– Co się stało? – Nic! Ć się wytarło, temu płytce...
… czyli kolejny wieczór absurdalnego grania
Wybierając dzisiejszego patrona, właściwie nie miałam alternatywy, bo jak nie wybrać Barei, kiedy codziennie kąpiemy się w oparach absurdu i w dodatku nierzadko sprawia nam to masochistyczną przyjemność? Nie było nikogo lepszego. Nasz szacowny patron zasłużył sobie na zaproszenie do nas, a my w pełni sobie zasłużyliśmy na jego przybycie.
Drogi Stanisławie – rozsiądź się Pan wygodnie i spójrz, co wyczyniamy ze sobą oraz płytkami. Na pewno będziesz Pan zadowolony – w końcu nam też nie brakuje fantazji. Co rusz ktoś nowy przejmuje tytuł Największego Kiciarza, mistrz przerasta mistrza, a kit kita!
Pozwól Pan, że jeszcze napiszę kilka słów o Pańskim żywocie, bo ciekawy.
Stanisław Bareja urodził się 5 grudnia 1929 roku w Warszawie. W 1954 r. ukończył reżyserię na PWSFTviT w Łodzi, ale tytuł magistra sztuki uzyskał dopiero 20 lat później, przedstawiwszy nakręcony w 1960 r. film „Mąż swojej żony”, za który otrzymał ocenę dobrą, wcześniejsze „Gorejące czapki” (1958 r.) nie znalazły uznania w oczach egzaminatorów.
Wyreżyserował 14 filmów:
Zmiennicy (1986)
Alternatywy 4 (1983)
Miś (1980)
Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz? (1978)
Brunet wieczorową porą (1976)
Niespotykanie spokojny człowiek (1975)
Nie ma róży bez ognia (1974)
Poszukiwany, poszukiwana (1972)
Przygoda z piosenką (1968)
Małżeństwo z rozsądku (1966)
Kapitan Sowa na tropie (1965)
Żona dla Australijczyka (1963)
Dotknięcie nocy (1961)
Mąż swojej żony (1960)
Napisał scenariusze do dziesięciu filmów, a w dwudziestu dwóch zagrał epizody.
Jego filmy, wyśmiewające ludzkie przywary oraz absurdy PRL-owskiej rzeczywistości, nie cieszyły się zbytnim poważaniem w środowisku filmowym, a Kazimierz Kutz uważał, że są po prostu kiczowate. Za co więc je kochamy? Ci starsi chyba za to, że niezwykle trafnie, choć złośliwie i w przejaskrawiony sposób, ukazywały ówczesne realia. Osobiście pokuszę się nawet o stwierdzenie, że w pewnym sensie są one paradokumentalne... Jak odbiera je młodsza publiczność? Sama jestem tego ciekawa, bo zaliczam się raczej do tej starszej ;)
Wracając do naszego czcigodnego patrona – w czasach komunizmu działał w podziemiu, prowadząc w garażu swojego domu ciemnię fotograficzną na potrzeby Niezależnej Oficyny Wydawniczej NOWA. Nie lada wyczynem był też przemyt dla tejże oficyny maszyny drukarskiej, którą wraz z żoną przewiózł przez granicę na dachu Fiata 126p.
Zmarł nagle na zawał serca w 1987 roku w Essen. W 2006 roku został pośmiertnie odznaczony przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.
To Tyle o Tobie, Drogi Stanisławie – myślisz, że dobrze napisałam? Nie musisz od razu odpowiadać – porozmawiamy sobie o tym może w środę, o 18.30 w milanowskich „Klimatach” podczas gry w Scrabble, dobrze?
Do zobaczenia niebawem :)
Drogi Stanisławie – rozsiądź się Pan wygodnie i spójrz, co wyczyniamy ze sobą oraz płytkami. Na pewno będziesz Pan zadowolony – w końcu nam też nie brakuje fantazji. Co rusz ktoś nowy przejmuje tytuł Największego Kiciarza, mistrz przerasta mistrza, a kit kita!
Pozwól Pan, że jeszcze napiszę kilka słów o Pańskim żywocie, bo ciekawy.
Stanisław Bareja urodził się 5 grudnia 1929 roku w Warszawie. W 1954 r. ukończył reżyserię na PWSFTviT w Łodzi, ale tytuł magistra sztuki uzyskał dopiero 20 lat później, przedstawiwszy nakręcony w 1960 r. film „Mąż swojej żony”, za który otrzymał ocenę dobrą, wcześniejsze „Gorejące czapki” (1958 r.) nie znalazły uznania w oczach egzaminatorów.
Wyreżyserował 14 filmów:
Zmiennicy (1986)
Alternatywy 4 (1983)
Miś (1980)
Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz? (1978)
Brunet wieczorową porą (1976)
Niespotykanie spokojny człowiek (1975)
Nie ma róży bez ognia (1974)
Poszukiwany, poszukiwana (1972)
Przygoda z piosenką (1968)
Małżeństwo z rozsądku (1966)
Kapitan Sowa na tropie (1965)
Żona dla Australijczyka (1963)
Dotknięcie nocy (1961)
Mąż swojej żony (1960)
Napisał scenariusze do dziesięciu filmów, a w dwudziestu dwóch zagrał epizody.
Jego filmy, wyśmiewające ludzkie przywary oraz absurdy PRL-owskiej rzeczywistości, nie cieszyły się zbytnim poważaniem w środowisku filmowym, a Kazimierz Kutz uważał, że są po prostu kiczowate. Za co więc je kochamy? Ci starsi chyba za to, że niezwykle trafnie, choć złośliwie i w przejaskrawiony sposób, ukazywały ówczesne realia. Osobiście pokuszę się nawet o stwierdzenie, że w pewnym sensie są one paradokumentalne... Jak odbiera je młodsza publiczność? Sama jestem tego ciekawa, bo zaliczam się raczej do tej starszej ;)
Wracając do naszego czcigodnego patrona – w czasach komunizmu działał w podziemiu, prowadząc w garażu swojego domu ciemnię fotograficzną na potrzeby Niezależnej Oficyny Wydawniczej NOWA. Nie lada wyczynem był też przemyt dla tejże oficyny maszyny drukarskiej, którą wraz z żoną przewiózł przez granicę na dachu Fiata 126p.
Zmarł nagle na zawał serca w 1987 roku w Essen. W 2006 roku został pośmiertnie odznaczony przez prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.
To Tyle o Tobie, Drogi Stanisławie – myślisz, że dobrze napisałam? Nie musisz od razu odpowiadać – porozmawiamy sobie o tym może w środę, o 18.30 w milanowskich „Klimatach” podczas gry w Scrabble, dobrze?
Do zobaczenia niebawem :)
Autor: Hali





