LXXIII Turniej w MATRIKSIE im. Ludwika Paka
Z drugiego planu... zasadniczo
Chociaż rola Peresady w Siekierezadzie uznawana jest za najwybitniejszą kreację filmową w dorobku patrona naszego ostatniego turnieju, to większości Polaków Ludwik Pak najbardziej znany jest z krótkiego, ale wyrazistego epizodu w Misiu Stanisława Barei. (Nawiasem mówiąc, pomiędzy patronami matriksowych spotkań powoli zaczyna się tworzyć sieć powiązań – Pak zagrał w filmie Barei, Bareja wyreżyserował serial na podstawie scenariusza Janiny Ipohorskiej, Fryderyk Jarosy niejednokrotnie zapowiadał występy Mieczysława Fogga, truizmem jest wspomnienie, ilu z polskich patronów wychowało się na elementarzu Falskiego, a w to, ilu patronów korzystało z metod wypracowanych przez Dr. Roberta, lepiej nie wnikajmy).
Znów niewielu miłośników scrabbli zawitało do Klimatów, lecz na turnieju działy się rzeczy ciekawe. W pierwszej rundzie doszło do przełomowego wydarzenia, niejako wywołanego już w relacji z poprzedniego spotkania. Otóż Agnieszka, niemająca do tej pory szczęścia w starciach z Markiem, w końcu wygrała, i to zdecydowanie, bo 442:316. Marek chyba był już myślami przy graboszyckim karpiu (przy okazji – gratulacje za świetny, o mało co niezakończony generalnym zwycięstwem, występ!), gdyż znakomite gry przeplatał takimi, o których chyba będzie chciał szybko zapomnieć.
Tymczasem przy pierwszym stole Mariola ograła wyraźnie Maćka i prowadzenia nie oddała prawie do końca. To „prawie” wynikło z tego, że Maciek postanowił sprawdzić swoją skuteczność w „iściu dołem” i ataku z odległych pozycji. Więc choć po dwóch rundach zajmował ostatnie miejsce, to trzyrundowy finisz, podczas którego zdecydowanie pokonał pozostałych uczestników turnieju, pozwolił mu po raz kolejny triumfować. W ostatniej partii wPAKował Markowi 529 pkt., kończąc partię znamiennym ZABIJEMY... powiało grozą, ale żadna siekiera nie zmaterializowała się, pojawiły się natomiast... wyniki turnieju.
Znów niewielu miłośników scrabbli zawitało do Klimatów, lecz na turnieju działy się rzeczy ciekawe. W pierwszej rundzie doszło do przełomowego wydarzenia, niejako wywołanego już w relacji z poprzedniego spotkania. Otóż Agnieszka, niemająca do tej pory szczęścia w starciach z Markiem, w końcu wygrała, i to zdecydowanie, bo 442:316. Marek chyba był już myślami przy graboszyckim karpiu (przy okazji – gratulacje za świetny, o mało co niezakończony generalnym zwycięstwem, występ!), gdyż znakomite gry przeplatał takimi, o których chyba będzie chciał szybko zapomnieć.
Tymczasem przy pierwszym stole Mariola ograła wyraźnie Maćka i prowadzenia nie oddała prawie do końca. To „prawie” wynikło z tego, że Maciek postanowił sprawdzić swoją skuteczność w „iściu dołem” i ataku z odległych pozycji. Więc choć po dwóch rundach zajmował ostatnie miejsce, to trzyrundowy finisz, podczas którego zdecydowanie pokonał pozostałych uczestników turnieju, pozwolił mu po raz kolejny triumfować. W ostatniej partii wPAKował Markowi 529 pkt., kończąc partię znamiennym ZABIJEMY... powiało grozą, ale żadna siekiera nie zmaterializowała się, pojawiły się natomiast... wyniki turnieju.
Autor: MaCzu





