LXXVI Turniej w MATRIKSIE im. Kingi Choszcz
Podróżnik GODŹ
Tak się nam porobiło w klubie, że mamy głównie emigrantów, a podróżników przybywa coraz mniej. Co prawda ostatnio gościła u nas przesympatyczna koleżanka, ale tylko na zasadzie veni, vidi. Zagrać nie chciała, chociaż notowała wszystko, co mogło jej się przydać do rocznej pracy na Wydziale Kulturoznawstwa UW. Mam nadzieję, że nie wystraszyliśmy jej swoją bezpośredniością i jeszcze do nas zawita.
Na początku w klubie (ogólnie rzecz biorąc) nudy… Wiadomo było, jakie będzie rozstawienie do pierwszej partii i kto wygra na pierwszym stole :) Ale to tylko na początku. Potem rozgrywki nabrały tempa. Niektórzy, jak nasza patronka, jechali w skrablową podróż autostopem (czyli autem i znak stop po drodze, tudzież „stop” w głowie), a los i tak prowadził nas jak chciał. Przestało być nudno i trzeba było walczyć, wydrapać każdą wygraną pazurami dzikich zwierząt z dzikich kontynentów.
Turniej wygrała Agnieszka (wielkie brawa!), choć nie da się ukryć, że trochę pomógł jej w tym Marek, o czym za chwilę . Oczywiście, nie umniejsza to wiktorii Agnieszki. Przy okazji gratulacje za drugie z kolei klubowe zwycięstwo.
Gra Agnieszki z Maćkiem: jakoś tak pod koniec stan punktowy prawie wyrównany lub z pewną przewagą Agnieszki. Maciek z premedytacją kładzie kończące GODŹ na zlepek: GO (w pionie) i SĄ (w poziomie), szybko zapisuje punkty, a Agnieszka właśnie zabiera się do ich zapisania. W tym momencie wkracza do akcji Marek (akurat wolny, bo „wybajowany”) z pytaniem: a Ty, Agnieszko, nie sprawdzasz takich wyrazów jak „godź”? Agnieszka bystrzeje. Maciek pyta Marka: a w ryja chcesz? W tej sytuacji Agnieszka sprawdza. GODŹ oczywiście spada, a Maciek ostatecznie przegrywa z Agnieszką. Marek nie dostaje w ryja (bo w Milanówku jest kulturalnie), ale grając później z Agnieszką ma na stojaku „GODŹ” + YLI. Zemsta GODŹA nie zna granic, bo gdyby nie „wtrancanie się” Marka, to GODŹ skutecznie mógłby podróżować tego dnia dwukrotnie, działając również na korzyść Marka. A wyniki naszych zmagań każdy może zobaczyć poniżej.
Wyniki turnieju
Na początku w klubie (ogólnie rzecz biorąc) nudy… Wiadomo było, jakie będzie rozstawienie do pierwszej partii i kto wygra na pierwszym stole :) Ale to tylko na początku. Potem rozgrywki nabrały tempa. Niektórzy, jak nasza patronka, jechali w skrablową podróż autostopem (czyli autem i znak stop po drodze, tudzież „stop” w głowie), a los i tak prowadził nas jak chciał. Przestało być nudno i trzeba było walczyć, wydrapać każdą wygraną pazurami dzikich zwierząt z dzikich kontynentów.
Turniej wygrała Agnieszka (wielkie brawa!), choć nie da się ukryć, że trochę pomógł jej w tym Marek, o czym za chwilę . Oczywiście, nie umniejsza to wiktorii Agnieszki. Przy okazji gratulacje za drugie z kolei klubowe zwycięstwo.
Gra Agnieszki z Maćkiem: jakoś tak pod koniec stan punktowy prawie wyrównany lub z pewną przewagą Agnieszki. Maciek z premedytacją kładzie kończące GODŹ na zlepek: GO (w pionie) i SĄ (w poziomie), szybko zapisuje punkty, a Agnieszka właśnie zabiera się do ich zapisania. W tym momencie wkracza do akcji Marek (akurat wolny, bo „wybajowany”) z pytaniem: a Ty, Agnieszko, nie sprawdzasz takich wyrazów jak „godź”? Agnieszka bystrzeje. Maciek pyta Marka: a w ryja chcesz? W tej sytuacji Agnieszka sprawdza. GODŹ oczywiście spada, a Maciek ostatecznie przegrywa z Agnieszką. Marek nie dostaje w ryja (bo w Milanówku jest kulturalnie), ale grając później z Agnieszką ma na stojaku „GODŹ” + YLI. Zemsta GODŹA nie zna granic, bo gdyby nie „wtrancanie się” Marka, to GODŹ skutecznie mógłby podróżować tego dnia dwukrotnie, działając również na korzyść Marka. A wyniki naszych zmagań każdy może zobaczyć poniżej.
Wyniki turnieju
Autor: Mariola





