LVI Turniej w MATRIKSIE im. Leo Baekelanda
Starsi Panowie dwaj i wiecznie młoda Pani…
MATRIKS jest młodym klubem mającym zaledwie rok życia. Choć jest po prostu berbeciem, to jednak matriksowcy są różni – i młodzi, i w sile wieku. Starych matriksowców nie ma. Może i dobrze, bo nie grozi im (póki co przynajmniej) to, co przydarzyło się patronowi naszego turnieju w ostatnich latach życia. Zdziwaczał do tego stopnia, że wdał się w spór z synem o majątek, stał się odludkiem, jedzenie spożywał wyłącznie z puszek, a głowę zaprzątała mu głównie myśl o stworzeniu ogrodu tropikalnego w swojej posiadłości. Z jednej strony, jak mawia klasyk polskiego kabaretu, Piotr Bałtroczyk, „kto bogatemu zabroni”, z drugiej – lepsza taka starość niż kontakt z tym Niemcem o nazwisku na A, który wszystko chowa.
A’propos tego na A. Podobno nie ma lepszej szczepionki przeciw tej chorobie niż intensywne ćwiczenie szarych komórek. Zapewne ta idea, oprócz wielu innych względów, przyświecała trójce matriksowców, którzy pojawili się na turnieju. Stawiła się wprawdzie tylko trójka, ale za to jaka trójka – sami najstarsi członkowie MATRIKSA. W pewnym sensie była ich nawet czwórka, ale ten czwarty nie psuł harmonii – wszak wiadomo, że bye jest najstarszym graczem skrablowym.
Turniej przebiegał w spokojnej, sielskiej atmosferze. Odbyły się cztery rundy i tyleż gier rozegrano. Każdy zagrał z każdym (ale rozstawienie było jednak turniejowe :) ), ten trzeci zwykle się przyglądał/a i widział/a więcej, a niekiedy dziwił/a się składom na obu stojakach. W tej rozgrywce wyjadaczy skrablowych wszystko stanęło na głowie – zwykle ranking (nawet jeśli tylko klubowy) coś znaczy, a turnieje zazwyczaj wygrywają mężczyźni. Nic z tego – wygrała Mariola. I nie było w tym cienia kurtuazji ze strony obu Panów. Sporo za to dobrej gry Marioli, błędów i głupot Marka i Maćka, trochę pecha jednych i szczęścia innych.
Mariola, która zaczęła od bye’a, przegrała swoją pierwszą partię z Markiem, który tradycyjnie lekko uśpił przeciwnika i wpędził Mariolę w niedoczas. W drugiej grze Maciek miał szansę wygrać headshotem, ale zamiast ułożyć TENORKI położył KROTNIE, które Mariola czujnie sprawdziła. I w ten sposób stanęła do bezpośredniego pojedynku z Markiem, który nie tylko musiała wygrać, ale aby święcić triumf w całym turnieju, musiała to zrobić różnicą minimum 38 punktów. Partia była bardzo wyrównana, obojgu graczom wskazówki zegarów już się uginały, ale to Mariola położyła premię z dwoma blankami, a chwilę później Markowi spadł czas i przegrał partię oraz turniej.
Marek dość gładko wygrał dwie pierwsze potyczki – Maćkowi zabrał oba blanki, w końcówce położył premię, za chwilę dodał ruch za 72 punkty niebędący siódemką (niestety, ten na A sprawił, że Marek nie pamięta, co to był za wyraz) i z wyrównanej partii zrobiła się różnica ponad 130 punktów.
Maciek, jak wynika z powyższego opisu, przegrał obie swoje gry, dwa razy spotkał się z bye’em wykorzystując ten czas na analizę partii Marioli z Markiem (analizy te jednak to dobro prywatne i nie zostaną tutaj upublicznione).
Obaj Panowie dzielnie, choć z lekkim smutkiem, znieśli rozstrzygnięcie turnieju. Szczerze gratulowali zwyciężczyni, choć po cichu snuli już plany odwetowe. A Mariola cieszyła się nie tylko ze zwycięstwa. MATRIKS ma bowiem nową królową – królową kiciarzy. Mariola bezapelacyjnie zdetronizowała Maćka kładąc Markowi najpierw IŃSZYM, a następnie ORACJE/RO. Oba kity przeszły niezauważone (każdy przecież wie, że sprawdzanie to ińsza ińszość :), a kto by się przejmował kontrolą dwójek) i choć partię tę wygrał Marek, to blask nowej królowej niełatwo będzie innym klubowiczom przyćmić.
