Humanitarne scrabble
LXXX bitwa milanowska
Scrabble to brutalna gra. Naprzeciwko siebie zasiadają żądni skalpów wojownicy, którzy toczą zaciętą walkę nie tylko ze sobą, lecz również z literami i czasem. Krew, co prawda, się nie leje, a kończyny pozostają na właściwych im miejscach (chociaż zbyt intensywne losowanie płytek może, w niektórych przypadkach, doprowadzić do kontuzji), nie zmienia to jednak faktu, że boje są zaciekłe. Jeden z zawodników zazwyczaj przegrywa i jakoś musi wylizać się z ran, żeby godnie stawać do następnej potyczki. Patronem najbliższej matriksowej bitwy będzie Henri Dunant, który zadba o jej humanitarny przebieg.
Dunant urodził się roku pańskiego 1828 w Genewie. Zajmował się bankowością i biznesem – tu coś kupił, tam coś sprzedał, wiadomo. Mógł sobie wieść beztroski kupiecki żywot, ograniczając się tylko do sprawdzania stanu konta, ale w dzieciństwie naczytał się hagiografii i stwierdził, że jego życiową misją będzie niesienie pomocy potrzebującym. Początkowo ograniczał się do wspomagania ubogich i chorych mieszkańców swojego rodzinnego miasta, ale szybko doszedł do wniosku, że trzeba działać globalnie. W wieku 25 lat wyjechał w tournee po północnej Afryce. Czarny Ląd urzekł go na tyle, że zdecydował się zająć interesami w okupowanej przez Francuzów Algierii. Ponieważ miejscowa administracja okazała się średnio skłonna do współpracy, Dunant postanowił interweniować u samego cesarza Napoleona III, który akurat hasał po Lombardii, prowadząc wojnę z Austriakami. Dopadł go pod miejscowością Solferino, gdzie kończyła się krwawa jatka zwana bitwą. Widok tysięcy konających i rannych żołnierzy, którym nie miał kto pomóc, wstrząsnął Dunantem. Kiedy trochę ochłonął, napisał książkę, w której zawarł swoje przeżycia i obserwacje oraz sformułował postulat utworzenia we wszystkich krajach stowarzyszeń zrzeszających personel medyczny, który niósłby pomoc żołnierzom rannym na polu walki. Bezpieczeństwo i neutralność tych osób miałby gwarantować jeden znak, który uznawany byłby przez wszystkie strony konfliktu.
Idea Henryka trafiła na podatny grunt w jego ojczyźnie, gdzie zawiązał się tzw. Komitet Pięciu (Dunant plus czterech innych wpływowych szwajcarskich obywateli). W 1863 roku zorganizowali oni konferencję, na której powołano do życia Międzynarodowy Komitet Pomocy Rannym przemianowany później na Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża. Z inicjatywy Dunanta podpisano również Konwencję Genewską (w 1864 roku), która dała początek szeregowi umów międzynarodowych tworzących współczesne prawo humanitarne.
Konflikty między członkami Komitetu Pięciu skłoniły Dunanta do wycofania się z tego grona. Jego kolejne koncepcje nie spotykały się z międzynarodowym uznaniem, do tego popadł w tarapaty finansowe. Zapomniany i opuszczony przez wszystkich, osiadł w przytułku dla ubogich w szwajcarskiej miejscowości Heiden. Koniec tej historii byłby zapewne smutny, gdyby nie dziennikarz, który po latach odnalazł Dunanta w jego samotni. Cykl artykułów o warunkach życia założyciela Czerwonego Krzyża poruszył międzynarodową opinię publiczną. W 1901 roku Dunant został pierwszym laureatem Pokojowej Nagrody Nobla.
Mając takiego patrona możemy spokojnie i bez obaw zasiąść w najbliższą środę do scrabble’owych planszy. Rozgrywki będą z całą pewnością przebiegać w sposób humanitarny. Do tego dorzućmy, jak zawsze zresztą, wyborną atmosferę i piękne umysły matriksowych bywalców – czegóż chcieć więcej? Zapraszamy 8 maja o godzinie 17.30 do milanowskich „Klimatów”
Dunant urodził się roku pańskiego 1828 w Genewie. Zajmował się bankowością i biznesem – tu coś kupił, tam coś sprzedał, wiadomo. Mógł sobie wieść beztroski kupiecki żywot, ograniczając się tylko do sprawdzania stanu konta, ale w dzieciństwie naczytał się hagiografii i stwierdził, że jego życiową misją będzie niesienie pomocy potrzebującym. Początkowo ograniczał się do wspomagania ubogich i chorych mieszkańców swojego rodzinnego miasta, ale szybko doszedł do wniosku, że trzeba działać globalnie. W wieku 25 lat wyjechał w tournee po północnej Afryce. Czarny Ląd urzekł go na tyle, że zdecydował się zająć interesami w okupowanej przez Francuzów Algierii. Ponieważ miejscowa administracja okazała się średnio skłonna do współpracy, Dunant postanowił interweniować u samego cesarza Napoleona III, który akurat hasał po Lombardii, prowadząc wojnę z Austriakami. Dopadł go pod miejscowością Solferino, gdzie kończyła się krwawa jatka zwana bitwą. Widok tysięcy konających i rannych żołnierzy, którym nie miał kto pomóc, wstrząsnął Dunantem. Kiedy trochę ochłonął, napisał książkę, w której zawarł swoje przeżycia i obserwacje oraz sformułował postulat utworzenia we wszystkich krajach stowarzyszeń zrzeszających personel medyczny, który niósłby pomoc żołnierzom rannym na polu walki. Bezpieczeństwo i neutralność tych osób miałby gwarantować jeden znak, który uznawany byłby przez wszystkie strony konfliktu.
Idea Henryka trafiła na podatny grunt w jego ojczyźnie, gdzie zawiązał się tzw. Komitet Pięciu (Dunant plus czterech innych wpływowych szwajcarskich obywateli). W 1863 roku zorganizowali oni konferencję, na której powołano do życia Międzynarodowy Komitet Pomocy Rannym przemianowany później na Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża. Z inicjatywy Dunanta podpisano również Konwencję Genewską (w 1864 roku), która dała początek szeregowi umów międzynarodowych tworzących współczesne prawo humanitarne.
Konflikty między członkami Komitetu Pięciu skłoniły Dunanta do wycofania się z tego grona. Jego kolejne koncepcje nie spotykały się z międzynarodowym uznaniem, do tego popadł w tarapaty finansowe. Zapomniany i opuszczony przez wszystkich, osiadł w przytułku dla ubogich w szwajcarskiej miejscowości Heiden. Koniec tej historii byłby zapewne smutny, gdyby nie dziennikarz, który po latach odnalazł Dunanta w jego samotni. Cykl artykułów o warunkach życia założyciela Czerwonego Krzyża poruszył międzynarodową opinię publiczną. W 1901 roku Dunant został pierwszym laureatem Pokojowej Nagrody Nobla.
Mając takiego patrona możemy spokojnie i bez obaw zasiąść w najbliższą środę do scrabble’owych planszy. Rozgrywki będą z całą pewnością przebiegać w sposób humanitarny. Do tego dorzućmy, jak zawsze zresztą, wyborną atmosferę i piękne umysły matriksowych bywalców – czegóż chcieć więcej? Zapraszamy 8 maja o godzinie 17.30 do milanowskich „Klimatów”
Autor: Rafał





