XLV Turniej w MATRIKSIE im. Charlesa Christophera Parkera
Ale Scrabble
Nasz patron, Charles C. Parker, skazany był na jazz – my skazani jesteśmy na Scrabble. Nie jedyne są to jednak między nami podobieństwa. Jest ich dużo więcej. Mamy wśród nas wirtuozów gry, z równą finezją kładących wyrazy, jak Charles operował dźwiękiem swego saksofonu (to pierwsza grupa grająca niczym dojrzały Charles). Są też osoby, które czasem błysną, ale ogólna gra nikogo jeszcze nie powaliła, z naciskiem na JESZCZE (jest to druga grupa grająca jak Charles za młodu). Podobieństw jest tak wiele, że śmiem stwierdzić, iż pewnego razu MATRIKS słynąć będzie z obecności samych mistrzów tej pięknej gry, a wszystko dzięki naszej pasji, uporowi i doskonałemu doborowi niezwykłych patronów.
Przejdźmy teraz do konkretów, co czynię raczej dość niechętnie, bo nadal znajduję się w tej drugiej grupie (moja gra JESZCZE nikogo nie powala ;)). Ponieważ lubię budować napięcie, zacznijmy może od końca. Ostatnie miejsce zajął Konrad, który jest naszym młodym, nieoszlifowanym diamentem i osobiście nie mogę doczekać się chwili, kiedy ogra jakiegoś starego wygę, co z pewnością niebawem nastąpi, jeśli nasz małoletni gracz będzie rozwijał się w równie szybkim tempie, jak do tej pory. (Pamiętaj chłopcze – trening czyni mistrza, o czym doskonale przekonał się nasz patron).
Drugie miejsce od końca zajęła Hali... czyli ja we własnej osobie. Trudno ukryć, że styl mojej gry nie należał do najlepszych, ale... hmm... jak by to ująć... nooo... buduję formę przed Mistrzostwami Polski, a z formą to sami wiecie, jak jest – aby doszło do zwyżki, wcześniej trzeba zaliczyć spadek ;) Odnotuję z przyjemnością (bo mimo wszystko cieszą mnie sukcesy moich przeciwników), że Kasia położyła KRYMSCY, z czego jest niezmiernie dumna i ja się temu nie dziwię.
Kolejne, 3. miejsce od tyłu, zajęła Mariola. Mariola nareszcie do nas zawitała po dłuższej nieobecności i zaliczyła dwie piękne wygrane z Konradem i Rafałem (nabijając w każdej partii powyżej 400 pkt.). Gdyby chciało jej tak dobrze iść podczas kolejnych partii... ale ktoś musi przegrać, aby wygrać mógł ktoś ;)
Maciek postanowił nas nawiedzić dopiero po dwóch rundach, zmieniając Konrada, dzięki czemu uniknęliśmy bye'ów. Maczu przed partią z Markiem (po przeczytaniu ostatniej relacji) oświadczył, że chce przegrać, co też uprzejmie uczynił sprawdzając przy okazji ARENGI/RUKOLĘ, co na niewiele się zdało. Z Dominikiem poszło już lepiej – wygrał z nim 3 punktami, choć obaj zaliczyli po jednej stracie – Dominik WYSADNIE, a Maciek IREN. Pamiętajcie – tych słów nie używajcie ;) Maciek na 4 gry wygrał 3, a jedna wygrana aż się prosi o odnotowanie, ponieważ z Mariolą natrzaskał aż 591 pkt, co ciągle jeszcze wzbudza podziw u takich przeciętniaków jak ja ;)
O końcach kończymy – pora zająć się środkiem :) Środkowe, piąte miejsce zajęła Agnieszka, bardzo ładnie radząc sobie podczas trzech gier i przeganiając w końcowej klasyfikacji Maćka małymi punktami. Dodatkowo w dwóch przypadkach udało się jej przekroczyć 400 pkt., więc myślę, że jest się z czego cieszyć. Agnieszka, tak jak nasz patron – dzielnie trenuje i osiąga dzięki temu coraz lepsze wyniki :)
„Ulubione” przez sportowców, czwarte miejsce, zajął Rafał ogrywając troje przeciwników, w tym własną matkę! ;) Marek twierdzi, że Rafał grał z nim źle i powinien był przegrać, choć stało się inaczej. Rzeczywiście – 7 ruchów pod rząd, gdzie kładzie się tylko raz słowo za więcej niż 10 pkt., wygląda na jakiś żart. (Pisze ta, dla której taka gra to norma ;) Z Kasią też nie poszło mu najlepiej (choć całkiem źle również nie), ale tym razem przegrał. Było to skutkiem podkładania się przeciwniczce, co przy dodatkowym wsparciu „workowego” pozwoliło jej położyć RIKSZOM, co dolepione do wcześniejszej, Rafała siódemki i podwójnej premii słownej dało aż 100 pkt. Rafał był bez szans. W sumie para ta nabiła przeszło 950 pkt, co jest bardzo ładnym wynikiem. Tak... Rafał jest bardzo dobrym graczem, ale z pewnością stać go na więcej. Ćwicz, Rafale, wytrwale – podium czeka! :)
Myślę, że atmosfera została podgrzana i można się zabrać za pierwszą trójkę. Zanim to jednak zrobię, posłuchajmy utworu Be Bop Charliego Parkera...
