LII Turniej w MATRIKSIE im. Evela Knievela
Na wstecznym
Patron ostatniego turnieju, najsłynniejszy amerykański kaskader-motocyklista, był również znany jako gorący orędownik używania podczas jazdy kasków motocyklowych, do czego przy wielu okazjach namawiał swoich fanów. Zresztą podczas zakończonej sukcesem kampanii na rzecz wprowadzenia obowiązku noszenia kasków w stanie Kalifornia sam siebie nazwał „najlepszą żywą reklamą kasku”, gdyż – jak się uważa – uratował mu on życie podczas nieudanego skoku nad fontannami Caesars Palace w Las Vegas. Knievel „wsławił się” także stosunkowo licznymi nieudanymi próbami oraz... rekordową liczbą złamań różnych kości – 35.
Uczestnicy środowych potyczek klubowych chyba zapomnieli o tych godnych podziwu rekordach w skokach, ustanowionych przez Knievela, wcisnęli kaski na głowy tak, że zakrywały im oczy, nacisnęli hamulce (a niektórzy nawet wrzucili wsteczny bieg) i zajęli się sko(cz)kami nad licznie powstałymi po ostatnich mżawkach kałużami. Dość powiedzieć, że bezapelacyjny zwycięzca turnieju, Rafał, w pięciu partiach zaledwie dwa razy przekroczył granicę 400 punktów, Maćkowi, Markowi i Dominikowi udało się to po razie, pozostałym – ani razu.
Po pierwszej rundzie na czele znajdowała się Katarzyna, która osiągnęła w zwycięskiej partii z Markiem aż 397 punktów (wprawdzie Marek próbował walczyć, ale Katarzyna powiedziała mu: „weź, spadaj”, co na planszy przybrało postać WEŹ/SPADŹ). W drugiej obniżyła jeszcze loty, układając 347 punktów, co jednak w zupełności wystarczyło na majestatycznie sunącego na jedynce Maćka (po „klasycznej” stracie przeciwniczki ZAORACIE nie zauważył, że ma ona w innym miejscu oczywiste ZAWROCIE i nie zablokował W).
W trzeciej rundzie, po dwóch porażkach, na zasłużoną rekonwalescencję pod opieką Mr. Bye'a udał się Dominik, a pozostali zajęli się ustanawianiem niebotycznych rekordów dnia. Na pierwszym stole, w pierwszym starciu gigantów, Katarzyna przez pewien czas prowadziła z Rafałem, ten jednak, wyłapawszy oba blanki, odrobił stratę i dowiózł zwycięstwo do końca. Oboje mocno zbliżyli się do magicznej sumy 800 punktów, jednak jej nie osiągnęli – zabrakło 12 punktów. Udało się to na trzecim stole Markowi z Mariolą (801) jako jedynym w całym turnieju; Maciek tymczasem wywindował indywidualny rekord do 427 punktów. Patron w zaświatach zapiał z zachwytu i poklepał się pokiereszowaną ręką po złamanym udzie...
W czwartej rundzie podziw pozostałych uczestników wzbudzili potykający się na pierwszym stole Rafał i Marek, którzy osiągnęli zdumiewający rezultat 311:306. Katarzyna po bolesnym upadku z pierwszego stołu pozbierała się i ograła Mariolę, wypoczęty Dominik natrzaskał aż 412 punktów, a Maciek zbierał siły na na Dominika.
I tak oto doczłapano do rundy finałowej. Na pierwszym stole doszło w niej do rewanżu gigantów, w którym Rafał pokonał Katarzynę 356:335. Maciek ograł Dominika i dzięki kontraktowi sponsorskiemu z Mr. Bye'em zepchnął Katarzynę z drugiego miejsca, a Mariola – mimo spadnięcia czasu – ograła nieobecną od połowy partii Halinkę. Odpoczywał tym razek Marek, co w świetle jego dokonań w poprzednich partiach nie powinno dziwić – długo dumał,by ze składu ROZOWIx do E wymyślić... ROZWOzIE, a dobierając 5 z 7 liter w worku, pozostawił w nim blanka.
