Koneserzy (w) pełni słów
Prawdy i mity o Jacksonie
Najwyższy czas obalić absurdalne teorie, zdementować niewiarygodne informacje i dać zdecydowany odpór, niekiedy wręcz podłym, insynuacjom na temat Michaela Jacksona, który będzie patronem kolejnego matriksowego turnieju. Po pierwsze: snucie dywagacji w kwestii „Black or White” nie ma najmniejszego sensu, gdyż Michael białym się urodził i takim też umarł. Po drugie: wcale nie był Amerykaninem, tylko Anglikiem z krwi i kości. W dodatku brodatym. Nie wierzycie? Urodził się w Leeds, a jako dziecię brykał w niewielkim mieście Wetherby, w hrabstwie West Yorkshire. Oczywiście nie jest to dowód na jego brodatość, tylko wielkobrytyjskość. Chociaż, może i wszyscy mieszkańcy Wetherby, a nawet Leeds, są brodaci, kto ich tam wie. No dobra, tak naprawdę jego rodzice byli litewskimi żydami o nazwisku Jakowitz. Wydało się. Ale mniejsza z tym. Po czwarte: żaden tam z niego „Król Popu”. Doczekał się dwóch o wiele bardziej prestiżowych tytułów – znany jest jako „Papież Piwowarstwa” i „Beerhunter”.
Jacksona od zawsze ciągnęło do pisania. I do butelki. W zasadzie to do wielu butelek. Postanowił połączyć swoje pasje i znalazł dla siebie niszę idealną. Nie, nie pisał listów i nie ładował ich do flaszek, które unosiłyby się na falach mórz oblewających jego ojczyznę. Gnany ciekawością i żądzą poznania, przeprowadzał liczne doświadczenia i empiryczne badania różnych trunków (głównie piwa i whisky), a efekty swoich eksperymentów opisywał na łamach tak uznanych brytyjskich tytułów prasowych, jak The Independent czy The Observer. W międzyczasie popełniał publikacje książkowe, np. The World Guide to Beer, The World Guide to Whisky czy Bar and Cocktail Party Book, które ugruntowywały jego pozycję eksperta i krytyka światowej klasy. Nie stronił również od szklanego ekranu, miał np. swój własny program („Łowca Piwa”) na Discovery Channel. Zaangażowanie w wykonywaną pracę zaowocowało nieśmiertelną sławą, statusem piwowarskiego guru oraz atakiem serca, który zakończył jego błyskotliwą karierę w wieku lat sześćdziesięciu pięciu.
Profesja konesera i znawcy, którą wybrał sobie patron naszego turnieju, pozwala domniemywać, że stan nieważkości nie był mu obcy. Możliwe, że zdarzało mu się też przemieszczać krokiem przypominającym „moonwalk”. Najbliższe rozgrywki w MATRIKSIE będą odbywały się, nomen omen, przy pełni Księżyca. Już w najbliższą środę, w milanowskich „Klimatach”, przekonamy się dla kogo będzie to pełnia szczęścia. Zapraszamy wszystkich koneserów scrabble!
Jacksona od zawsze ciągnęło do pisania. I do butelki. W zasadzie to do wielu butelek. Postanowił połączyć swoje pasje i znalazł dla siebie niszę idealną. Nie, nie pisał listów i nie ładował ich do flaszek, które unosiłyby się na falach mórz oblewających jego ojczyznę. Gnany ciekawością i żądzą poznania, przeprowadzał liczne doświadczenia i empiryczne badania różnych trunków (głównie piwa i whisky), a efekty swoich eksperymentów opisywał na łamach tak uznanych brytyjskich tytułów prasowych, jak The Independent czy The Observer. W międzyczasie popełniał publikacje książkowe, np. The World Guide to Beer, The World Guide to Whisky czy Bar and Cocktail Party Book, które ugruntowywały jego pozycję eksperta i krytyka światowej klasy. Nie stronił również od szklanego ekranu, miał np. swój własny program („Łowca Piwa”) na Discovery Channel. Zaangażowanie w wykonywaną pracę zaowocowało nieśmiertelną sławą, statusem piwowarskiego guru oraz atakiem serca, który zakończył jego błyskotliwą karierę w wieku lat sześćdziesięciu pięciu.
Profesja konesera i znawcy, którą wybrał sobie patron naszego turnieju, pozwala domniemywać, że stan nieważkości nie był mu obcy. Możliwe, że zdarzało mu się też przemieszczać krokiem przypominającym „moonwalk”. Najbliższe rozgrywki w MATRIKSIE będą odbywały się, nomen omen, przy pełni Księżyca. Już w najbliższą środę, w milanowskich „Klimatach”, przekonamy się dla kogo będzie to pełnia szczęścia. Zapraszamy wszystkich koneserów scrabble!
Autor: Rafał