Gotowi? Nastrojeni? No to zaczynamy:
Miejsce trzecie zajął Marek Dudkiewicz! Marek trzy razy wygrał i tyle samo razy przegrał. Z Kasią przegrał, choć miał trzy siódemki, a ona „tylko” dwie. Ze mną mu przyżarło, co sam przyznał ;) Z Dominikiem spadł mu czas, co Dominik pięknie wykorzystał przekraczając 600 pkt. Agnieszce zafundował cztery siódemki (no jak tak można! ;) Przegrał z Rafałem, którego później bacznie obserwował, dzięki czemu doszło do mych uszu, że ten sprawdził słowo DŻEZOWI, co wypadło dość komicznie, biorąc pod uwagę naszego patrona oraz jego zacną muzykę rozbrzmiewającą z głośników Małej Kawki. Ku przestrodze należy odnotować stratę Marka w grze z Kasią: ZORACIE – unikajcie moi drodzy tego słowa jak ognia! Ono nie istnieje ;)
Teraz muszę przybrać pełną szacunku postawę ;), bo oto, moi Drodzy Państwo, mam wielką przyjemność poinformować, że drugie miejsce w naszym turnieju zajęła Kasia Ślusarska! Czyż to nie piękny widok? Długowłosa dziewczyna o przenikliwym spojrzeniu, stoi na drugim stopniu naszego scrabblowego podium! I nie znalazła się tam przez przypadek! Nie zbłądziła na swym kolastym rumaku, nie urwała się z choinki, ani nie przysłali jej kosmici – ona po prostu swoją ciężką pracą, uporem i morderczymi treningami osiągnęła sukces! Jak to zrobiła? – zapytacie zapewnie niecierpliwie przebierając nogami. Otóż zrobiła to tak: najpierw ograła Marka osiągając 433 pkt. (zdolna bestyja, prawda?), później pięknie przegrała z Dominikiem (pięknie, bo dochodząc do 391 pkt.), mnie wykończyła przekraczając 400 pkt., przy rozkojarzonym Rafale nabiła ich przeszło 500, podczas wygranej gry z Mariolą zbliżyła się do 400, a ostatnią partię z Dominikiem przegrała, dochodząc do 345 pkt. Da się? Da! Nadmienię jeszcze, że Kasia była chyba najbardziej zmęczoną osobą tego turnieju, więc od dzisiaj... przestaję sypiać – może mi także taki zabieg pomoże w budowaniu formy ;)
Ja tu piszę i piszę, Wam już pewnie dawno przestała grać w tle piosenka, więc proszę – puśćcie ją sobie jeszcze raz, a ja zabieram się za miejsce pierwsze i jego zdobywcę – Dominika Urbackiego! Dominiku – tak bardzo przywykliśmy do Twoich sukcesów, że już pewnie nikt się nie dziwi, że wygrałeś, a przecież tylko Ty wiesz, ile serca włożyłeś w tę grę. Ile godzin przegranych, ile nocy nieprzespanych, ile słów spisanych masz za sobą! Jesteś takim naszym wschodzącym talentem – takim naszym scrabblowym Charlie Parkerem, choć z buzi nieco bledszym.
Przejdźmy jednak od pochwał do konkretów. Dominik tym razem na 6 gier ugiął się jedynie przed Maćkiem, w dodatku zaledwie 3 punktami. Z Kasią wygrał, choć to ona przechwyciła dwa blanki. Kasia z Dominikiem w ogóle nieźle się bawiła, kładąc słowa, których myślała, że nie ma, a Dominik je znał. Spadły jedynie ARABUSeM i DYŃCE.
