LXIII Turniej w MATRIKSIE im. Jerzego Wittlina
A podróż trwa…
Podobno najbardziej oczekiwanym ostatnio filmem był „Hobbit: niezwykła podróż”. Dla naszej relacji istotniejszy jest jednak tytuł oryginalnej książki Tolkiena – „Hobbit, czyli tam i z powrotem”. Otóż autor niniejszej relacji właśnie na ostatnim turnieju potwierdził, że udał się w podróż (zaczął ją już tydzień wcześniej, o czym pisała Mariola). Jest ona z pewnością niezwykła i na razie jest na etapie „tam”. Zapewne kohorta matriksowych scrabblistów już wkrótce będzie czynić wszystko, aby przeszła ona w fazę „z powrotem”. Ale po kolei…
Patronem naszego ostatniego turnieju był Jerzy Wittlin, który specjalizował się w opracowywaniu przeróżnych wademeków (tak, tak, jest takie słowo w OSPS-ie). Cóż, pomimo tego, że napisał ich w sumie dwadzieścia (zaczął w 1965 roku, a ostatnie ukazało się w 1985, zdecydowana większość powstała w latach siedemdziesiątych), to brakuje wśród nich takiego, które opisywałoby jeden z aspektów naszych zmagań. Powinno to być bowiem „Vademecum dla tych, którzy lubią się powtarzać”. Znowu bowiem Maciek grał dwa razy z Markiem, ponownie pierwszą z tych gier wygrał, mając jednego blanka, kolejny raz w drugiej potyczce zabrał oba blanki, a mimo to, jak poprzednio, przegrał ten drugi pojedynek. I w efekcie Marek wygrał kolejny turniej, a Maciek zajął drugą pozycję. Jedyną różnicą jest to, że o ile tydzień wcześniej Marek wygrał bardziej kunsztem (co znalazło wyraz w emocjonalnej relacji Marioli), o tyle teraz koledzy scrabbliści okazali się bardzo pomocni. Najpierw Rafał zaliczył stratę ŚMIGACZU (Rafale – to jest ścigacz, ewentualnie ślizgacz), co walnie przyczyniło się do jego przegranej, a następnie w samej końcówce gry Maciek nie był pewien przedłużki do KULOM (myślał, że jest tylko SKULL, ale jest też spolszczone SKUL, o czym nie wiedział ani Maciek, ani Marek) i zamiast własnego ruchu wartego 50 punktów, wystawił Markowi ruch za 51 – i partia była rozstrzygnięta.
Trzecie miejsce zajął Rafał, który tym razem okazał się damskim bokserem i wygrał wszystkie swoje pojedynki z Paniami (dwa razy z Kasią i raz z Haliną). Używał w tym celu magii, czynił to do tego stopnia, że wpływał na zachowania przeciwniczek – w partii z Haliną w pierwszym losowaniu wyciągnął zestaw ZACHLAP i Halina w tym czasie wylała herbatę. Kasię zaczarował tak, że przegrała z Nim pomimo położenia premii na dziewięciokrotności, bo wcisnął Jej kita w postaci dwójki KE. Cóż, Jego magia nie działała na Panów, bo przegrał i z Maćkiem i z Markiem.
Nasze Panie zajęły kolejne trzy miejsca – Mariola twardo zbiła Maćka, ale nie dała rady Markowi, przegrała nieznacznie z Kasią i dwa razy wygrała z Haliną. Kasia bardzo chciała wygrać z Rafałem, ale pomimo dwóch prób sztuka ta się nie powiodła (zapewne już niedługo Rafał tego pożałuje) i pobiła tylko swoje koleżanki. Halina tym razem nie miała szczęścia ani do Panów, ani do Pań i chyba myślami była gdzie indziej, bo nie udało Jej się wygrać żadnej partii.
W relacji tej więcej niż zwykle jest rozważań o relacjach Pań i Panów, bo, jako żywo, jest jednak jedno dzieło naszego Patrona, które czuwało nad matriksowym turniejem – mowa tu o „Vademecum erotomana”. Nie było bowiem jeszcze turnieju, na którym położono by tyle słów albo jednoznacznie odnoszących się do tych kwestii, jak choćby JURNY, LATAWICE, czy FIUCIKU (to akurat spadło, bo nie ma takiego zdrobnienia w słowniku), albo delikatniej do nich nawiązujących, np. SWAWOLE, ADONISY. I jak tu nie wierzyć, że nasi Patroni przyglądają się naszej grze i w nią ingerują?
