W MATRIKSIE jeszcze nie byłom?

📅 12.09.2012 | 👤 Autor: | 👁️ Przeczytano: 15 razy | Klub Scrabble - GRAJMYŻ - Piła
Fantastycznie! To już 47. raz!
Zmagania eterycznych już, niestety, bytów o patronat nad matriksowymi turniejami bywają pasjonujące. Po Jessem Jamesie kolejny Jesse miał ochotę sprawować pieczę nad naszym najbliższym spotkaniem – Jesse Owens zwany „Czarną Błyskawicą”. Jednak bohater berlińskich igrzysk z 1936 r., zdaniem wielu najwybitniejszy sprinter w historii (do dziś otwarte pozostaje pytanie, czy Usain Bolt pokonałby go w takich samych warunkach) był bez szans w wyścigu, w którym konkurent mknął do naszego klubu rakietą poruszającą się niemal z prędkością światła, sterowaną przez doświadczoną załogę – Ijona Tichego i komandora Pirxa, z gotowymi zawsze przyjść z pomocą w przypadku problemów technicznych wybitnymi konstruktorami – Trurlem i Klapaucjuszem.

Tak, Drodzy Państwo, najbliższy turniej odbędzie się pod wezwaniem nie kogo innego, jak Stanisława Lema (12.09.1921–27.03.2006) – tytana nie tylko polskiej, ale i światowej fantastyki naukowej! Zresztą nie tylko science fiction, bo spektrum twórcze Lema było niezwykle szerokie – począwszy od powieści realitycznych i wspomnieniowych, opowiadań wojennych, nielicznych wierszy, poprzez eseistykę popularnonaukową, traktaty naukowe i filozoficzne, skończywszy na licznych podgatunkach klasycznej s-f i jej niezwykłej syntezie z fantasy. Zdarzyło mu się też napisać prześmiewczą, antystalinowską jednoaktówkę, którą tak dokładnie ukrył w swoim archiwum, że przez pół wieku nie mógł jej znaleźć. Ten niepospolity eklektyzm Lema skłonił nawet innego tuza s-f – Philipa K. Dicka (nawiasem mówiąc – jednego z nielicznych autorów amerykańskich cenionych przez Lema) do podejrzeń, że Lem nie jest człowiekiem, lecz specjalną komórką propagandy komunistycznej, o czym miało świadczyć i niesłowiańskie nazwisko bardziej wyglądające na jakiś akronim. Dick dał zresztą temu poglądowi wyraz w donosie do FBI. No cóż, albo miał właśnie jeden z licznych nawrotów zaburzeń psychicznych, albo koniecznie chciał się okazać „godnym” nosicielem swego nazwiska.

Wracając do Lema, zasłynął on przede wszystkim jako twórca fantastycznonaukowy. Cóż to jednak za fantastyka? Daleko Lemowemu światu do znanej nam (i chyba postępującej w przyszłości) miniaturyzacji i sterylności układów scalonych, mikroczipów, elastycznych ekranów ciekłokrystalicznych i komunikacji bezprzewodowej. Czy tego nie przewidział? Podejrzewam, że wydawało mu się to zbyt mało literackie. Komputery u Lema ruszają jak Tuwimowska lokomotywa, buczą, zgrzytają, co rusz coś z nich odpada i trzeba to przyspawać (a to niełatwe, bo inżynierowie nieustannie potykają się o plątaninę przewodów), cewki wydają elektryczne pomruki, a rozgrzane pamięci ferromagnetyczne powoli wypluwają kolejne bajty danych. A jeśli już dochodzi do połączenia ludzkiego umysłu z maszyną, to – a jakże! – poprzez iskrzący, grubaśny, wielożyłowy kabel. Aż dziw, że to wszystko działa! Ale działa – gniotsja, nie łamiotsja, jak w ruskim czołgu – u Lema byle przepięcie w sieci nie uśmierci laptopowego procesora, o nie!

