LV turniej w MATRIKSIE im. Chandrasekhary Venkaty Ramana
Fizyka w praktyce
Może zbliżające się eliminacje do Mistrzostw Polski, może inne sprawy, ale z jakichś powodów na ostatnim turnieju nie zjawiło się kilku stałych bywalców. Zajmujący się fizyką patron nie skusił też dawno niewidzianego Hopka, który również para się tą dziedziną. Za to na frekwencję nie można było narzekać. Gościliśmy u siebie wielkiego amatora gry w scrabble – Michała, a także Małgosię, w której widać nie tylko radosny entuzjazm, ale też obiecujące umiejętności. Serdecznie zapraszamy do częstszego udziału w rozgrywkach!
Tym razem największym kunsztem wykazał się Marek. Sam skromnie przyznał, że pomogły mu w tym litery (ponoć przeciwnicy także), wiadomo jednak, jak z nim jest – niby spokojny, bezpretensjonalny, ale butny błysk zwycięstwa w oczach da się zauważyć. I prawidłowo. Marek wygrał wszystkie pięć partii, zaczynając od wciśnięcia Halince prawie sześciuset punktów. Później różnie sobie poczynał, ale nawet ruchy będące teoretycznie mniej opłacalne (położenie NAKRęCEŃ za 76, gdy była możliwość poczwórności CENZoRKA lub NuRZECKA) działały na jego korzyść (dał w tym miejscu ZAPLUTĄ). Jeżeli dodać do tego rozsądną gospodarkę literami w obliczu widma braku samogłosek w końcówce, spokojnie można powiedzieć, że był to dla niego dobry turniej.
Maciek z kolei stwierdził, że „grał jak potłuczony”. Tradycyjnie przeanalizował wszystkie swoje partie, pojawiły się jakieś procenty i niepołożone siódemki (ERLANACH, SARDANIE, SARINDA, TrZNADLI, KoNECKI czy MAŹNICzEK). Zdaje się, że nie trzeba było go specjalnie rozpraszać. Zagarnął wiele blanków, spadł mu czas, a na koniec zaczął się zastanawiać, czy z taką formą warto porywać się na eliminacje do Mistrzostw Polski. Na szczęście jednak się wybrał, co zaowocowało awansem do finału. Brawo! Zastanawiam się, czy to przegapione MAŹNICzEK przyczyniło się do położenia NiEMAŹNICZE w Nowych Babicach…
Trzecie miejsce zajął Rafał, który jakoś nie może dobrać się do najwyższego stopnia podium, chociaż zdarza mu się grać całkiem przyzwoicie. Tym razem na rozgrzewkę zmierzył się z groźnym duetem – Małgosią i Michałem. Oni jednak dopiero się rozgrzewali (żeby później mnie postraszyć), więc Prezes nie musiał się specjalnie wysilać. Zdaje się, że to rozluźnienie przeciągnęło się na partię z Maćkiem, za to dwie następne były zwycięskie. No, a później trafił się Marek i rozwiał szanse na drugie miejsce. Rzecz jasna - kunsztem.
Cztery kolejne miejsca należały do zawodników preferujących scrabble radosne, czyli do mnie, Halinki, Małgosi i Michała (przy czym ci ostatni zjednoczyli swoje siły). Świetnie się bawiliśmy: ja zaliczyłam prawie wszystkie możliwe wymiany w każdej partii (nie pomogło), Halinka skoncentrowała się na kitowaniu, a Małgosia z Michałem coraz bardziej się rozkręcali. Tak bardzo, że napędzili mi solidnego stracha, kładąc w końcówce siódemkę NASIENIE na potrójności. A ile było radości! Pojedynek zakończył się dla mnie szczęśliwie, ale wynik 371:358 pokazuje, że – oprócz solidnej dawki emocji – nic w tej partii nie było pewne aż do samego końca.
Turniej przebiegł spokojnie, bez ekscesów, ale jednak całkiem wesoło. Może to sprawka uprzejmego i dowcipnego patrona? Tego już się nie dowiemy, za to poniżej można prześledzić efekty naszych zabaw.
Wyniki turnieju
Tym razem największym kunsztem wykazał się Marek. Sam skromnie przyznał, że pomogły mu w tym litery (ponoć przeciwnicy także), wiadomo jednak, jak z nim jest – niby spokojny, bezpretensjonalny, ale butny błysk zwycięstwa w oczach da się zauważyć. I prawidłowo. Marek wygrał wszystkie pięć partii, zaczynając od wciśnięcia Halince prawie sześciuset punktów. Później różnie sobie poczynał, ale nawet ruchy będące teoretycznie mniej opłacalne (położenie NAKRęCEŃ za 76, gdy była możliwość poczwórności CENZoRKA lub NuRZECKA) działały na jego korzyść (dał w tym miejscu ZAPLUTĄ). Jeżeli dodać do tego rozsądną gospodarkę literami w obliczu widma braku samogłosek w końcówce, spokojnie można powiedzieć, że był to dla niego dobry turniej.
Maciek z kolei stwierdził, że „grał jak potłuczony”. Tradycyjnie przeanalizował wszystkie swoje partie, pojawiły się jakieś procenty i niepołożone siódemki (ERLANACH, SARDANIE, SARINDA, TrZNADLI, KoNECKI czy MAŹNICzEK). Zdaje się, że nie trzeba było go specjalnie rozpraszać. Zagarnął wiele blanków, spadł mu czas, a na koniec zaczął się zastanawiać, czy z taką formą warto porywać się na eliminacje do Mistrzostw Polski. Na szczęście jednak się wybrał, co zaowocowało awansem do finału. Brawo! Zastanawiam się, czy to przegapione MAŹNICzEK przyczyniło się do położenia NiEMAŹNICZE w Nowych Babicach…
Trzecie miejsce zajął Rafał, który jakoś nie może dobrać się do najwyższego stopnia podium, chociaż zdarza mu się grać całkiem przyzwoicie. Tym razem na rozgrzewkę zmierzył się z groźnym duetem – Małgosią i Michałem. Oni jednak dopiero się rozgrzewali (żeby później mnie postraszyć), więc Prezes nie musiał się specjalnie wysilać. Zdaje się, że to rozluźnienie przeciągnęło się na partię z Maćkiem, za to dwie następne były zwycięskie. No, a później trafił się Marek i rozwiał szanse na drugie miejsce. Rzecz jasna - kunsztem.
Cztery kolejne miejsca należały do zawodników preferujących scrabble radosne, czyli do mnie, Halinki, Małgosi i Michała (przy czym ci ostatni zjednoczyli swoje siły). Świetnie się bawiliśmy: ja zaliczyłam prawie wszystkie możliwe wymiany w każdej partii (nie pomogło), Halinka skoncentrowała się na kitowaniu, a Małgosia z Michałem coraz bardziej się rozkręcali. Tak bardzo, że napędzili mi solidnego stracha, kładąc w końcówce siódemkę NASIENIE na potrójności. A ile było radości! Pojedynek zakończył się dla mnie szczęśliwie, ale wynik 371:358 pokazuje, że – oprócz solidnej dawki emocji – nic w tej partii nie było pewne aż do samego końca.
Turniej przebiegł spokojnie, bez ekscesów, ale jednak całkiem wesoło. Może to sprawka uprzejmego i dowcipnego patrona? Tego już się nie dowiemy, za to poniżej można prześledzić efekty naszych zabaw.
Wyniki turnieju
Autor: Katarzyna





