4 lipca – sięgamy gwiazd
Gramy po raz 37.
4 lipca wydaje się datą szczególną – na pewno jest taką dla USA, które obchodzi wtedy swoje święto niepodległości. Niektórym bardziej kojarzy się ona z filmem „Urodzony 4 lipca”, pokazującym zaangażowanie tychże Stanów w wojnę w Wietnamie. Jego bohater sięgał gwiazd, ale bardziej tych ze sztandaru amerykańskiego, aby je zerwać. Inni bohaterowie urodzeni tego dnia zapisali się jednak wielkimi czynami – w tym dniu przyszedł na świat Jan Kozietulski, dowódca legendarnej, i jakże polskiej, szarży szwoleżerów w wąwozie Somosierra, urodził się także Giuseppe Garibaldi, dzięki któremu Włochy są państwem zjednoczonym i mogły grać w finale Euro 2012 z Hiszpanią, której szarża Kozietulskiego jednak nie pogrzebała. Wreszcie, dla lekkiego stonowania tych podniosłych wspomnień, 4 lipca jest podobno także od niedawna Światowym Dniem Mleka (wprawdzie ustanowionym przez polskich mleczarzy, ale dzień jest światowy i już).
Rozgrywanie turnieju scrabble tego dnia nie będzie zatem zwykłą zabawą – aby jednak nie zamienił się on w krwawą batalię, jego patronem zostanie człowiek, który również sięgnął gwiazd, ale w zupełnie inny sposób. Wprawdzie on także był wojskowym (dosłużył się nawet stopnia pułkownika), ale w większym stopniu zajmował się geografią i geodezją niż wojaczką. Znaczną część życia spędził w Indiach, a jego dom i zarazem laboratorium, choć mocno zniszczony, jest obecnie pod ochroną hinduskich archeologów. W domu tym ów Walijczyk pracował bowiem nad mapą Indii i całego subkontynentu. Zasługi, które poczynił tą pracą dla Imperium Brytyjskiego były tak duże, że w 1865 roku, jeszcze za życia naszego patrona, postanowiono nazwać jego imieniem jedną z gór w Himalajach noszącą do tej pory niepozorną nazwę Szczyt XV. I w ten sposób światu objawił się Mount Everest, który, jako żywo, niepozorny już nie jest.
George Everest, który urodził się w 1790, a zmarł w 1866 roku, na swój sposób sięgnął zatem gwiazd. Jego imieniem nazwano górę – siedzibę bogów zdaniem miejscowej ludności i Dach Świata, jak dzisiaj nazywa się szczyt. Kto wejdzie na jego wierzchołek zapewne może czuć się przez chwilę panem świata. Nie da się jednak na szczycie przebywać zbyt długo – każdy w końcu musi zejść w doliny. Tak samo jest z wygranymi w scrabble – gdy osiągnie się zwycięstwo trzeba liczyć się z tym, że to początek drogi w dół. A gdy jest się w dolinie, to z kolei marzy się o powrocie na górę.
I z taką huśtawką emocji będą mierzyć się po raz kolejny członkowie i goście klubu MATRIKS 4 lipca, jak zwykle w środę o 18.30, w Małej Kawce. Niech wszyscy zatem patrzą w górę i próbują sięgnąć gwiazd – a ci, którym się to tym razem nie uda niech się nie załamują – każdy ma swój Mount Everest i w końcu powinien go zdobyć. Zapraszamy.
Rozgrywanie turnieju scrabble tego dnia nie będzie zatem zwykłą zabawą – aby jednak nie zamienił się on w krwawą batalię, jego patronem zostanie człowiek, który również sięgnął gwiazd, ale w zupełnie inny sposób. Wprawdzie on także był wojskowym (dosłużył się nawet stopnia pułkownika), ale w większym stopniu zajmował się geografią i geodezją niż wojaczką. Znaczną część życia spędził w Indiach, a jego dom i zarazem laboratorium, choć mocno zniszczony, jest obecnie pod ochroną hinduskich archeologów. W domu tym ów Walijczyk pracował bowiem nad mapą Indii i całego subkontynentu. Zasługi, które poczynił tą pracą dla Imperium Brytyjskiego były tak duże, że w 1865 roku, jeszcze za życia naszego patrona, postanowiono nazwać jego imieniem jedną z gór w Himalajach noszącą do tej pory niepozorną nazwę Szczyt XV. I w ten sposób światu objawił się Mount Everest, który, jako żywo, niepozorny już nie jest.
George Everest, który urodził się w 1790, a zmarł w 1866 roku, na swój sposób sięgnął zatem gwiazd. Jego imieniem nazwano górę – siedzibę bogów zdaniem miejscowej ludności i Dach Świata, jak dzisiaj nazywa się szczyt. Kto wejdzie na jego wierzchołek zapewne może czuć się przez chwilę panem świata. Nie da się jednak na szczycie przebywać zbyt długo – każdy w końcu musi zejść w doliny. Tak samo jest z wygranymi w scrabble – gdy osiągnie się zwycięstwo trzeba liczyć się z tym, że to początek drogi w dół. A gdy jest się w dolinie, to z kolei marzy się o powrocie na górę.
I z taką huśtawką emocji będą mierzyć się po raz kolejny członkowie i goście klubu MATRIKS 4 lipca, jak zwykle w środę o 18.30, w Małej Kawce. Niech wszyscy zatem patrzą w górę i próbują sięgnąć gwiazd – a ci, którym się to tym razem nie uda niech się nie załamują – każdy ma swój Mount Everest i w końcu powinien go zdobyć. Zapraszamy.
Autor: Marek