Co więcej, Lem nierzadko, co z pozoru wygląda zgrzytliwie, umiejscawia całą tę nowoczesną, kosmiczną technologię w świecie jakby żywcem wyjętym ze średniowiecza czy dziecięcych baśni, z królami, rycerstwem, feudalnym systemem społecznym, smokami, a nawet elementami magii, przerzucając pomost pomiędzy s-f i fantasy. Jednak to, co kilkadziesiąt lat temu było tak szokujące, dziś już nieco spowszedniało, bo odnajdziemy to i w „Gwiezdnych wojnach”, i w pomysłach scenograficznych twórców „Matrixa”, i w całym nurcie steampunku, i w licznych grach komputerowych.

Zresztą to wszystko tylko sztafaż, bo tak naprawdę Lem zawsze pisał o istocie człowieczeństwa (i o domniemanym człowieczeństwie maszyn), zwłaszcza w obliczu wszechogarniającej i przytłaczającej technologii bądź w kontakcie z obcymi formami życia. Pisał też o nieuniwersalizmie naszych systemów wartości i ograniczoności naszych wyobrażeń co do natury wszechświata. Krytycy są zgodni, że to właśnie Lem w Solaris stworzył najoryginalniejszą wizję Obcego w historii literatury – organicznego oceanu pokrywającego całą planetę i wchodzącego w niemal parapsychiczne interakcje z umysłami badających go ludzi-naukowców.

Zdarza się, że badamy ewentualne tropy łączące naszych patronów ze scrabblami czy ogólniej zabawami słownymi. Czy tym razem je znajdziemy? Ależ tak, i to kilka!

Po pierwsze – nazwa naszego klubu. Choć bezpośrednio nie odwołujemy się do dzieła braci Wachowskich (a może słuszniej byłoby teraz napisać – rodzeństwa Wachowskich), skrót MATRIKS ma przynajmniej kilka rozwinięć, z których nie wszystkie nadają się do publicznej prezentacji, to jednak takich skojarzeń nie sposób uniknąć. Co ma jednak wspólnego „Matrix” z Lemem? W 1971 roku ukazał się Kongres futurologiczny, której bohater (Ijon Tichy) przenosi się do świata końca XXI wieku, gdzie całe społeczeństwa utrzymywane są w fikcyjnej rzeczywistości, nic nie jest tym, czym wydaje się być na pozór. Do tego złudzenia mają wielopoziomową strukturę, a na koniec okazuje się, że – na szczęście – cała ta podróż w przyszłość też jest halucynacją. Czy coś wam to przypomina? Choć u Lema ten permanentny omam jest wywoływany non stop rozpylanymi psychoaktywnymi substancjami chemicznymi, a u Wachowskich zaprogramowanymi impulsami neuroelektrycznymi, to podobieństwa są aż nadto wyraźne. Z drugiej strony dylemat „czy to, co odczuwają nasze zmysły, to rzeczywistość” i „co to jest właściwie rzeczywistość” towarzyszy ludzkości od zarania dziejów, a przynajmniej od chińskiego Mistrza Lie („Śniło mi się, że byłem motylem, i nie wiem, czy jestem człowiekiem, któremu śniło się, że jest motylem, czy też jestem motylem, któremu się śni, że jest człowiekiem”), zyskał naukowe miano „Brain in a vat” („Mózg w naczyniu”) i można go już chyba uznać w sztuce za motyw wędrowny, co osłabia siłę zarzutu wobec Wachowskich o inspirację na granicy plagiatu.

Po drugie...

Ta wędrówka moja na wznak trwała czas niewiadomy, a w miarę jej postępów powiększałom się i rozpoznawałom siebie, doświadczając własnych granic i nie potrafię wyjawić, kiedym mogło już dokładnie ogarnąć własny kształt, rozpoznać każde miejsce, gdziem ustawało [...]

[…] i leżałom jeszcze bezwładne, choć zdolne już do własnego ruchu, lecz w pełni wiadomości, że jeszcze nie czas i w tym zmartwiałym przechyle — bom spoczywało wtedy na skośnej równi […]

[…] i już bez wszelkiego przynaglania dotknęłom zimnych, gładkich, wklęsłych płyt, aby spocząć na nich z kamienną ulgą [...]

