LXXVII Turniej w MATRIKSIE im. Zenomeny Płużek
O dewiacjach i hydroterapii
Oryginalne imię patronki ostatniego turnieju, Zenomeny Płużek, przypomniało mi siódemkę, którą położyłem w klubie w sierpniu ubiegłego roku – ANAMNEZO (prawie anagram). Anamneza to w jednym ze znaczeń wywiad lekarski, a niektórzy uważają, że taki wywiad przydałby się z pewnością osobom, które znajdują przyjemność w próbach ułożenia mniej lub bardziej sensownych wyrazów z bezładnego zbioru liter.
Atmosfera towarzysząca czasem naszym zmaganiom przy planszach nie odstraszyła jednak kolejnego debiutanta – Rafała, przybyłego prosto ze szkolnego koła scrabble prowadzonego przez Agnieszkę. Rafał, który dał się poznać z jak najlepszej strony już podczas marcowego turnieju „U Lotników”, gdzie mimo krótkiego stażu zdobył brąz wśród gimnazjalistów, może uznać premierowy występ w MATRIKSIE za udany. Dwukrotnie ograł innego juniora – Konrada, a autorowi relacji po wyrównanej partii uległ nieznacznie dopiero w końcówce. Oby tak dalej!
Piszący te słowa nie zaliczy za to turnieju do najlepszych, choć jakoś wdrapał się na najniższy stopień podium. Nieciekawe składy pchały się na stojak, kontynuując serię z Urodzin Alfreda. Największym osiągnięciem zaś była próba podlizania się patronce przez ułożenie słowa MORYJ, choć nie ma pewności, czy patronka leczyła pacjentów z morii...
Marek tym razem nie wykazywał objawów logorei (może dlatego, że nie miał bye'a), więc skupiwszy się bardziej na grze, zdołał wywalczyć drugie miejsce, jako jedyny pokonując triumfatorkę.
A triumfatorką została (fanfary!) Mariola, która podczas turnieju w Ostrowie Wlkp. miała okazję korzystać z kąpieli w szkolnym basenie. Okazało się więc, że hydroterapia jest skuteczna, choć działa z kilkudniowym opóźnieniem. W Ostrowie nie poszło Marioli najlepiej, jednak w środę w klubie już nie miała sobie równych – zapewniła sobie zwycięstwo na rundę przed końcem i tylko w ostatniej, rewanżowej partii uległa Markowi. Brawo! W takiej formie Mariola podczas najbliższych Klubowych Mistrzostw Polski będzie silnym punktem ekipy MATRIKSA, a nie tylko, jak sama skromnie mówi, rezerwową. A oto nasza zbiorowa epikryza, czyli wyniki turnieju
Atmosfera towarzysząca czasem naszym zmaganiom przy planszach nie odstraszyła jednak kolejnego debiutanta – Rafała, przybyłego prosto ze szkolnego koła scrabble prowadzonego przez Agnieszkę. Rafał, który dał się poznać z jak najlepszej strony już podczas marcowego turnieju „U Lotników”, gdzie mimo krótkiego stażu zdobył brąz wśród gimnazjalistów, może uznać premierowy występ w MATRIKSIE za udany. Dwukrotnie ograł innego juniora – Konrada, a autorowi relacji po wyrównanej partii uległ nieznacznie dopiero w końcówce. Oby tak dalej!
Piszący te słowa nie zaliczy za to turnieju do najlepszych, choć jakoś wdrapał się na najniższy stopień podium. Nieciekawe składy pchały się na stojak, kontynuując serię z Urodzin Alfreda. Największym osiągnięciem zaś była próba podlizania się patronce przez ułożenie słowa MORYJ, choć nie ma pewności, czy patronka leczyła pacjentów z morii...
Marek tym razem nie wykazywał objawów logorei (może dlatego, że nie miał bye'a), więc skupiwszy się bardziej na grze, zdołał wywalczyć drugie miejsce, jako jedyny pokonując triumfatorkę.
A triumfatorką została (fanfary!) Mariola, która podczas turnieju w Ostrowie Wlkp. miała okazję korzystać z kąpieli w szkolnym basenie. Okazało się więc, że hydroterapia jest skuteczna, choć działa z kilkudniowym opóźnieniem. W Ostrowie nie poszło Marioli najlepiej, jednak w środę w klubie już nie miała sobie równych – zapewniła sobie zwycięstwo na rundę przed końcem i tylko w ostatniej, rewanżowej partii uległa Markowi. Brawo! W takiej formie Mariola podczas najbliższych Klubowych Mistrzostw Polski będzie silnym punktem ekipy MATRIKSA, a nie tylko, jak sama skromnie mówi, rezerwową. A oto nasza zbiorowa epikryza, czyli wyniki turnieju
Autor: MaCzu





