LXVI Turniej w MATRIKSIE im. Ulricha Jaspera Seetzena
Z dalekich wypraw
„Myśli wychodzą z cienia. Coś w człowieku się zmienia […]”*. I tak też właśnie było w trakcie tego turnieju. A propos cienia – ZACIEŃMY Hopka dało dobry rezultat. Inni mieli chwilami raczej zaćmienie.
Dzień wcześniej wszystko wskazywało na to, że tym razem spotkanie zostanie odwołane. Dwoje naszych klubowiczów udało się bowiem na emigrację zewnętrzną, a co najmniej dwóch innych – na emigrację wewnętrzną. Przyczyny tych emigracji są różne i nie będę poddawać ich szczegółowej analizie.
Tym większym zaskoczeniem okazał się udział w turnieju aż siedmiorga graczy. Na daleką wyprawę z Warszawy i podbój Milanówka wyruszyła ekipa „Dąbków”. Należy przy tym zaznaczyć, że wśród dąbków i matriksowców mamy do czynienia z częścią wspólną zbiorów D i M, w osobach Halinki i Hopka (H jest jak widać przyjazną literką).
Najlepiej wypadł w tym turnieju element zbioru łącznego, czyli Hopek, wygrywając 5 z 6 partii. Tę jedną (mimo wymacania 2 blanków) przegrał z Maćkiem na własne życzenie, ponieważ przez kilka kolejek kładł ruchy za parę punktów, usiłując dobrać coś do siódemki. Wynik tej partii: M 455:H 325.
Drugie miejsce zajął Maciek, element „m” zbioru M, mimo że spóźnił się i zaczął grę od 2. rundy. Najpierw złoił Halinkę, potem Maćka ze zbioru D i Szymka z tegoż samego zbioru, a następnie Hopka, o czym już pisałam. Ostatnią partię (mając dwa blanki) przerżnął z Hopkiem, żądnym zemsty za poprzednią przegraną.
Ostatnie zaszczytne miejsce na podium przypadło Szymkowi (element „d” zbioru D). Reszta zawodników albo miała na względzie „myśli nieuczesane”, albo zbyt mroczne, żeby jakoś wyjść z cienia.
Ciekawych siódemek chyba nie było. Autorka tekstu, która zwykle nie pamięta z kim w ogóle grała i kiedy, zapamiętała (o dziwo!) dwa swoje ostatnie ruchy z ostatniej partii, z Halinką. Mając na stojaku BOCHEMĘ, położyłam na potrójności BOHEMĘ na PIJ(Ę), a zakończyłam grę słowem KAC. Tak więc dzięki bohemie, piciu i kacowi zajęłam 4. miejsce.
Podsumowując: jak zwykle miło się grało. Dziękujemy skrablistom z Warszawy za daleką wyprawę do Milanówka (repeat once again, a najlepiej więcej razy). Patron, podróżnik Seetzen, jak widać czuwał nad nami.
Wyniki turnieju
*Budka Suflera, Z dalekich wypraw (słowa: Adam Sikorski, muzyka: Romuald Lipko, Krzysztof Cugowski)
Dzień wcześniej wszystko wskazywało na to, że tym razem spotkanie zostanie odwołane. Dwoje naszych klubowiczów udało się bowiem na emigrację zewnętrzną, a co najmniej dwóch innych – na emigrację wewnętrzną. Przyczyny tych emigracji są różne i nie będę poddawać ich szczegółowej analizie.
Tym większym zaskoczeniem okazał się udział w turnieju aż siedmiorga graczy. Na daleką wyprawę z Warszawy i podbój Milanówka wyruszyła ekipa „Dąbków”. Należy przy tym zaznaczyć, że wśród dąbków i matriksowców mamy do czynienia z częścią wspólną zbiorów D i M, w osobach Halinki i Hopka (H jest jak widać przyjazną literką).
Najlepiej wypadł w tym turnieju element zbioru łącznego, czyli Hopek, wygrywając 5 z 6 partii. Tę jedną (mimo wymacania 2 blanków) przegrał z Maćkiem na własne życzenie, ponieważ przez kilka kolejek kładł ruchy za parę punktów, usiłując dobrać coś do siódemki. Wynik tej partii: M 455:H 325.
Drugie miejsce zajął Maciek, element „m” zbioru M, mimo że spóźnił się i zaczął grę od 2. rundy. Najpierw złoił Halinkę, potem Maćka ze zbioru D i Szymka z tegoż samego zbioru, a następnie Hopka, o czym już pisałam. Ostatnią partię (mając dwa blanki) przerżnął z Hopkiem, żądnym zemsty za poprzednią przegraną.
Ostatnie zaszczytne miejsce na podium przypadło Szymkowi (element „d” zbioru D). Reszta zawodników albo miała na względzie „myśli nieuczesane”, albo zbyt mroczne, żeby jakoś wyjść z cienia.
Ciekawych siódemek chyba nie było. Autorka tekstu, która zwykle nie pamięta z kim w ogóle grała i kiedy, zapamiętała (o dziwo!) dwa swoje ostatnie ruchy z ostatniej partii, z Halinką. Mając na stojaku BOCHEMĘ, położyłam na potrójności BOHEMĘ na PIJ(Ę), a zakończyłam grę słowem KAC. Tak więc dzięki bohemie, piciu i kacowi zajęłam 4. miejsce.
Podsumowując: jak zwykle miło się grało. Dziękujemy skrablistom z Warszawy za daleką wyprawę do Milanówka (repeat once again, a najlepiej więcej razy). Patron, podróżnik Seetzen, jak widać czuwał nad nami.
Wyniki turnieju
Autor: Mariola
*Budka Suflera, Z dalekich wypraw (słowa: Adam Sikorski, muzyka: Romuald Lipko, Krzysztof Cugowski)





