XLI Turniej w MATRIKSIE im. Ernsta Jandla
Życzenia bezczelnie przemiłe
Austriacy są dziwni. Kilku z nich zapisało się na kartach historii i to w różnych dziedzinach. Ci, którym sztuka z zapisywaniem się nie udała, zmuszeni są jakoś odreagować. Wiadomo co wtedy – chodzą w szortach, jodłują, udają, że nie są Niemcami i takie tam. W każdym razie dziwni są niesłychanie. A jak już Austriak, w dodatku poeta-eksperymentator, trafia do MATRIKSA, to wiedzcie, że coś musi się wydarzyć. Ernst, jak na kulturalnego wiedeńczyka i natchnionego twórcę przystało, postanowił złożyć nam serdeczne życzenia z okazji objęcia turnieju swoim patronatem. I przy okazji w ich duchu pokierować przebiegiem rozgrywek. Popełnił więc coś takiego:
życzenie*
my wszyscy życzymy każdemu wszystkiego dobrego:
żeby o włos uniknął ciosu dobrze mierzonego;
żeby, wprawdzie trafiony, widocznie nie krwawił,
żeby, jeśli już krwawi, do końca się nie wykrwawił;
żeby, już się wykrwawiając, bólu nie czuł jeszcze;
żeby, bólem rozdzierany, mógł powrócić w miejsce,
gdzie stał, zanim zrobił pierwszy fałszywy krok -
my każdy życzymy wszystkim wszystkiego dobrego.
I co z tego wyszło? Ano Dominik został dobrze trafiony w trzeciej rundzie przez Rafała, ale nie wykrwawił się do końca. Nie wiadomo czy był bólem rozdzierany, w każdym razie nawet kiedy zdarzało mu się robić kolejne fałszywe kroki (np. puszczenie w partii z Haliną oczywistego „kita” FUCZ), to najwyraźniej wszyscy życzyli mu wszystkiego dobrego. Dominik wygrał turniej i powrócił tam, gdzie stoi najczęściej ze wszystkich bywalców klubu, czyli miejsce z napisem: lider rankingu.
Rafał chytrze unikał mierzonych ciosów. Do czasu. Doigrał się w czwartej rundzie (po tym, jak zaaplikował Dominikowi 565 punktów), kiedy to Mariola zasiadła przy stole i urządziła sobie „Wielkie Żarcie”. Rewanż z Dominikiem zawalił na własne życzenie i w konsekwencji wylądował z trzema wygranymi na drugim miejscu. Pierwszą trójkę uzupełniła dawno niewidziana na podium Mariola, która turniej rozpoczęła od dwóch porażek i bye’a, jednak dobry finisz i życzenia patrona zrobiły swoje.
Tuż za podium znalazł się Piotrek, który napomknął, żeby w relacji nie wspominać o jego dwóch partiach z rzędu bez siódemki. No, ale chyba nie po to napomykał, żeby o tym nie wspominać? Patron pofiglował też z Maćkiem. Najpierw sprawił, że przegrał z Rafałem, później spojrzał łaskawszym okiem i pozwolił na wygrane z Haliną i Mariolą, a następnie wcielił się w Katarzynę, żeby skarcić tygodniowego lidera rankingu. Krajobrazu dopełnił bye w ostatniej rundzie i MaCzu z dwoma zwycięstwami zajął piąte miejsce.
Dziewoje Katarzyna i Halina wygrały po jednej partii i zajęły odpowiednio szóstą i siódmą lokatę. Ernst Jandl szczególnego psikusa zrobił Halinie, która powołała go na patrona turnieju. Pozwolić swojej matriksowej matce chrzestnej na zamknięcie stawki? Nieładnie Panie Jandl. Cóż, Austriacy są dziwni.
*W tłum. Krzysztofa Jachimczaka
Wyniki turnieju
życzenie*
my wszyscy życzymy każdemu wszystkiego dobrego:
żeby o włos uniknął ciosu dobrze mierzonego;
żeby, wprawdzie trafiony, widocznie nie krwawił,
żeby, jeśli już krwawi, do końca się nie wykrwawił;
żeby, już się wykrwawiając, bólu nie czuł jeszcze;
żeby, bólem rozdzierany, mógł powrócić w miejsce,
gdzie stał, zanim zrobił pierwszy fałszywy krok -
my każdy życzymy wszystkim wszystkiego dobrego.
I co z tego wyszło? Ano Dominik został dobrze trafiony w trzeciej rundzie przez Rafała, ale nie wykrwawił się do końca. Nie wiadomo czy był bólem rozdzierany, w każdym razie nawet kiedy zdarzało mu się robić kolejne fałszywe kroki (np. puszczenie w partii z Haliną oczywistego „kita” FUCZ), to najwyraźniej wszyscy życzyli mu wszystkiego dobrego. Dominik wygrał turniej i powrócił tam, gdzie stoi najczęściej ze wszystkich bywalców klubu, czyli miejsce z napisem: lider rankingu.
Rafał chytrze unikał mierzonych ciosów. Do czasu. Doigrał się w czwartej rundzie (po tym, jak zaaplikował Dominikowi 565 punktów), kiedy to Mariola zasiadła przy stole i urządziła sobie „Wielkie Żarcie”. Rewanż z Dominikiem zawalił na własne życzenie i w konsekwencji wylądował z trzema wygranymi na drugim miejscu. Pierwszą trójkę uzupełniła dawno niewidziana na podium Mariola, która turniej rozpoczęła od dwóch porażek i bye’a, jednak dobry finisz i życzenia patrona zrobiły swoje.
Tuż za podium znalazł się Piotrek, który napomknął, żeby w relacji nie wspominać o jego dwóch partiach z rzędu bez siódemki. No, ale chyba nie po to napomykał, żeby o tym nie wspominać? Patron pofiglował też z Maćkiem. Najpierw sprawił, że przegrał z Rafałem, później spojrzał łaskawszym okiem i pozwolił na wygrane z Haliną i Mariolą, a następnie wcielił się w Katarzynę, żeby skarcić tygodniowego lidera rankingu. Krajobrazu dopełnił bye w ostatniej rundzie i MaCzu z dwoma zwycięstwami zajął piąte miejsce.
Dziewoje Katarzyna i Halina wygrały po jednej partii i zajęły odpowiednio szóstą i siódmą lokatę. Ernst Jandl szczególnego psikusa zrobił Halinie, która powołała go na patrona turnieju. Pozwolić swojej matriksowej matce chrzestnej na zamknięcie stawki? Nieładnie Panie Jandl. Cóż, Austriacy są dziwni.
*W tłum. Krzysztofa Jachimczaka
Wyniki turnieju
Autor: Rafał





