LXVII Turniej w MATRIKSIE im. Boba Marleya
Siła złego na jednego – ale to nie było takie złe…
Ostatni turniej w MATRIKSIE miał charakter kameralny – przybyło jedynie trzech graczy, w tym dawno niewidziany w klubie lider rankingu, Marek, który musiał zmierzyć się z koalicją ojcowsko-synowską Maćka i Julka. Jak się szybko okazało, koalicja ta miała silne wsparcie patrona turnieju, Boba Marleya. Uczciwie trzeba powiedzieć, że obaj Panowie bardzo na tę pomoc zapracowali – Maciek pojawił się w rastafariańskiej opasce na czole i z paroma kosmykami dredów, Julek miał rastafariańską opaskę na ręku. Marek nie zadbał o takie atrybuty i został za to pokarany.
Nieparzysta i mała liczba zawodników sprawiła, że choć rozegrano w sumie sześć rund, to każdy gracz stawał tylko do czterech pojedynków. Maciek wszystkie z nich wygrał w cuglach, zbierał blanki, kładł siódemki, wykorzystywał błędy przeciwników i zasłużył na nagrodę – nie tylko wygrał kolejny turniej, ale przede wszystkim został nowym szeryfem, dwukrotnie pokonując poprzedniego. Do tego poprawił rekord klubowy w serii gier z liczbą małych punktów powyżej 400 oraz wyrównał – serii gier z liczbą małych punktów powyżej 350 (a obie serie są aktualne i na kolejnym turnieju mogą zostać poprawione).
Marek dwa razy uległ Maćkowi (w czym wydatnie pomogły blanki w liczbie 0–4 na korzyść Maćka) i raz Julkowi. W partiach tych ujawniła się cała ironia naszej ukochanej gry. Analizy wykonane przez Maćka wykazały, że we wszystkich przegranych grach Marek uzyskiwał lepszą skuteczność belgijkową, za to w tej jedynej wygranej było zgoła odwrotnie. Cóż, wprawdzie same blanki nie grają, ale na literki czasem nie ma rady i trzeba ulec ich presji.
Julek dzielnie i bez kompleksów walczył z dwoma starymi prykami i wygrał z Markiem – do dobrych literek dołożył też dobre ruchy, zwłaszcza w końcówce. Czasem przegapił jakieś słowa (co każdemu zdarzyło się w tym turnieju), położył też kita, którego ojciec bezlitośnie zdjął z planszy. Najwięcej dyskusji sprawił błąd polegający na położeniu z zestawu AEIOKMT wyrazu KETAMIO. OSPS nie notuje takiego słowa, ale jak się potem okazało funkcjonuje ono jako zamiennik dla KETMII. Trudno winić Julka za położenie tego słowa, skoro jego Mama doskonale wie, że KETMIA to to samo co KENAF albo GAMBO. Nic dziwnego zatem, że nie widzi się MAKIETO, bo kto by tam kładł takie oczywistości, jak można coś innego :) Zresztą, jak się potem okazało, uchroniło to Julka od dziewięciokrotności AMONIOWY, której Maciek, zajęty zrzucaniem KETAMIO, nie zauważył, a którą zapewne by znalazł przez to samo O od MAKIETO. Nie ma tego złego…
I tak, w miłej atmosferze milanowskich Klimatów, przebiegł nasz turniej. A w tle słychać było czasem piosenkę Don’t worry, be happy, którą często błędnie przypisuje się Bobowi Marleyowi. Na pewno jednak nie obraża się o to, bo wyraża ona podejście do życia także i naszego patrona. Czego życzymy także sobie, pozostałym matriksowcom i wszystkim naszym gościom – przeszłym i przyszłym. Dołączajcie do nas i grajcież z nami co środę. A tymczasem zapoznajcie się z wynikami turnieju.
Wyniki turnieju
Nieparzysta i mała liczba zawodników sprawiła, że choć rozegrano w sumie sześć rund, to każdy gracz stawał tylko do czterech pojedynków. Maciek wszystkie z nich wygrał w cuglach, zbierał blanki, kładł siódemki, wykorzystywał błędy przeciwników i zasłużył na nagrodę – nie tylko wygrał kolejny turniej, ale przede wszystkim został nowym szeryfem, dwukrotnie pokonując poprzedniego. Do tego poprawił rekord klubowy w serii gier z liczbą małych punktów powyżej 400 oraz wyrównał – serii gier z liczbą małych punktów powyżej 350 (a obie serie są aktualne i na kolejnym turnieju mogą zostać poprawione).
Marek dwa razy uległ Maćkowi (w czym wydatnie pomogły blanki w liczbie 0–4 na korzyść Maćka) i raz Julkowi. W partiach tych ujawniła się cała ironia naszej ukochanej gry. Analizy wykonane przez Maćka wykazały, że we wszystkich przegranych grach Marek uzyskiwał lepszą skuteczność belgijkową, za to w tej jedynej wygranej było zgoła odwrotnie. Cóż, wprawdzie same blanki nie grają, ale na literki czasem nie ma rady i trzeba ulec ich presji.
Julek dzielnie i bez kompleksów walczył z dwoma starymi prykami i wygrał z Markiem – do dobrych literek dołożył też dobre ruchy, zwłaszcza w końcówce. Czasem przegapił jakieś słowa (co każdemu zdarzyło się w tym turnieju), położył też kita, którego ojciec bezlitośnie zdjął z planszy. Najwięcej dyskusji sprawił błąd polegający na położeniu z zestawu AEIOKMT wyrazu KETAMIO. OSPS nie notuje takiego słowa, ale jak się potem okazało funkcjonuje ono jako zamiennik dla KETMII. Trudno winić Julka za położenie tego słowa, skoro jego Mama doskonale wie, że KETMIA to to samo co KENAF albo GAMBO. Nic dziwnego zatem, że nie widzi się MAKIETO, bo kto by tam kładł takie oczywistości, jak można coś innego :) Zresztą, jak się potem okazało, uchroniło to Julka od dziewięciokrotności AMONIOWY, której Maciek, zajęty zrzucaniem KETAMIO, nie zauważył, a którą zapewne by znalazł przez to samo O od MAKIETO. Nie ma tego złego…
I tak, w miłej atmosferze milanowskich Klimatów, przebiegł nasz turniej. A w tle słychać było czasem piosenkę Don’t worry, be happy, którą często błędnie przypisuje się Bobowi Marleyowi. Na pewno jednak nie obraża się o to, bo wyraża ona podejście do życia także i naszego patrona. Czego życzymy także sobie, pozostałym matriksowcom i wszystkim naszym gościom – przeszłym i przyszłym. Dołączajcie do nas i grajcież z nami co środę. A tymczasem zapoznajcie się z wynikami turnieju.
Wyniki turnieju
Autor: Marek