Cudownie mi się tu z Tobą siedzi, dzieli relacją i muzyką naszego patrona, ale pora wziąć się za przygotowania do kolejnego turnieju, więc pozostawiam Cię z wynikami, życząc sobie i Tobie równie przyjemnych, scrabblowych przeżyć, jakie są naszym udziałem w każdą środę.
Wyniki turnieju
Przejdźmy teraz do konkretów, co czynię raczej dość niechętnie, bo nadal znajduję się w tej drugiej grupie (moja gra JESZCZE nikogo nie powala ;)). Ponieważ lubię budować napięcie, zacznijmy może od końca. Ostatnie miejsce zajął Konrad, który jest naszym młodym, nieoszlifowanym diamentem i osobiście nie mogę doczekać się chwili, kiedy ogra jakiegoś starego wygę, co z pewnością niebawem nastąpi, jeśli nasz małoletni gracz będzie rozwijał się w równie szybkim tempie, jak do tej pory. (Pamiętaj chłopcze – trening czyni mistrza, o czym doskonale przekonał się nasz patron).
Drugie miejsce od końca zajęła Hali... czyli ja we własnej osobie. Trudno ukryć, że styl mojej gry nie należał do najlepszych, ale... hmm... jak by to ująć... nooo... buduję formę przed Mistrzostwami Polski, a z formą to sami wiecie, jak jest – aby doszło do zwyżki, wcześniej trzeba zaliczyć spadek ;) Odnotuję z przyjemnością (bo mimo wszystko cieszą mnie sukcesy moich przeciwników), że Kasia położyła KRYMSCY, z czego jest niezmiernie dumna i ja się temu nie dziwię.
Kolejne, 3. miejsce od tyłu, zajęła Mariola. Mariola nareszcie do nas zawitała po dłuższej nieobecności i zaliczyła dwie piękne wygrane z Konradem i Rafałem (nabijając w każdej partii powyżej 400 pkt.). Gdyby chciało jej tak dobrze iść podczas kolejnych partii... ale ktoś musi przegrać, aby wygrać mógł ktoś ;)
Maciek postanowił nas nawiedzić dopiero po dwóch rundach, zmieniając Konrada, dzięki czemu uniknęliśmy bye'ów. Maczu przed partią z Markiem (po przeczytaniu ostatniej relacji) oświadczył, że chce przegrać, co też uprzejmie uczynił sprawdzając przy okazji ARENGI/RUKOLĘ, co na niewiele się zdało. Z Dominikiem poszło już lepiej – wygrał z nim 3 punktami, choć obaj zaliczyli po jednej stracie – Dominik WYSADNIE, a Maciek IREN. Pamiętajcie – tych słów nie używajcie ;) Maciek na 4 gry wygrał 3, a jedna wygrana aż się prosi o odnotowanie, ponieważ z Mariolą natrzaskał aż 591 pkt, co ciągle jeszcze wzbudza podziw u takich przeciętniaków jak ja ;)
O końcach kończymy – pora zająć się środkiem :) Środkowe, piąte miejsce zajęła Agnieszka, bardzo ładnie radząc sobie podczas trzech gier i przeganiając w końcowej klasyfikacji Maćka małymi punktami. Dodatkowo w dwóch przypadkach udało się jej przekroczyć 400 pkt., więc myślę, że jest się z czego cieszyć. Agnieszka, tak jak nasz patron – dzielnie trenuje i osiąga dzięki temu coraz lepsze wyniki :)
„Ulubione” przez sportowców, czwarte miejsce, zajął Rafał ogrywając troje przeciwników, w tym własną matkę! ;) Marek twierdzi, że Rafał grał z nim źle i powinien był przegrać, choć stało się inaczej. Rzeczywiście – 7 ruchów pod rząd, gdzie kładzie się tylko raz słowo za więcej niż 10 pkt., wygląda na jakiś żart. (Pisze ta, dla której taka gra to norma ;) Z Kasią też nie poszło mu najlepiej (choć całkiem źle również nie), ale tym razem przegrał. Było to skutkiem podkładania się przeciwniczce, co przy dodatkowym wsparciu „workowego” pozwoliło jej położyć RIKSZOM, co dolepione do wcześniejszej, Rafała siódemki i podwójnej premii słownej dało aż 100 pkt. Rafał był bez szans. W sumie para ta nabiła przeszło 950 pkt, co jest bardzo ładnym wynikiem. Tak... Rafał jest bardzo dobrym graczem, ale z pewnością stać go na więcej. Ćwicz, Rafale, wytrwale – podium czeka! :)
Myślę, że atmosfera została podgrzana i można się zabrać za pierwszą trójkę. Zanim to jednak zrobię, posłuchajmy utworu Be Bop Charliego Parkera...
