Jak się człowiek nudzi, to ciągnie go do ludzi*
<i>Wszystkiemu winien wolny czas</i>
Ten na rozrywki i kulturę […]. […] Godzina pusta, smutna, łysa/ Gdy ulicami wielkich miast/ Chodzisz i chciałbyś się zapisać/ Filateliści nie chcą cię/ Kalamburzyści odepchnęli/ Zostaje jeszcze PFS [w oryginale PPS]/ Ale zamknięty przy niedzieli […].
Za to MATRIKS otwarty 7 dni w tygodniu, a zwłaszcza w środy. W najbliższą również, czyli 28 listopada 2012 roku. Na spotkanie zaprasza nasz patron: poeta, dramaturg, satyryk, piosenkarz i aktor – Jonasz Kofta.
Urodził się na Wołyniu w 1942 r. Na imię dano mu Janusz. Zmienił je na Jonasz, gdy dowiedział się o swoim żydowskim pochodzeniu ze strony ojca, który zresztą nazywał się Kaftal. Matka Maria, z domu Jaremczuk, była córką Rusina, a jej historia wymagałaby odrębnej opowieści. Rodzice Janusza/Jonasza poznali się w Warszawie, był to rok 1933 lub 1934. Marię urzekły fiołkowe oczy Mieczysława. Zakochali się w sobie, ale nie legalizowali związku (może z powodu oporów rodzinnych wynikających z różnic religijnych?). Na początku września 1939 roku Maria i Mieczysław wyjechali z Warszawy na wschód, za Bug. Oczekiwali szybkiej kapitulacji III Rzeszy na skutek działań naszych sojuszników: Francji i Anglii. Niestety, podobnie jak większość, zawiedli się. Po wkroczeniu na ziemie polskie Armii Czerwonej, postanowili wziąć ślub. Dlatego nasz patron (przez przypadek) urodził się na Wołyniu.
Zmarł dość młodo, bo w wieku 46 lat. Podobno na skutek „powikłań w wyniku zakrztuszenia się po posiłku”. Wcześniej chorował na nowotwór, który miał być wyleczony. Okoliczności śmierci naszego patrona nie leżą w kręgu naszych zainteresowań.
Wkład Jonasza Kofty do polskiej poezji, piosenki czy twórczości kabaretowej jest niezwykły. Był współtwórcą studenckiego kabaretu „Hybrydy” i kabaretu „Pod Egidą”. Napisał teksty do wielu przebojów muzycznych, np.: Do łezki łezka, Jej portret, Kochać znaczy żyć, Kochajcie starszych panów, Kwiat jednej nocy, Pamiętajcie o ogrodach, Radość o poranku. Co ciekawe: zawsze wolał pisać słowa do konkretnej muzyki, niż na odwrót.
Współpracował z publicznym radiem, np. z Janem Pietrzakiem stworzył program „Duet liryczno-prozaiczny”, a ze Stefanem Friedmannem „Dialogi na cztery nogi” oraz „Fachowcy”.
Wiele tekstów pisał do szuflady, bo jak biblijny Jonasz nie wierzył w swoją misję (człowieka i artysty). Zachęcam do czytania poezji Jonasza Kofty oraz jego fraszek, np. tej:
„Gwałt niech się gwałtem odciska – rzekła d… do mrowiska”.
A tekst Nerwica w granicach normy częściowo odzwierciedla aktualny stan mojego ducha:
Czekam więc z nadzieją na formę, jeśli nie tym razem, to następnym. Zapraszam na spotkanie w MATRIKSIE 28 listopada 2012. Niech wielka ryba sprzyja temu, kto ma misję do spełnienia.
* Tytuł i fragment tekstu Jonasza Kofty: Jak się człowiek nudzi
Za to MATRIKS otwarty 7 dni w tygodniu, a zwłaszcza w środy. W najbliższą również, czyli 28 listopada 2012 roku. Na spotkanie zaprasza nasz patron: poeta, dramaturg, satyryk, piosenkarz i aktor – Jonasz Kofta.
Urodził się na Wołyniu w 1942 r. Na imię dano mu Janusz. Zmienił je na Jonasz, gdy dowiedział się o swoim żydowskim pochodzeniu ze strony ojca, który zresztą nazywał się Kaftal. Matka Maria, z domu Jaremczuk, była córką Rusina, a jej historia wymagałaby odrębnej opowieści. Rodzice Janusza/Jonasza poznali się w Warszawie, był to rok 1933 lub 1934. Marię urzekły fiołkowe oczy Mieczysława. Zakochali się w sobie, ale nie legalizowali związku (może z powodu oporów rodzinnych wynikających z różnic religijnych?). Na początku września 1939 roku Maria i Mieczysław wyjechali z Warszawy na wschód, za Bug. Oczekiwali szybkiej kapitulacji III Rzeszy na skutek działań naszych sojuszników: Francji i Anglii. Niestety, podobnie jak większość, zawiedli się. Po wkroczeniu na ziemie polskie Armii Czerwonej, postanowili wziąć ślub. Dlatego nasz patron (przez przypadek) urodził się na Wołyniu.
Zmarł dość młodo, bo w wieku 46 lat. Podobno na skutek „powikłań w wyniku zakrztuszenia się po posiłku”. Wcześniej chorował na nowotwór, który miał być wyleczony. Okoliczności śmierci naszego patrona nie leżą w kręgu naszych zainteresowań.
Wkład Jonasza Kofty do polskiej poezji, piosenki czy twórczości kabaretowej jest niezwykły. Był współtwórcą studenckiego kabaretu „Hybrydy” i kabaretu „Pod Egidą”. Napisał teksty do wielu przebojów muzycznych, np.: Do łezki łezka, Jej portret, Kochać znaczy żyć, Kochajcie starszych panów, Kwiat jednej nocy, Pamiętajcie o ogrodach, Radość o poranku. Co ciekawe: zawsze wolał pisać słowa do konkretnej muzyki, niż na odwrót.
Współpracował z publicznym radiem, np. z Janem Pietrzakiem stworzył program „Duet liryczno-prozaiczny”, a ze Stefanem Friedmannem „Dialogi na cztery nogi” oraz „Fachowcy”.
Wiele tekstów pisał do szuflady, bo jak biblijny Jonasz nie wierzył w swoją misję (człowieka i artysty). Zachęcam do czytania poezji Jonasza Kofty oraz jego fraszek, np. tej:
„Gwałt niech się gwałtem odciska – rzekła d… do mrowiska”.
A tekst Nerwica w granicach normy częściowo odzwierciedla aktualny stan mojego ducha:
Nie wiem co się ze mną stało
Nie wiem co się we mnie dzieje
Jak ktoś ma duszę i ciało
Podobno ma jeszcze nadzieję
To życie jest moje, czy czyje
Źródlanej się wody napiję
A wtedy nadziejo mnie prowadź
Jak trzeba to mogę zwariować
Przeczekam, doczekam się formy
Łagodna, liryczna diagnoza kliniczna
Nerwica w granicach normy.
Czekam więc z nadzieją na formę, jeśli nie tym razem, to następnym. Zapraszam na spotkanie w MATRIKSIE 28 listopada 2012. Niech wielka ryba sprzyja temu, kto ma misję do spełnienia.
* Tytuł i fragment tekstu Jonasza Kofty: Jak się człowiek nudzi
Autor: Mariola