[…] jak wiele zdumienia było w mym ruchu, gdym przekraczało próg. Silne blaski spływały z góry na barwny zamęt pionowych kadłubów, widziałom ich kule, obracające ku mnie lśniące wodą guziki, powszechny gwar zamarł i w powstałej ciszy uczyniłom jeszcze jeden mały krok. Wtedy z nieposłyszanym, odczutym tylko dźwiękiem cieniutkiej struny, co pękła we mnie, uczułam napływ płci tak gwałtowny, że chwycił mnie zawrót głowy i przymknęłam powieki [...]

Stałom, widziałom, weszłom — to były formy użyte przeze mnie, nim blask sali, buchając przez otwarte drzwi, nie poraził mych źrenic […]


Tak, skrabliści, zwłaszcza ci z dłuższym stażem, kojarzą te fragmenty, pochodzące z opublikowanego w 1974 roku opowiadania Maska. Kiedyś, gdy dyskusje o dopuszczalności form czasownikowych zakończonych na -łom, -łoś bywały nad wyraz gorące (wypowiedziała się w tej sprawie nawet Rada Języka Polskiego), służyły one (obok wyjątków z Biblii, Sienkiewicza, Przybory, Tokarczuk czy Jana Pawła II) uzasadnieniu, dziś już chyba oczywistej, tezy, że formy te są częścią polskiego systemu językowego, a ich bliska zerowej frekwencja jest jedynie wynikiem tego, że niezwykle rzadko zachodzi potrzeba skorzystania z nich. Tu bohater Lema – owadopodobny, mechaniczny stwór, nie mający jeszcze świadomości własnej płci, choć niewątpliwie wysoką świadomość językową – nie miał innego wyjścia.

Po trzecie – Dyktanda. W wakacje 1970 roku Lem pomagał siostrzeńcowi swojej żony, Michałowi Zychowi, opanować niełatwą sztukę poprawnego pisania. Ułożył w tym celu kilkadziesiąt utrzymanych w konwencji absurdalnego, czarnego humoru wprawek językowych, z których kilka można przeczytać tutaj. Polecam przepis na wątróbkę...

Po czwarte – zainteresowania lingwistyczne Lema, którym dał wyraz w kilku esejach, a także poświęcił liczne fragmenty wspomnianego Kongresu futurologicznego, gdzie analizuje zmiany języka, nowe słowa opisujące nieznane wcześniej zjawiska i zmianę znaczeń starych.

Warto jednak mieć na uwadze, że wiele swoich dzieł Lem okraszał neologizmami, których na próżno szukać w słownikach języka polskiego. Pamiętajmy więc, że nie są dopuszczalne (na razie?) takie urocze siódemki, jak GRYZMAK, MURKWIE czy SEPULKA, ani przedłużki PĆMA, GROBOT czy TRUPIEĆ. A poza tym gramy jak zwykle, w środę o godzinie 18:30 w Małej Kawce.
Autor: MaCzu

Inne wiadomości z sekcji:
Warning: htmlspecialchars(): Charset "ISO-8859-2" is not supported, assuming UTF-8 in /czytaj.php on line 94
Klub Scrabble - GRAJMYŻ - Piła

  • 21.03.2026
    Warning: htmlspecialchars(): Charset "ISO-8859-2" is not supported, assuming UTF-8 in /czytaj.php on line 103
    Historia Pilskiego Klubu Scrabblowego 'GRAJMYŻ'
  • 21.03.2026
    Warning: htmlspecialchars(): Charset "ISO-8859-2" is not supported, assuming UTF-8 in /czytaj.php on line 103
    Statystyki Pilskiego Klubu Scrabble 'GRAJMYŻ'
  • 21.03.2026
    Warning: htmlspecialchars(): Charset "ISO-8859-2" is not supported, assuming UTF-8 in /czytaj.php on line 103
    Historia Klubu
  • 14.07.2015
    Warning: htmlspecialchars(): Charset "ISO-8859-2" is not supported, assuming UTF-8 in /czytaj.php on line 103
    Kolejne przenosiny
  • 16.04.2014
    Warning: htmlspecialchars(): Charset "ISO-8859-2" is not supported, assuming UTF-8 in /czytaj.php on line 103
    Gramy wcześniej

Warning: htmlspecialchars(): Charset "ISO-8859-2" is not supported, assuming UTF-8 in /functions.php on line 260