I na tym relację kończymy polecając poniższe wyniki. Aha, trzeba jeszcze wyjaśnić ten początkowy akapit o Hobbicie. Otóż Marek został nowym liderem rankingu – ciekawe, ile czasu kohorta pozwoli mu cieszyć się tym faktem, bo że rzuci się do gardła to pewne. Wszak kohorta to wilcy i takie, sprawiedliwe skądinąd, rozstrzygnięcie będzie dla niej nie do przyjęcia… :)
Wyniki turnieju
Patronem naszego ostatniego turnieju był Jerzy Wittlin, który specjalizował się w opracowywaniu przeróżnych wademeków (tak, tak, jest takie słowo w OSPS-ie). Cóż, pomimo tego, że napisał ich w sumie dwadzieścia (zaczął w 1965 roku, a ostatnie ukazało się w 1985, zdecydowana większość powstała w latach siedemdziesiątych), to brakuje wśród nich takiego, które opisywałoby jeden z aspektów naszych zmagań. Powinno to być bowiem „Vademecum dla tych, którzy lubią się powtarzać”. Znowu bowiem Maciek grał dwa razy z Markiem, ponownie pierwszą z tych gier wygrał, mając jednego blanka, kolejny raz w drugiej potyczce zabrał oba blanki, a mimo to, jak poprzednio, przegrał ten drugi pojedynek. I w efekcie Marek wygrał kolejny turniej, a Maciek zajął drugą pozycję. Jedyną różnicą jest to, że o ile tydzień wcześniej Marek wygrał bardziej kunsztem (co znalazło wyraz w emocjonalnej relacji Marioli), o tyle teraz koledzy scrabbliści okazali się bardzo pomocni. Najpierw Rafał zaliczył stratę ŚMIGACZU (Rafale – to jest ścigacz, ewentualnie ślizgacz), co walnie przyczyniło się do jego przegranej, a następnie w samej końcówce gry Maciek nie był pewien przedłużki do KULOM (myślał, że jest tylko SKULL, ale jest też spolszczone SKUL, o czym nie wiedział ani Maciek, ani Marek) i zamiast własnego ruchu wartego 50 punktów, wystawił Markowi ruch za 51 – i partia była rozstrzygnięta.
Trzecie miejsce zajął Rafał, który tym razem okazał się damskim bokserem i wygrał wszystkie swoje pojedynki z Paniami (dwa razy z Kasią i raz z Haliną). Używał w tym celu magii, czynił to do tego stopnia, że wpływał na zachowania przeciwniczek – w partii z Haliną w pierwszym losowaniu wyciągnął zestaw ZACHLAP i Halina w tym czasie wylała herbatę. Kasię zaczarował tak, że przegrała z Nim pomimo położenia premii na dziewięciokrotności, bo wcisnął Jej kita w postaci dwójki KE. Cóż, Jego magia nie działała na Panów, bo przegrał i z Maćkiem i z Markiem.
Nasze Panie zajęły kolejne trzy miejsca – Mariola twardo zbiła Maćka, ale nie dała rady Markowi, przegrała nieznacznie z Kasią i dwa razy wygrała z Haliną. Kasia bardzo chciała wygrać z Rafałem, ale pomimo dwóch prób sztuka ta się nie powiodła (zapewne już niedługo Rafał tego pożałuje) i pobiła tylko swoje koleżanki. Halina tym razem nie miała szczęścia ani do Panów, ani do Pań i chyba myślami była gdzie indziej, bo nie udało Jej się wygrać żadnej partii.
W relacji tej więcej niż zwykle jest rozważań o relacjach Pań i Panów, bo, jako żywo, jest jednak jedno dzieło naszego Patrona, które czuwało nad matriksowym turniejem – mowa tu o „Vademecum erotomana”. Nie było bowiem jeszcze turnieju, na którym położono by tyle słów albo jednoznacznie odnoszących się do tych kwestii, jak choćby JURNY, LATAWICE, czy FIUCIKU (to akurat spadło, bo nie ma takiego zdrobnienia w słowniku), albo delikatniej do nich nawiązujących, np. SWAWOLE, ADONISY. I jak tu nie wierzyć, że nasi Patroni przyglądają się naszej grze i w nią ingerują?
I na tym relację kończymy polecając poniższe wyniki. Aha, trzeba jeszcze wyjaśnić ten początkowy akapit o Hobbicie. Otóż Marek został nowym liderem rankingu – ciekawe, ile czasu kohorta pozwoli mu cieszyć się tym faktem, bo że rzuci się do gardła to pewne. Wszak kohorta to wilcy i takie, sprawiedliwe skądinąd, rozstrzygnięcie będzie dla niej nie do przyjęcia… :)
Wyniki turnieju
Autor: Marek





