XLVI turniej w MATRIKSIE im. Jessego Jamesa
Na Zachodzie bez zmian
A przynajmniej bez spektakularnych. Ci sami zwycięzcy, ci sami przegrani, te same twarze. Chociaż tych ostatnich akurat niedużo, bo w ostatnią środę swoją obecnością zaszczyciła nas zaledwie szóstka graczy, w tym dawno niewidziana Kamila. Sześć osób to w zasadzie w sam raz na całkiem przyzwoity gang i właśnie tak zabawialiśmy się na turnieju pod patronatem Jessego Jamesa.
Pod nieobecność lidera rankingu zatryumfował Maciek. Chociaż zaczął dość niemrawo, szybko się rozkręcił i wygrał cztery z pięciu partii. Radził sobie bez blanków, kładł siódemki i siał zamęt w szeregach kompanii (wydaje się, że jakoś przekabacił Kamilę, która miała nie dać sobie wsadzić 500 punktów, bo udało mu się załadować prawie 600). Uległ tylko Rafałowi, podczas ich pierwszej partii, ale również nie bez walki, bo w końcówce zdołał jeszcze wcisnąć przeciwnikowi siódemkę.
Pogromca Maćka zajął drugie miejsce. Od pierwszej rundy się popisywał, później zaczął przemycać na planszę groźby. Strzelać się szelmie zachciało (ZASTRzEL). W tym samym czasie grająca przy stoliku obok Mariola doradza swojemu przeciwnikowi paść (PAdNIESZ). Bardzo rozsądnie.
Dalsze miejsca obsadziły panie. Mariola, stoczywszy zwycięski pojedynek z Halinką, stanęła na najniższym stopniu podium. Daleko uciekła przeciwniczce, a ta z kolei zastanawiała się czy – gdyby nie źle położona siódemka i brak czasu – partia była do wygrania. No, zimna krew to jednak bardzo ważna sprawa w tego rodzaju potyczkach. Halinie tym razem jej zabrakło, więc musiała zadowolić się czwartym miejscem. Kolejne pozycje zajęłyśmy ja i Kamila, która wykombinowała swój własny skok na pociąg, zostawiając niżej podpisaną przeciwniczkę sam na sam z planszą. Pomimo wielu zachęt do jawnej samowolki nie zajęłam się tym tak, jak należało, więc imponującego wyniku niestety nie było.
Bardziej widowiskowa była natomiast działalność zorganizowana. Maciek i Rafał, umościwszy się na ostatnią rundę w ustronnym kąciku, urządzili skok na kilka klubowych rekordów. Maciek od razu oddał kilka celnych, drogich strzałów, jego przeciwnik (a może tak naprawdę wspólnik) musiał kilka razy przeładować broń, robiąc wymiany, ale również nie chybiał. Tym sposobem już po czterech ruchach było 223 do 159. A dalej działo się tylko lepiej. Rafał zgarnął obydwa blanki i położył w sumie pięć siódemek (POGNAJą, OTRZEŹwI, PRZEWAL, NACIĄGI, ZARWANYM), w tym jedną w ostatnim ruchu, lecz na niewiele mu się to zdało. Maciek wcisnął „zaledwie” dwie (OROPIAŁ, KŁAMIESZ), ale – jak stwierdził – nie czuje się poszkodowany. Nagrał 563 punkty. Łupem bandyckiego duetu padły największa suma małych punktów (1034) oraz najwyższy wynik pokonanego (471).
Można więc powiedzieć, że trochę narozrabialiśmy. Z takim patronem inaczej nie wypadało. Dokładne wyniki naszych psot można obejrzeć poniżej.
Wyniki turnieju
Pod nieobecność lidera rankingu zatryumfował Maciek. Chociaż zaczął dość niemrawo, szybko się rozkręcił i wygrał cztery z pięciu partii. Radził sobie bez blanków, kładł siódemki i siał zamęt w szeregach kompanii (wydaje się, że jakoś przekabacił Kamilę, która miała nie dać sobie wsadzić 500 punktów, bo udało mu się załadować prawie 600). Uległ tylko Rafałowi, podczas ich pierwszej partii, ale również nie bez walki, bo w końcówce zdołał jeszcze wcisnąć przeciwnikowi siódemkę.
Pogromca Maćka zajął drugie miejsce. Od pierwszej rundy się popisywał, później zaczął przemycać na planszę groźby. Strzelać się szelmie zachciało (ZASTRzEL). W tym samym czasie grająca przy stoliku obok Mariola doradza swojemu przeciwnikowi paść (PAdNIESZ). Bardzo rozsądnie.
Dalsze miejsca obsadziły panie. Mariola, stoczywszy zwycięski pojedynek z Halinką, stanęła na najniższym stopniu podium. Daleko uciekła przeciwniczce, a ta z kolei zastanawiała się czy – gdyby nie źle położona siódemka i brak czasu – partia była do wygrania. No, zimna krew to jednak bardzo ważna sprawa w tego rodzaju potyczkach. Halinie tym razem jej zabrakło, więc musiała zadowolić się czwartym miejscem. Kolejne pozycje zajęłyśmy ja i Kamila, która wykombinowała swój własny skok na pociąg, zostawiając niżej podpisaną przeciwniczkę sam na sam z planszą. Pomimo wielu zachęt do jawnej samowolki nie zajęłam się tym tak, jak należało, więc imponującego wyniku niestety nie było.
Bardziej widowiskowa była natomiast działalność zorganizowana. Maciek i Rafał, umościwszy się na ostatnią rundę w ustronnym kąciku, urządzili skok na kilka klubowych rekordów. Maciek od razu oddał kilka celnych, drogich strzałów, jego przeciwnik (a może tak naprawdę wspólnik) musiał kilka razy przeładować broń, robiąc wymiany, ale również nie chybiał. Tym sposobem już po czterech ruchach było 223 do 159. A dalej działo się tylko lepiej. Rafał zgarnął obydwa blanki i położył w sumie pięć siódemek (POGNAJą, OTRZEŹwI, PRZEWAL, NACIĄGI, ZARWANYM), w tym jedną w ostatnim ruchu, lecz na niewiele mu się to zdało. Maciek wcisnął „zaledwie” dwie (OROPIAŁ, KŁAMIESZ), ale – jak stwierdził – nie czuje się poszkodowany. Nagrał 563 punkty. Łupem bandyckiego duetu padły największa suma małych punktów (1034) oraz najwyższy wynik pokonanego (471).
Można więc powiedzieć, że trochę narozrabialiśmy. Z takim patronem inaczej nie wypadało. Dokładne wyniki naszych psot można obejrzeć poniżej.
Wyniki turnieju
Autor: Katarzyna





