Qui Pro Quo
W kabaretowych „Klimatach” Milanówka
W środowisku skrablistów dowcip, specyficzny humor, anegdoty oraz rozliczne ploteczki są na porządku dziennym (choć uprzywilejowane miejsca zajmują poważne analizy rozegranych partii, w tym podkreślanie własnego geniuszu lub narzekania na tzw. niefart). To taka skrablowa scena kabaretowa. Często informacje przekazywane „z ust do ust” już po paru chwilach zaczynają żyć swoim życiem, a zamieszani w nie skrabliści obrastają legendą.
Legendą jest też patron naszego środowego turnieju – Fryderyk Járosy, król konferansjerów, reżyser teatralny, dyrektor wielu teatrów kabaretowych okresu międzywojennego, utalentowany aktor estradowy i literat, posiadacz tytułu polonus humoris causa. Niewątpliwie urodził się 10 października 1890 roku. Jedne źródła podają, że w Grazu, inne, że w Pradze. Wśród elit artystycznych II Rzeczypospolitej uchodził za Węgra (zapewne ze względu na pochodzenie i nazwisko oraz typ urody). Niemniej jednak Járosy miał paszport austriacki, a języka węgierskiego nie znał wcale. W Polsce pojawił się w 1924 roku wraz z rosyjskim teatrzykiem „Niebieski Ptak”. Po paru tygodniach „Niebieski Ptak” odleciał, a Járosy został w stolicy na wiele lat, stając się ważną osobistością życia kulturalnego Warszawy.
Był niezwykły, tajemniczy i niepowtarzalny. Już przed drugim występem „Niebieskiego Ptaka” w Warszawie postanowił zastąpić niemiecko-rosyjską konferansjerkę zapowiedziami po polsku, choć języka polskiego nie znał ni w ząb (znał za to niemiecki, angielski, francuski i rosyjski). Miał jednak ogromny talent lingwistyczny. Jego pierwszy występ na scenie warszawskiej poprzedzony był nieprzespaną nocą, podczas której przyswoił sobie tekst po polsku, zupełnie nie rozumiejąc tego języka. Powstały obawy: co się stanie, gdy ktoś z publiczności zada konferansjerowi pytanie. Tym problemem zajął się Antoni Słonimski. Zaproponował Járosyemu uniwersalny zwrot: „Motorniczemu surowo zabrania się rozmawiać z pasażerami”. Járosy skorzystał z tej rady na scenie, zbierając rzęsiste brawa. I chyba właśnie od tego momentu stał się ulubieńcem publiczności warszawskiej. Po roku pobytu w Warszawie był już konferansjerem kabaretu Qui Pro Quo, a jego cudzoziemski (trochę wschodni) akcent okazał się charakterystyczny i nie do podrobienia (choć próbowali tego w późniejszych latach i Kazimierz Rudzki, i Edward Dziewoński).
Járosy był dyrektorem i reżyserem w kilku teatrach warszawskich (m.in. Qui Pro Quo, Banda, Rex, Cyganeria, Stara Banda, Cyrulik Warszawski). Rozkochał w sobie kolejno trzy wyjątkowe kobiety tej epoki (mimo iż był żonaty oraz dzieciaty): Hankę Ordonównę, Stefcię Górską oraz Zofię Ternè. Jego męski i artystyczny kunszt polegał na tym, że wszystkie trzy panie występowały jednocześnie na deskach jego teatru, a każda z nich miała przekonanie, że gra główną rolę. Zadziwiające! Obecnie takich mężczyzn już nie ma. Wyginęli jak dinozaury.
W 1938 roku Fryderyk Járosy otrzymał honorowe obywatelstwo polskie. Na 2 września 1939 roku przewidział premierę w swoim nowym teatrze „Figaro”. Spektakl nie doszedł do skutku. Wybuchła II wojna światowa. Járosy nie wykorzystał swojego paszportu austriackiego, żeby wyjechać z Polski. Nie chciał też współpracować z gestapo, ani podpisać tzw. Reichslisty. Aresztowano go w październiku 1939 roku. W drodze na przesłuchanie udało mu się zbiec. Przez dłuższy czas ukrywał się (również w getcie warszawskim) pod zmienionym nazwiskiem – Franciszek Nowaczek, pisząc antyniemieckie wiersze satyryczne. Po powstaniu warszawskim trafił do obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie. Potem znalazł się w Londynie. Tam, wśród polskiej emigracji, próbował jeszcze wskrzesić dawne czasy, niestety, bez skutku. Ludzie po wojnie nie byli już tacy sami. Kabaret odszedł w zapomnienie. W 1948 roku „rząd polski” odebrał Járosyemu obywatelstwo naszego kraju. Król konferansjerów, po kilkunastu latach życia w skrajnej biedzie na emigracji, zmarł w 1960 roku w Viareggio we Włoszech. Błyskotliwa kariera i smutny koniec.
My jednak:
Powróćmy jak za dawnych lat
w zaczarowany bajek świat.
