LXI Turniej w MATRIKSIE im. Jeana Geneta
Wszystko nie tak… Ale czy na pewno?
Mariola kolejny raz zafundowała nam patrona o, delikatnie mówiąc, kontrowersyjnym życiorysie. Słowa „kontrowersyjny” używają hipokryci, którzy nie chcą powiedzieć, co naprawdę myślą o kwestii, którą określili tym terminem. Zostawmy zatem moje opinie o patronie, tym razem je ukryję, trudno. Nie sposób jednak zaprzeczyć, że patron ten wywarł duży wpływ na nasz turniej. Jego życie przebiegało pod hasłem buntu, wykolejenia, prowokacji artystycznej oraz wyborów i czynów o wątpliwej moralności. Mówiąc inaczej – zawsze starał się być poprzecznym drewnem.
Podobnie było z naszym turniejem – każdy musiał borykać się z jakimś fatum. Maciek wygrał bezapelacyjnie, jego zwycięstwo nie było zagrożone, ułożył najwięcej małych punktów, miał zdecydowanie największą różnicę i sumę. Nie położył ani nie dał sobie wcisnąć żadnego kita. Kładł ładne siódemki (TEORBAN), przeoczał jeszcze ładniejsze (PoDOKNI) oraz proste (HANIEBNE), ale wydawało się, że wszystko zmierza do szczęśliwego końca. A jednak, cóż, przestał być liderem rankingu na rzecz od dawna niewidzianego Dominika – przez Mariolę, która wygrała z nim w pierwszej rundzie.
Marek zajął drugie miejsce. Ale dlaczego tak się stało? Można by kłamać, że kunszt, że ładne siódemki, że piękna i czujna gra i jeszcze parę innych kłamstewek dorzucić. Tymczasem zwykła, brutalna rzeczywistość skrzeczy – jak się w czterech grach zgarnia siedem blanków, kładzie z nimi premie, do tego lekko żre, a przeciwniczki zrobią czasem stratę lub coś wystawią, to kończy się jako damski bokser. A do tego żadnej siódemki bez blanka…, oj miała kohorta matriksowa używanie, miała :) I co po tym drugim miejscu?
Na ostatnim stopniu podium zameldowała się Mariola. Tylko w jednej partii, z Rafałem, nie przekroczyła 400 punktów (prawdę mówiąc, to nie wyszła nawet z 300 – tak ją zablokował własny syn). W pozostałych gładko wygrywała dzięki własnemu kunsztowi lub błędom przeciwników (Kasiu – HOY się odmienia :)). Nie dało to jednak wyższej pozycji i od tego turnieju najniższy stopień podium jest tym, na którym Mariola ląduje najczęściej ze wszystkich swoich osiągnięć. A tak blisko było do wyprzedzenia Hopka na liście z miejscami turniejowymi…
Rafał walczył – tym razem nie z literami, a z przeciwnikami. I robił to udanie, kładł dużo małych punktów (po czterech grach miał średnią powyżej 435). Ale z podium wypadł, bo trafił na świetnie usposobionego Maćka, a poza tym nie miał randki z bye’em. To trochę dziwna właściwość programu do rozstawiania, która powoduje, że Rafała przeskoczyli Mariola i Marek, oboje dzięki przerwie w grach. W pierwszej partii z Maćkiem toczyła się zażarta walka, Rafał ułożył 437, ale Maćkowi weszło aż 532 i to pomimo przeoczenia chyba co najmniej trzech siódemek (i tak za chwilę kładł inne). Do drugiej partii Rafał zasiadł najwyraźniej usposobiony defetystycznie, w pierwszych kilku ruchach odbył rozmowę na planszy używając słów ZGINĘ, AMEN i tak się już potoczyło do końca. I choć kohorta z autorem relacji na czele miała dużo ubawu z liczbą małych punktów ułożonych przez Rafała w tej partii, to przemilczymy tę kwestię – po pierwsze idą Święta i czas pojednań, po drugie to nie Rafała wina.
Kasia, Halina i Kamila zajęły kolejne miejsca i nie był to dla nich szczęśliwy turniej. Albo miały pecha trafiając na blankożercę Marka (Kamila kładąc dwie czyste premie miała wciąż szansę na wygraną, gdyby nie strata w kluczowym momencie partii) albo nie znały przedłużek lub robiły straty pomagając przeciwnikom, którym i tak literki same układały się na stojakach.
I tak przebiegł ostatni turniej w MATRIKSIE w 2012 roku. A żeby nie było tak defetystycznie, to warto powiedzieć, że nie był to, bynajmniej, w ogóle ostatni turniej. Kolejny na pewno znowu się odbędzie, koniec świata został chwilowo odłożony na inny termin, zatem w styczniu znów pochylimy się nad planszami i rozlegnie się szelest* płytek. Tymczasem wszystkim matriksowcom (dużym i małym), ich rodzinom, gościom, sympatykom i osobom wspierającym w różny sposób nasz klub, składamy życzenia udanych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia. I do zobaczenia w Nowym Roku, który nadejdzie i przyniesie nowe nadzieje.
