XLIV Turniej w MATRIKSIE im. Ireny Tuwim
Scrabble, czyli to, co tygrysy lubią najbardziej
Ostatnio coraz częściej się zdarza, że matriksowym turniejom patronują kobiety. A wtedy, w przedziwny sposób, w Małej Kawce prym wiodą panowie. Tak było i tym razem, kiedy graliśmy pod patronatem uroczej tłumaczki, siostry Juliana Tuwima.
Pierwsze miejsce zajął Marek, który przegrał jedynie pierwszą grę z Dominikiem. Marek gra specyficznie: niby łagodnie, niby zupełnie po koleżeńsku, w taki sposób, że przeciwnicy – zamiast się skupić – siadają do stolika ze śmiechem oświadczając, że zamierzają wygrać, a tu proszę. Dwadzieścia minut i po sprawie. No, chyba że komuś spadnie czas, tak jak ostatnio Halince, kiedy Marek postanowił załadować jej prawie 600 punktów. A jak jeszcze zgarnie jakieś blanki (tym razem wyłowił osiem)… Po prostu pięknie, Marku!
Na drugiej pozycji zameldował się Rafał, który poddał się jedynie Markowi. Trochę się odgrażał, sprawdzał co się dało – w końcu na pewno pamiętał poprzedni turniej. Tym razem jednak najwyraźniej był w lepszej formie, chociaż suma małych punktów pokazuje, jak bardzo niepewna jest droga do zwycięstwa (przecież miewał więcej i przegrywał). Seria tanich ruchów podczas partii z Markiem zdecydowanie mu w tym nie pomogła, chociaż na pewno był w tym jakiś zamysł. Rafał może za to pochwalić się zmiażdżeniem najmłodszego uczestnika turnieju, Konrada, któremu wcisnął ponad 400 punktów. Brawo!
Na najniższym stopniu podium stanął Dominik. On akurat mógłby mieć jakieś konszachty z patronką, bo – chociaż żadnych utworów na nasz ojczysty język nie przekłada – zdarza mu się tłumaczyć innym klubowiczom słowa, których pochodzenie jest wyjątkowo podejrzane. Dominik przegrał z Markiem oraz Haliną, w obydwu przypadkach niedużo, czego skutkiem były ukradkowe i dość niecenzuralne szepty, zresztą – ku przewrotnej uciesze niektórych członków klubu. Scrabbliści są dziwni.
Resztę miejsc obsadziły panie, w tym niżej podpisana, oraz Konrad, który wyjątkowo zawitał na „dorosłym” turnieju. Najlepiej poszło Agnieszce, która wygrała trzy partie, rozprawiając się z każdą z dziewcząt, a przegrywając z panami. Godne uwagi za to jest to, że Halina odnotowała swoje pierwsze matriksowe zwycięstwo nad Dominikiem (ponoć taka rzecz zdarzyła się także u Macaków, ale kto ich tam wie). Nie jest to jednak wcale takie proste, o czym za każdym razem (w ostatnią środę także) dane mi jest się przekonać. Gratulacje!
Cóż, chciałoby się powiedzieć, że na ostatni turniej w MATRIKSIE przybyli wszyscy „krewni i znajomi Królika”, ale to nieprawda. Można by powiedzieć, że spotkanie było kameralne, ale to słowo wcale nie oznacza, że kogoś brakowało. A z całą pewnością tak właśnie było. Kilka klubowych osobistości nie pojawiło się, braki były jawnie odczuwalne, ale zawsze można liczyć na to, że nieobecni zrekompensują to za tydzień. Oby!
Wyniki turnieju
Pierwsze miejsce zajął Marek, który przegrał jedynie pierwszą grę z Dominikiem. Marek gra specyficznie: niby łagodnie, niby zupełnie po koleżeńsku, w taki sposób, że przeciwnicy – zamiast się skupić – siadają do stolika ze śmiechem oświadczając, że zamierzają wygrać, a tu proszę. Dwadzieścia minut i po sprawie. No, chyba że komuś spadnie czas, tak jak ostatnio Halince, kiedy Marek postanowił załadować jej prawie 600 punktów. A jak jeszcze zgarnie jakieś blanki (tym razem wyłowił osiem)… Po prostu pięknie, Marku!
Na drugiej pozycji zameldował się Rafał, który poddał się jedynie Markowi. Trochę się odgrażał, sprawdzał co się dało – w końcu na pewno pamiętał poprzedni turniej. Tym razem jednak najwyraźniej był w lepszej formie, chociaż suma małych punktów pokazuje, jak bardzo niepewna jest droga do zwycięstwa (przecież miewał więcej i przegrywał). Seria tanich ruchów podczas partii z Markiem zdecydowanie mu w tym nie pomogła, chociaż na pewno był w tym jakiś zamysł. Rafał może za to pochwalić się zmiażdżeniem najmłodszego uczestnika turnieju, Konrada, któremu wcisnął ponad 400 punktów. Brawo!
Na najniższym stopniu podium stanął Dominik. On akurat mógłby mieć jakieś konszachty z patronką, bo – chociaż żadnych utworów na nasz ojczysty język nie przekłada – zdarza mu się tłumaczyć innym klubowiczom słowa, których pochodzenie jest wyjątkowo podejrzane. Dominik przegrał z Markiem oraz Haliną, w obydwu przypadkach niedużo, czego skutkiem były ukradkowe i dość niecenzuralne szepty, zresztą – ku przewrotnej uciesze niektórych członków klubu. Scrabbliści są dziwni.
Resztę miejsc obsadziły panie, w tym niżej podpisana, oraz Konrad, który wyjątkowo zawitał na „dorosłym” turnieju. Najlepiej poszło Agnieszce, która wygrała trzy partie, rozprawiając się z każdą z dziewcząt, a przegrywając z panami. Godne uwagi za to jest to, że Halina odnotowała swoje pierwsze matriksowe zwycięstwo nad Dominikiem (ponoć taka rzecz zdarzyła się także u Macaków, ale kto ich tam wie). Nie jest to jednak wcale takie proste, o czym za każdym razem (w ostatnią środę także) dane mi jest się przekonać. Gratulacje!
Cóż, chciałoby się powiedzieć, że na ostatni turniej w MATRIKSIE przybyli wszyscy „krewni i znajomi Królika”, ale to nieprawda. Można by powiedzieć, że spotkanie było kameralne, ale to słowo wcale nie oznacza, że kogoś brakowało. A z całą pewnością tak właśnie było. Kilka klubowych osobistości nie pojawiło się, braki były jawnie odczuwalne, ale zawsze można liczyć na to, że nieobecni zrekompensują to za tydzień. Oby!
Wyniki turnieju
Autor: Katarzyna





