rok po przeprowadzce szczęścia Norgaya dało o sobie znać i wyruszył na ekspedycję wraz z Erikiem Shiptonem. Był to tak udany występ, że nasz patron nie miał później żadnego problemu z zatrudnieniem przy brytyjskich wyprawach w 1936 i 1938 roku. Kiedy II wojna światowa położyła kres wielkim ekspedycjom, Tenzing i Kanadyjczyk Earl Denman potajemnie wymknęli się do Tybetu, by po raz kolejny spróbować z Mount Everest. Szyki pokrzyżowała im kapryśna i niebezpieczna pogoda.
Ponieważ nazwisko naszego patrona kojarzone było z doskonałą wspinaczką, uczestniczył on w wielu innych wyprawach, między innymi na Nanda Devi, Tirich Mir czy Nanga Parbat. Wciąż jednak ciągnęło go na Mount Everest. W 1953 roku po raz kolejny został członkiem brytyjskiej ekspedycji na Czomolungmę. Jednym z członków zespołu był Edmund Hillary, którego podczas wejścia Norgay uratował przed upadkiem. Zadecydowało to o tym, że Brytyjczyk wybrał właśnie jego na partnera do ataku na szczyt. Tym razem był to atak udany – 29 maja Hillary i Tenzing stanęli na Dachu Świata.
Co po Evereście? Trudno sobie wyobrazić większą chwałę niż zdobycie najwyższej góry świata. O czym później mógł marzyć nasz patron? W tym czasie był już znaną osobistością, otrzymał wiele odznaczeń (m.in. Medal Jerzego) i „bywał” na salonach. Na zdjęciach widzimy eleganckiego, uśmiechniętego dżentelmena. Góry nauczyły go pokory, więc z właściwą sobie skromnością przystosował się do nowego życia. Osiadł w Darjeeling, gdzie został kierownikiem Instytutu Górskiego oraz prezesem Stowarzyszenia Szerpów. Tam też zmarł 9 maja 1986 roku.
Smutne i demotywujące byłoby, gdyby ktoś stwierdził, że osiągnął szczyt swoich scrabble’owych możliwości. O wiele lepiej mieć przed sobą radosną, niekończącą się wspinaczkę. Z takimi niestrudzonymi entuzjastami patron na pewno podzieli się swoim szczęściem. O tym, komu Tenzing Norgay pomoże wspiąć się na podium, przekonamy się już w środę o 17:30 w milanowskich „Klimatach”. Zapraszamy!
Autor: Katarzyna