Wyniki turnieju
* Wśród klubowiczów rozgorzała dyskusja, jak nazwać dźwięk, który wydają płytki mieszane w worku i wyciągane zeń. Czy jest to szelest, grzechot, klekotanie, chrzęszczenie, a może jeszcze coś innego? Prosimy o propozycje. (Przyp. MATRIKS)
Podobnie było z naszym turniejem – każdy musiał borykać się z jakimś fatum. Maciek wygrał bezapelacyjnie, jego zwycięstwo nie było zagrożone, ułożył najwięcej małych punktów, miał zdecydowanie największą różnicę i sumę. Nie położył ani nie dał sobie wcisnąć żadnego kita. Kładł ładne siódemki (TEORBAN), przeoczał jeszcze ładniejsze (PoDOKNI) oraz proste (HANIEBNE), ale wydawało się, że wszystko zmierza do szczęśliwego końca. A jednak, cóż, przestał być liderem rankingu na rzecz od dawna niewidzianego Dominika – przez Mariolę, która wygrała z nim w pierwszej rundzie.
Marek zajął drugie miejsce. Ale dlaczego tak się stało? Można by kłamać, że kunszt, że ładne siódemki, że piękna i czujna gra i jeszcze parę innych kłamstewek dorzucić. Tymczasem zwykła, brutalna rzeczywistość skrzeczy – jak się w czterech grach zgarnia siedem blanków, kładzie z nimi premie, do tego lekko żre, a przeciwniczki zrobią czasem stratę lub coś wystawią, to kończy się jako damski bokser. A do tego żadnej siódemki bez blanka…, oj miała kohorta matriksowa używanie, miała :) I co po tym drugim miejscu?
Na ostatnim stopniu podium zameldowała się Mariola. Tylko w jednej partii, z Rafałem, nie przekroczyła 400 punktów (prawdę mówiąc, to nie wyszła nawet z 300 – tak ją zablokował własny syn). W pozostałych gładko wygrywała dzięki własnemu kunsztowi lub błędom przeciwników (Kasiu – HOY się odmienia :)). Nie dało to jednak wyższej pozycji i od tego turnieju najniższy stopień podium jest tym, na którym Mariola ląduje najczęściej ze wszystkich swoich osiągnięć. A tak blisko było do wyprzedzenia Hopka na liście z miejscami turniejowymi…
Rafał walczył – tym razem nie z literami, a z przeciwnikami. I robił to udanie, kładł dużo małych punktów (po czterech grach miał średnią powyżej 435). Ale z podium wypadł, bo trafił na świetnie usposobionego Maćka, a poza tym nie miał randki z bye’em. To trochę dziwna właściwość programu do rozstawiania, która powoduje, że Rafała przeskoczyli Mariola i Marek, oboje dzięki przerwie w grach. W pierwszej partii z Maćkiem toczyła się zażarta walka, Rafał ułożył 437, ale Maćkowi weszło aż 532 i to pomimo przeoczenia chyba co najmniej trzech siódemek (i tak za chwilę kładł inne). Do drugiej partii Rafał zasiadł najwyraźniej usposobiony defetystycznie, w pierwszych kilku ruchach odbył rozmowę na planszy używając słów ZGINĘ, AMEN i tak się już potoczyło do końca. I choć kohorta z autorem relacji na czele miała dużo ubawu z liczbą małych punktów ułożonych przez Rafała w tej partii, to przemilczymy tę kwestię – po pierwsze idą Święta i czas pojednań, po drugie to nie Rafała wina.
Kasia, Halina i Kamila zajęły kolejne miejsca i nie był to dla nich szczęśliwy turniej. Albo miały pecha trafiając na blankożercę Marka (Kamila kładąc dwie czyste premie miała wciąż szansę na wygraną, gdyby nie strata w kluczowym momencie partii) albo nie znały przedłużek lub robiły straty pomagając przeciwnikom, którym i tak literki same układały się na stojakach.
I tak przebiegł ostatni turniej w MATRIKSIE w 2012 roku. A żeby nie było tak defetystycznie, to warto powiedzieć, że nie był to, bynajmniej, w ogóle ostatni turniej. Kolejny na pewno znowu się odbędzie, koniec świata został chwilowo odłożony na inny termin, zatem w styczniu znów pochylimy się nad planszami i rozlegnie się szelest* płytek. Tymczasem wszystkim matriksowcom (dużym i małym), ich rodzinom, gościom, sympatykom i osobom wspierającym w różny sposób nasz klub, składamy życzenia udanych i rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia. I do zobaczenia w Nowym Roku, który nadejdzie i przyniesie nowe nadzieje.
Wyniki turnieju
Autor: Marek
* Wśród klubowiczów rozgorzała dyskusja, jak nazwać dźwięk, który wydają płytki mieszane w worku i wyciągane zeń. Czy jest to szelest, grzechot, klekotanie, chrzęszczenie, a może jeszcze coś innego? Prosimy o propozycje. (Przyp. MATRIKS)





