Jak Lec, żeby nie ulec
Sięgaj po laur, ale nie z cudzej głowy*
Z tajnych zapisków: Dla znajomych – Stach. Dla nieznajomych – Stanisław Jerzy. Lec. Przyszedłem na świat szóstego marca 1909 roku we Lwowie. Baronem byłem. Synem uszlachconego żyda Benona de Tusch-Letza i Adeli Serafin. „Lec” po hebrajsku oznacza „błazna” lub kogoś „kto, patrząc z boku, na swój sposób interpretuje i wyjaśnia”. Nieźle, co? Skończyłem Uniwersytet Jana Kazimierza w 1933 – rok polonistyki, później prawo.
No dobra, byłem działaczem lewicowym – nie wstydzę się tego. I tak, to prawda: napisałem wiersz ku czci Stalina i publikowałem w „Czerwonym Sztandarze”. Ale byłem też więźniem hitlerowskich obozów we Lwowie i Tarnopolu. Uciekłem. Zapisałem się do Polskiej Partii Robotniczej. Byłem żołnierzem Armii Ludowej i dosłużyłem się stopnia majora. Po wojnie zabawiałem się jako attache prasowy ambasady polskiej w Wiedniu, a później prysnąłem do Izraela. Na dwa lata. Potem wróciłem do Polski i byłem na cenzurowanym. Cztery lata. Wreszcie dorwałem się do tygodnika „Świat” i jakoś poszło. Dali mi nawet kilka odznaczeń – Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski, Krzyż Walecznych i jeszcze kilka innych. Miałem dwie żony (Elżbietę Rusiewicz oraz Krystynę Świętońską) i popełniłem trójkę potomstwa. Postanowiłem zaLEC na warszawskich Powązkach.
Aha, zapomniałem wspomnieć, że jestem wybitnym polskim aforystą, fraszkopisarzem i poetą. Od momentu poczęcia, aż do śmierci miałem mocno nieuczesane myśli. Jeżeli chodzi o scrabble, chciałbym poruszyć kilka kwestii*:
– po pierwsze: jestem mistrzem absurdu, paradoksu i zabawy słowem, dlatego powiem Wam coś w tajemnicy – „Wystarczy słowo – reszta jest gadaniem”;
– po drugie: jeżeli boisz się coś położyć, jak ulał pasuje do Ciebie stwierdzenie, że „Słowo może być kneblem”;
– po trzecie: szalej i próbuj wciskać, co się da – „I słowa bez pokrycia bywają wysoko notowane”;
– po czwarte (wyklucza poprzednie): graj uczciwie, gdyż „W niektórych słownikach brak słowa honoru”;
– po piąte: pamiętaj, że „Na początku było Słowo, a na końcu Frazes”;
– po szóste: nie zapominajcie, że „Człowiek zwycięży! Człowieka”.
W nawiązaniu do ostatniej myśli: scrabble to dziwaczna gra i, mimo że będziecie walczyć dzielnie, z determinacją, wykazując się kunsztem, spostrzegawczością i słownikowym wyrafinowaniem, to możecie z kretesem polec, gdyż patronem będzie – tu werble, fanfary i co tam komu przyjdzie do głowy – Stanisław Jerzy Lec.
No dobra, byłem działaczem lewicowym – nie wstydzę się tego. I tak, to prawda: napisałem wiersz ku czci Stalina i publikowałem w „Czerwonym Sztandarze”. Ale byłem też więźniem hitlerowskich obozów we Lwowie i Tarnopolu. Uciekłem. Zapisałem się do Polskiej Partii Robotniczej. Byłem żołnierzem Armii Ludowej i dosłużyłem się stopnia majora. Po wojnie zabawiałem się jako attache prasowy ambasady polskiej w Wiedniu, a później prysnąłem do Izraela. Na dwa lata. Potem wróciłem do Polski i byłem na cenzurowanym. Cztery lata. Wreszcie dorwałem się do tygodnika „Świat” i jakoś poszło. Dali mi nawet kilka odznaczeń – Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski, Krzyż Walecznych i jeszcze kilka innych. Miałem dwie żony (Elżbietę Rusiewicz oraz Krystynę Świętońską) i popełniłem trójkę potomstwa. Postanowiłem zaLEC na warszawskich Powązkach.
Aha, zapomniałem wspomnieć, że jestem wybitnym polskim aforystą, fraszkopisarzem i poetą. Od momentu poczęcia, aż do śmierci miałem mocno nieuczesane myśli. Jeżeli chodzi o scrabble, chciałbym poruszyć kilka kwestii*:
– po pierwsze: jestem mistrzem absurdu, paradoksu i zabawy słowem, dlatego powiem Wam coś w tajemnicy – „Wystarczy słowo – reszta jest gadaniem”;
– po drugie: jeżeli boisz się coś położyć, jak ulał pasuje do Ciebie stwierdzenie, że „Słowo może być kneblem”;
– po trzecie: szalej i próbuj wciskać, co się da – „I słowa bez pokrycia bywają wysoko notowane”;
– po czwarte (wyklucza poprzednie): graj uczciwie, gdyż „W niektórych słownikach brak słowa honoru”;
– po piąte: pamiętaj, że „Na początku było Słowo, a na końcu Frazes”;
– po szóste: nie zapominajcie, że „Człowiek zwycięży! Człowieka”.
W nawiązaniu do ostatniej myśli: scrabble to dziwaczna gra i, mimo że będziecie walczyć dzielnie, z determinacją, wykazując się kunsztem, spostrzegawczością i słownikowym wyrafinowaniem, to możecie z kretesem polec, gdyż patronem będzie – tu werble, fanfary i co tam komu przyjdzie do głowy – Stanisław Jerzy Lec.
Autor: Rafał
*Stanisław Jerzy Lec, Myśli nieuczesane





