LI Turniej w MATRIKSIE im. Fryderyka Jarosyego
Rzecz o ubawionych skrablistach i ponurych żniwiarzach
„Proszę Państwa! Nasz zespół zwiedził już prawie cały świat. Byliśmy w Londynie i w Stambule, w Buenos Aires i w Tokio. Ale muszę powiedzieć, że nigdzie publiczność nie jest tak wrażliwa, tak inteligentna, tak subtelna i tak sympatyczna, jak tutaj. Proszę mi wierzyć, ja tak wszędzie mówię” – w ten oto sposób nasz patron zapowiedział występ rosyjskiego kabaretu „Niebieski Ptak” w Krakowie. Kraków, co prawda, nie może równać się z Milanówkiem, ale epitety, którymi została obdarzona publiczność, jak ulał pasują do bywalców MATRIKSA. A jakież to zadziwiające i zabawne rzeczy potrafią wyczyniać owi bywalcy przy scrabble’owych planszach!? Zaprawdę kabaret to istny.
Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że najbardziej ubawiła się Katarzyna. Kiedy Marek (vel „Thunder”) łomotał Katarzynę, ta tylko nieśmiało się uśmiechała, kiedy rozprawiała się z nią Halina – cichutko chichotała, po bye’u w trzeciej rundzie śmiała się bez skrępowania, po porażce z Rafałem ryła już jak norka, a po tym, jak Mariola załatwiła ją w końcówce PEDZIEM za 81 punktów dostała histerycznych spazmów. Ale było śmiechu!
Boki zrywali też Halina i Maciek. Halina rozegrała tylko trzy partie (z czego jedną wygrała) i zajęła szóste miejsce, natomiast Maciek poczynał sobie psotnie, przewrotnie, a czasem wręcz pochopnie. Ofiarą jego psoty padła w pierwszej rundzie Mariola, później dał się przewrotnie dopaść Rafałowi i Dominikowi, ubawił się setnie w trakcie bye’a, a na koniec przegrał wygraną partię z Rafałem, kładąc – zbyt pochopnie – SIUP. A jak Maciek SIUP, to Rafał POWIŃ i Maćkowi nie pozostało nic innego, jak zaśmiewać się do łez.
Mariola też nie chciała wyjść na ponuraka, więc – żeby było zabawnie – dwie partie wygrała, dwie przegrała, i dla pełnej równowagi zafundowała sobie bye’a. Przy okazji okazało się, że jej zachwyty nad kunsztem naszego patrona nie były pozbawione podstaw. Urok Jarosyego sprawił, że trzy eleganckie damy, które występowały w MATRIKSIE wygrywały tylko… w pojedynkach między sobą. Przypadek? Eh, ten Jarosy…
Wśród salw śmiechu i rozchichotanych zawodników pojawiły się jednak postacie, które wyraźnie nie potrafiły się dobrze zabawić. Było to trzech ponurych żniwiarzy, trzech jeźdźców scrabble’owej apokalipsy, prawdziwe bestie i takie tam. Marek, Rafał i Dominik do ostatniej rundy walczyli o zwycięstwo. W bezpośrednim pojedynku Dominik przetoczył się po Marku, któremu w głowie siedziała jakaś SINIORA i chyba właśnie to było główną przyczyną porażki, no bo przecież nie brak kunsztu? Ponad 500 punktów nagranych przez Dominika skutecznie powstrzymało zapędy Rafała, któremu Maciek ofiarowywał w tym czasie prezent w postaci wygranej. Koniec końców zwyciężył Dominik (prawdziwa sensacja!), przed Rafałem i Markiem.
Później już tylko rzęsiste oklaski, kwiaty, błyski fleszy, konferansjer schodzący ze sceny i…
Wyniki turnieju
Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że najbardziej ubawiła się Katarzyna. Kiedy Marek (vel „Thunder”) łomotał Katarzynę, ta tylko nieśmiało się uśmiechała, kiedy rozprawiała się z nią Halina – cichutko chichotała, po bye’u w trzeciej rundzie śmiała się bez skrępowania, po porażce z Rafałem ryła już jak norka, a po tym, jak Mariola załatwiła ją w końcówce PEDZIEM za 81 punktów dostała histerycznych spazmów. Ale było śmiechu!
Boki zrywali też Halina i Maciek. Halina rozegrała tylko trzy partie (z czego jedną wygrała) i zajęła szóste miejsce, natomiast Maciek poczynał sobie psotnie, przewrotnie, a czasem wręcz pochopnie. Ofiarą jego psoty padła w pierwszej rundzie Mariola, później dał się przewrotnie dopaść Rafałowi i Dominikowi, ubawił się setnie w trakcie bye’a, a na koniec przegrał wygraną partię z Rafałem, kładąc – zbyt pochopnie – SIUP. A jak Maciek SIUP, to Rafał POWIŃ i Maćkowi nie pozostało nic innego, jak zaśmiewać się do łez.
Mariola też nie chciała wyjść na ponuraka, więc – żeby było zabawnie – dwie partie wygrała, dwie przegrała, i dla pełnej równowagi zafundowała sobie bye’a. Przy okazji okazało się, że jej zachwyty nad kunsztem naszego patrona nie były pozbawione podstaw. Urok Jarosyego sprawił, że trzy eleganckie damy, które występowały w MATRIKSIE wygrywały tylko… w pojedynkach między sobą. Przypadek? Eh, ten Jarosy…
Wśród salw śmiechu i rozchichotanych zawodników pojawiły się jednak postacie, które wyraźnie nie potrafiły się dobrze zabawić. Było to trzech ponurych żniwiarzy, trzech jeźdźców scrabble’owej apokalipsy, prawdziwe bestie i takie tam. Marek, Rafał i Dominik do ostatniej rundy walczyli o zwycięstwo. W bezpośrednim pojedynku Dominik przetoczył się po Marku, któremu w głowie siedziała jakaś SINIORA i chyba właśnie to było główną przyczyną porażki, no bo przecież nie brak kunsztu? Ponad 500 punktów nagranych przez Dominika skutecznie powstrzymało zapędy Rafała, któremu Maciek ofiarowywał w tym czasie prezent w postaci wygranej. Koniec końców zwyciężył Dominik (prawdziwa sensacja!), przed Rafałem i Markiem.
Później już tylko rzęsiste oklaski, kwiaty, błyski fleszy, konferansjer schodzący ze sceny i…
Wyniki turnieju
Autor: Rafał