Gotowi? Nastrojeni? No to zaczynamy:
Miejsce trzecie zajął Marek Dudkiewicz! Marek trzy razy wygrał i tyle samo razy przegrał. Z Kasią przegrał, choć miał trzy siódemki, a ona „tylko” dwie. Ze mną mu przyżarło, co sam przyznał ;) Z Dominikiem spadł mu czas, co Dominik pięknie wykorzystał przekraczając 600 pkt. Agnieszce zafundował cztery siódemki (no jak tak można! ;) Przegrał z Rafałem, którego później bacznie obserwował, dzięki czemu doszło do mych uszu, że ten sprawdził słowo DŻEZOWI, co wypadło dość komicznie, biorąc pod uwagę naszego patrona oraz jego zacną muzykę rozbrzmiewającą z głośników Małej Kawki. Ku przestrodze należy odnotować stratę Marka w grze z Kasią: ZORACIE – unikajcie moi drodzy tego słowa jak ognia! Ono nie istnieje ;)
Teraz muszę przybrać pełną szacunku postawę ;), bo oto, moi Drodzy Państwo, mam wielką przyjemność poinformować, że drugie miejsce w naszym turnieju zajęła Kasia Ślusarska! Czyż to nie piękny widok? Długowłosa dziewczyna o przenikliwym spojrzeniu, stoi na drugim stopniu naszego scrabblowego podium! I nie znalazła się tam przez przypadek! Nie zbłądziła na swym kolastym rumaku, nie urwała się z choinki, ani nie przysłali jej kosmici – ona po prostu swoją ciężką pracą, uporem i morderczymi treningami osiągnęła sukces! Jak to zrobiła? – zapytacie zapewnie niecierpliwie przebierając nogami. Otóż zrobiła to tak: najpierw ograła Marka osiągając 433 pkt. (zdolna bestyja, prawda?), później pięknie przegrała z Dominikiem (pięknie, bo dochodząc do 391 pkt.), mnie wykończyła przekraczając 400 pkt., przy rozkojarzonym Rafale nabiła ich przeszło 500, podczas wygranej gry z Mariolą zbliżyła się do 400, a ostatnią partię z Dominikiem przegrała, dochodząc do 345 pkt. Da się? Da! Nadmienię jeszcze, że Kasia była chyba najbardziej zmęczoną osobą tego turnieju, więc od dzisiaj... przestaję sypiać – może mi także taki zabieg pomoże w budowaniu formy ;)
Ja tu piszę i piszę, Wam już pewnie dawno przestała grać w tle piosenka, więc proszę – puśćcie ją sobie jeszcze raz, a ja zabieram się za miejsce pierwsze i jego zdobywcę – Dominika Urbackiego! Dominiku – tak bardzo przywykliśmy do Twoich sukcesów, że już pewnie nikt się nie dziwi, że wygrałeś, a przecież tylko Ty wiesz, ile serca włożyłeś w tę grę. Ile godzin przegranych, ile nocy nieprzespanych, ile słów spisanych masz za sobą! Jesteś takim naszym wschodzącym talentem – takim naszym scrabblowym Charlie Parkerem, choć z buzi nieco bledszym.
Przejdźmy jednak od pochwał do konkretów. Dominik tym razem na 6 gier ugiął się jedynie przed Maćkiem, w dodatku zaledwie 3 punktami. Z Kasią wygrał, choć to ona przechwyciła dwa blanki. Kasia z Dominikiem w ogóle nieźle się bawiła, kładąc słowa, których myślała, że nie ma, a Dominik je znał. Spadły jedynie ARABUSeM i DYŃCE.
Cudownie mi się tu z Tobą siedzi, dzieli relacją i muzyką naszego patrona, ale pora wziąć się za przygotowania do kolejnego turnieju, więc pozostawiam Cię z wynikami, życząc sobie i Tobie równie przyjemnych, scrabblowych przeżyć, jakie są naszym udziałem w każdą środę.
Wyniki turnieju
Autor: Hali