I tak turniej przeszedł do historii. A trójka starych wyjadaczy skrablowych czeka na resztę dziatwy klubowej – w końcu ile można bawić się we własnym, nawet najlepszym gronie?
Wyniki turnieju
A’propos tego na A. Podobno nie ma lepszej szczepionki przeciw tej chorobie niż intensywne ćwiczenie szarych komórek. Zapewne ta idea, oprócz wielu innych względów, przyświecała trójce matriksowców, którzy pojawili się na turnieju. Stawiła się wprawdzie tylko trójka, ale za to jaka trójka – sami najstarsi członkowie MATRIKSA. W pewnym sensie była ich nawet czwórka, ale ten czwarty nie psuł harmonii – wszak wiadomo, że bye jest najstarszym graczem skrablowym.
Turniej przebiegał w spokojnej, sielskiej atmosferze. Odbyły się cztery rundy i tyleż gier rozegrano. Każdy zagrał z każdym (ale rozstawienie było jednak turniejowe :) ), ten trzeci zwykle się przyglądał/a i widział/a więcej, a niekiedy dziwił/a się składom na obu stojakach. W tej rozgrywce wyjadaczy skrablowych wszystko stanęło na głowie – zwykle ranking (nawet jeśli tylko klubowy) coś znaczy, a turnieje zazwyczaj wygrywają mężczyźni. Nic z tego – wygrała Mariola. I nie było w tym cienia kurtuazji ze strony obu Panów. Sporo za to dobrej gry Marioli, błędów i głupot Marka i Maćka, trochę pecha jednych i szczęścia innych.
Mariola, która zaczęła od bye’a, przegrała swoją pierwszą partię z Markiem, który tradycyjnie lekko uśpił przeciwnika i wpędził Mariolę w niedoczas. W drugiej grze Maciek miał szansę wygrać headshotem, ale zamiast ułożyć TENORKI położył KROTNIE, które Mariola czujnie sprawdziła. I w ten sposób stanęła do bezpośredniego pojedynku z Markiem, który nie tylko musiała wygrać, ale aby święcić triumf w całym turnieju, musiała to zrobić różnicą minimum 38 punktów. Partia była bardzo wyrównana, obojgu graczom wskazówki zegarów już się uginały, ale to Mariola położyła premię z dwoma blankami, a chwilę później Markowi spadł czas i przegrał partię oraz turniej.
Marek dość gładko wygrał dwie pierwsze potyczki – Maćkowi zabrał oba blanki, w końcówce położył premię, za chwilę dodał ruch za 72 punkty niebędący siódemką (niestety, ten na A sprawił, że Marek nie pamięta, co to był za wyraz) i z wyrównanej partii zrobiła się różnica ponad 130 punktów.
Maciek, jak wynika z powyższego opisu, przegrał obie swoje gry, dwa razy spotkał się z bye’em wykorzystując ten czas na analizę partii Marioli z Markiem (analizy te jednak to dobro prywatne i nie zostaną tutaj upublicznione).
Obaj Panowie dzielnie, choć z lekkim smutkiem, znieśli rozstrzygnięcie turnieju. Szczerze gratulowali zwyciężczyni, choć po cichu snuli już plany odwetowe. A Mariola cieszyła się nie tylko ze zwycięstwa. MATRIKS ma bowiem nową królową – królową kiciarzy. Mariola bezapelacyjnie zdetronizowała Maćka kładąc Markowi najpierw IŃSZYM, a następnie ORACJE/RO. Oba kity przeszły niezauważone (każdy przecież wie, że sprawdzanie to ińsza ińszość :), a kto by się przejmował kontrolą dwójek) i choć partię tę wygrał Marek, to blask nowej królowej niełatwo będzie innym klubowiczom przyćmić.
I tak turniej przeszedł do historii. A trójka starych wyjadaczy skrablowych czeka na resztę dziatwy klubowej – w końcu ile można bawić się we własnym, nawet najlepszym gronie?
Wyniki turnieju
Autor: Marek