Można by pomyśleć, że takie osiągi nie nastrajają optymistycznie przed zbliżającymi się wielkimi krokami mistrzostwami Polski, jednak znane „Prawo zachowania skoru” sugeruje, że w Babicach będziemy wymiatać, kładąc oniemiałym przeciwnikom w co drugiej partii pięćsetki. A tymczasem rzućmy okiem na nasze kaskaderskie
wyniki turnieju
Uczestnicy środowych potyczek klubowych chyba zapomnieli o tych godnych podziwu rekordach w skokach, ustanowionych przez Knievela, wcisnęli kaski na głowy tak, że zakrywały im oczy, nacisnęli hamulce (a niektórzy nawet wrzucili wsteczny bieg) i zajęli się sko(cz)kami nad licznie powstałymi po ostatnich mżawkach kałużami. Dość powiedzieć, że bezapelacyjny zwycięzca turnieju, Rafał, w pięciu partiach zaledwie dwa razy przekroczył granicę 400 punktów, Maćkowi, Markowi i Dominikowi udało się to po razie, pozostałym – ani razu.
Po pierwszej rundzie na czele znajdowała się Katarzyna, która osiągnęła w zwycięskiej partii z Markiem aż 397 punktów (wprawdzie Marek próbował walczyć, ale Katarzyna powiedziała mu: „weź, spadaj”, co na planszy przybrało postać WEŹ/SPADŹ). W drugiej obniżyła jeszcze loty, układając 347 punktów, co jednak w zupełności wystarczyło na majestatycznie sunącego na jedynce Maćka (po „klasycznej” stracie przeciwniczki ZAORACIE nie zauważył, że ma ona w innym miejscu oczywiste ZAWROCIE i nie zablokował W).
W trzeciej rundzie, po dwóch porażkach, na zasłużoną rekonwalescencję pod opieką Mr. Bye'a udał się Dominik, a pozostali zajęli się ustanawianiem niebotycznych rekordów dnia. Na pierwszym stole, w pierwszym starciu gigantów, Katarzyna przez pewien czas prowadziła z Rafałem, ten jednak, wyłapawszy oba blanki, odrobił stratę i dowiózł zwycięstwo do końca. Oboje mocno zbliżyli się do magicznej sumy 800 punktów, jednak jej nie osiągnęli – zabrakło 12 punktów. Udało się to na trzecim stole Markowi z Mariolą (801) jako jedynym w całym turnieju; Maciek tymczasem wywindował indywidualny rekord do 427 punktów. Patron w zaświatach zapiał z zachwytu i poklepał się pokiereszowaną ręką po złamanym udzie...
W czwartej rundzie podziw pozostałych uczestników wzbudzili potykający się na pierwszym stole Rafał i Marek, którzy osiągnęli zdumiewający rezultat 311:306. Katarzyna po bolesnym upadku z pierwszego stołu pozbierała się i ograła Mariolę, wypoczęty Dominik natrzaskał aż 412 punktów, a Maciek zbierał siły na na Dominika.
I tak oto doczłapano do rundy finałowej. Na pierwszym stole doszło w niej do rewanżu gigantów, w którym Rafał pokonał Katarzynę 356:335. Maciek ograł Dominika i dzięki kontraktowi sponsorskiemu z Mr. Bye'em zepchnął Katarzynę z drugiego miejsca, a Mariola – mimo spadnięcia czasu – ograła nieobecną od połowy partii Halinkę. Odpoczywał tym razek Marek, co w świetle jego dokonań w poprzednich partiach nie powinno dziwić – długo dumał,by ze składu ROZOWIx do E wymyślić... ROZWOzIE, a dobierając 5 z 7 liter w worku, pozostawił w nim blanka.
Można by pomyśleć, że takie osiągi nie nastrajają optymistycznie przed zbliżającymi się wielkimi krokami mistrzostwami Polski, jednak znane „Prawo zachowania skoru” sugeruje, że w Babicach będziemy wymiatać, kładąc oniemiałym przeciwnikom w co drugiej partii pięćsetki. A tymczasem rzućmy okiem na nasze kaskaderskie
wyniki turnieju
Autor: MaCzu





