LXIV Turniej w MATRIKSIE im. Dian Fossey
Hierarchia w stadzie zachowana
Tylko cztery człekokształtne stworzenia zaszczyciły swą obecnością turniej im. Dian Fossey – dwie samice i dwa samce. Nie powinno to jednak martwić patronki, która poświęciła się przecież badaniu bardzo skromnego liczebnie gatunkowi goryli górski. Bardziej to może martwić nas, choćby dlatego, że rozstawienia do ostatnich rund trzeba robić ręcznie.
Nasz aktualny samiec alfa, Marek, postanowił zapewne podelektować się nieco liderowaniem w rankingu i nie ryzykować jego utraty, wymyślił więc wymówkę w postaci teatru (w środę?!) ;) Po Dominiku słuch wszelki zaginął, Piotrek woli chyba inne kluby... eh, nie będziemy już kontynuować już tej wyliczanki.
Tak czy naczej, pod nieobecność większości bywalców rozgorzała walka o tymczasowe przewodnictwo w stadzie. Na początku zdecydowany szturm na to miejsce przypuścił Rafał, wygrywając trzy partie, podczas gdy Maciek notował bilans 1:2. Jednak „prawdziwego naczelnego poznaje się po tym, jak kończy, a nie zaczyna” – Maciek wygrał trzy ostatnie pojedynki, a Rafał poniósł trzy porażki i końcowa kolejność okazała się zgodna z miejscami w rankingu klubowym. Można też zauważyć, że zgodnie z prastarym, patriarchalnym porządkiem, samce obstawiły dwie najwyższe gałęzie, a samice zajęły się poszukiwaniem owoców w miejscach bardziej przyziemnych.
Warto jednak wspomnieć, że stawka okazała się bardzo wyrównana. Los przodownictwa ważył się do ostatniej rundy, w końcu Rafał z Mariolą zaliczyli po trzy wygrane, ale małe punkty nieznacznie zdecydowały na korzyść Rafała. Kasia zajęła ostatnie miejsce, choć pod względem liczby małych punktów była druga.
Można też inaczej – nasza patronka Dian Fossey (prymatolog), wyraźnie sprzyjała Maćkowi, bo choć nie prowadzi on intensywnych badań nad gorylami górskimi (oczywiście z powodu braku gór w okolicach Milanówka), to wnikliwie bada i analizuje różne partie skrablowe. I zapewne zasługuje na miano milanowskiego prymatologa, bo w ostatnim turnieju wiódł prymat nad innymi zawodnikami. A pozostałych graczy... coż, zapewne wspierał ich goryl Magilla.
A co wyskakaliśmy w milanowskim małpim gaju, można prześledzić poniżej.
Wyniki turnieju
Nasz aktualny samiec alfa, Marek, postanowił zapewne podelektować się nieco liderowaniem w rankingu i nie ryzykować jego utraty, wymyślił więc wymówkę w postaci teatru (w środę?!) ;) Po Dominiku słuch wszelki zaginął, Piotrek woli chyba inne kluby... eh, nie będziemy już kontynuować już tej wyliczanki.
Tak czy naczej, pod nieobecność większości bywalców rozgorzała walka o tymczasowe przewodnictwo w stadzie. Na początku zdecydowany szturm na to miejsce przypuścił Rafał, wygrywając trzy partie, podczas gdy Maciek notował bilans 1:2. Jednak „prawdziwego naczelnego poznaje się po tym, jak kończy, a nie zaczyna” – Maciek wygrał trzy ostatnie pojedynki, a Rafał poniósł trzy porażki i końcowa kolejność okazała się zgodna z miejscami w rankingu klubowym. Można też zauważyć, że zgodnie z prastarym, patriarchalnym porządkiem, samce obstawiły dwie najwyższe gałęzie, a samice zajęły się poszukiwaniem owoców w miejscach bardziej przyziemnych.
Warto jednak wspomnieć, że stawka okazała się bardzo wyrównana. Los przodownictwa ważył się do ostatniej rundy, w końcu Rafał z Mariolą zaliczyli po trzy wygrane, ale małe punkty nieznacznie zdecydowały na korzyść Rafała. Kasia zajęła ostatnie miejsce, choć pod względem liczby małych punktów była druga.
Można też inaczej – nasza patronka Dian Fossey (prymatolog), wyraźnie sprzyjała Maćkowi, bo choć nie prowadzi on intensywnych badań nad gorylami górskimi (oczywiście z powodu braku gór w okolicach Milanówka), to wnikliwie bada i analizuje różne partie skrablowe. I zapewne zasługuje na miano milanowskiego prymatologa, bo w ostatnim turnieju wiódł prymat nad innymi zawodnikami. A pozostałych graczy... coż, zapewne wspierał ich goryl Magilla.
A co wyskakaliśmy w milanowskim małpim gaju, można prześledzić poniżej.
Wyniki turnieju
Autorzy: Mariola, MaCzu