I w życiu może zdarzyć się
cudowna baśń. (tekst: Janusz Popławski)
Czego życzę wszystkim uczestnikom następnego turnieju w MATRIKSIE. Środa, 10.10.12, godz.18.30, „Klimaty”.
Legendą jest też patron naszego środowego turnieju – Fryderyk Járosy, król konferansjerów, reżyser teatralny, dyrektor wielu teatrów kabaretowych okresu międzywojennego, utalentowany aktor estradowy i literat, posiadacz tytułu polonus humoris causa. Niewątpliwie urodził się 10 października 1890 roku. Jedne źródła podają, że w Grazu, inne, że w Pradze. Wśród elit artystycznych II Rzeczypospolitej uchodził za Węgra (zapewne ze względu na pochodzenie i nazwisko oraz typ urody). Niemniej jednak Járosy miał paszport austriacki, a języka węgierskiego nie znał wcale. W Polsce pojawił się w 1924 roku wraz z rosyjskim teatrzykiem „Niebieski Ptak”. Po paru tygodniach „Niebieski Ptak” odleciał, a Járosy został w stolicy na wiele lat, stając się ważną osobistością życia kulturalnego Warszawy.
Był niezwykły, tajemniczy i niepowtarzalny. Już przed drugim występem „Niebieskiego Ptaka” w Warszawie postanowił zastąpić niemiecko-rosyjską konferansjerkę zapowiedziami po polsku, choć języka polskiego nie znał ni w ząb (znał za to niemiecki, angielski, francuski i rosyjski). Miał jednak ogromny talent lingwistyczny. Jego pierwszy występ na scenie warszawskiej poprzedzony był nieprzespaną nocą, podczas której przyswoił sobie tekst po polsku, zupełnie nie rozumiejąc tego języka. Powstały obawy: co się stanie, gdy ktoś z publiczności zada konferansjerowi pytanie. Tym problemem zajął się Antoni Słonimski. Zaproponował Járosyemu uniwersalny zwrot: „Motorniczemu surowo zabrania się rozmawiać z pasażerami”. Járosy skorzystał z tej rady na scenie, zbierając rzęsiste brawa. I chyba właśnie od tego momentu stał się ulubieńcem publiczności warszawskiej. Po roku pobytu w Warszawie był już konferansjerem kabaretu Qui Pro Quo, a jego cudzoziemski (trochę wschodni) akcent okazał się charakterystyczny i nie do podrobienia (choć próbowali tego w późniejszych latach i Kazimierz Rudzki, i Edward Dziewoński).
Járosy był dyrektorem i reżyserem w kilku teatrach warszawskich (m.in. Qui Pro Quo, Banda, Rex, Cyganeria, Stara Banda, Cyrulik Warszawski). Rozkochał w sobie kolejno trzy wyjątkowe kobiety tej epoki (mimo iż był żonaty oraz dzieciaty): Hankę Ordonównę, Stefcię Górską oraz Zofię Ternè. Jego męski i artystyczny kunszt polegał na tym, że wszystkie trzy panie występowały jednocześnie na deskach jego teatru, a każda z nich miała przekonanie, że gra główną rolę. Zadziwiające! Obecnie takich mężczyzn już nie ma. Wyginęli jak dinozaury.
W 1938 roku Fryderyk Járosy otrzymał honorowe obywatelstwo polskie. Na 2 września 1939 roku przewidział premierę w swoim nowym teatrze „Figaro”. Spektakl nie doszedł do skutku. Wybuchła II wojna światowa. Járosy nie wykorzystał swojego paszportu austriackiego, żeby wyjechać z Polski. Nie chciał też współpracować z gestapo, ani podpisać tzw. Reichslisty. Aresztowano go w październiku 1939 roku. W drodze na przesłuchanie udało mu się zbiec. Przez dłuższy czas ukrywał się (również w getcie warszawskim) pod zmienionym nazwiskiem – Franciszek Nowaczek, pisząc antyniemieckie wiersze satyryczne. Po powstaniu warszawskim trafił do obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie. Potem znalazł się w Londynie. Tam, wśród polskiej emigracji, próbował jeszcze wskrzesić dawne czasy, niestety, bez skutku. Ludzie po wojnie nie byli już tacy sami. Kabaret odszedł w zapomnienie. W 1948 roku „rząd polski” odebrał Járosyemu obywatelstwo naszego kraju. Król konferansjerów, po kilkunastu latach życia w skrajnej biedzie na emigracji, zmarł w 1960 roku w Viareggio we Włoszech. Błyskotliwa kariera i smutny koniec.
My jednak:
Powróćmy jak za dawnych lat
w zaczarowany bajek świat.
I w życiu może zdarzyć się
cudowna baśń. (tekst: Janusz Popławski)
Czego życzę wszystkim uczestnikom następnego turnieju w MATRIKSIE. Środa, 10.10.12, godz.18.30, „Klimaty”.
Autor: Mariola





