Od palanta do belcanta
32. spotkanie w MATRIKSIE
Mieczysław Fogg (właściwie Fogiel) urodził się w Warszawie 30 maja 1901 roku. Zmarł 3 września 1990 roku. Przez całe życie związany był z Warszawą. Ojciec zaplanował mu solidny i dobrze wówczas płatny zawód – kolejarza. Mietek od dzieciństwa lubił jednak śpiewać i robił to w każdej możliwej sytuacji. Jego pierwszym wielkim szlagierem był utwór „Góralu, czy ci nie żal” odśpiewywany podczas rodzinnych spotkań.
Mieczysław po odbyciu służby wojskowej trafił (zgodnie z oczekiwaniami ojca) do PKP. Przez wiele lat pełnił tam funkcję kasjera, tudzież (po awansie) starszego kasjera.
Dobrym znajomym Mietka z lat młodzieńczych był niejaki Rudy Bronek, król warszawskich klakierów i jednocześnie niezastąpiony konik, który zawsze miał na zbyciu bilety np. do operetki, uwielbianej przez rodziców naszego patrona. Rudy Bronek był mistrzem w swoim fachu, np. w ramach dodatkowo płatnej usługi oferował informacje na temat libretta oraz obsady. W późniejszych latach został nawet na chwilę szefem Mietka, który (po śmierci ojca) też zatrudnił się jako klakier.
Fogg nigdy nie zrezygnował ze swoich marzeń o śpiewaniu. Podczas gdy jego rówieśnicy z zapałem grywali w palanta, on występował w chórze kościelnym, gdzie zauważył go Ludwik Sempoliński, który zasugerował mu dalszą naukę śpiewu. Ojciec nie wierzył, że edukacja muzyczna syna przyniesie jakiekolwiek efekty. „Prędzej mi wyrośnie Lasek Bielański na dłoni, niż ty zostaniesz śpiewakiem”, mawiał, i w tym przekonaniu zmarł (1925), nie doczekawszy pierwszego profesjonalnego występu syna (1929) oraz jego dalszych sukcesów.
Mieczysław Fogg zadebiutował jako członek Chóru Dana w kabarecie „Qui Pro Quo”. Wykonane wówczas piosenki argentyńskie zdobyły serca publiczności, która sądziła, iż jest to autentyczny zespół z Argentyny. Pracownik ambasady argentyńskiej też dał się na to nabrać. Potem zmieniono image zespołu, a po kolejnym występie Mieczysław odebrał gratulacje od samego Karola Szymanowskiego.
Fogg przez dłuższy czas planował swoją karierę jako śpiewak operowy. Ale w kabarecie można było zarobić więcej. Dlatego początkowo zdecydował się właśnie na kabaret. Jego pierwsza płyta, wydana rok po debiucie, zawierała słynną piosenkę „Ta ostatnia niedziela” (przedwojenny nakład tego utworu wyniósł ponad 100 000 egz.). Występował na scenach całego świata przez ponad 50 lat. W 1972 r. – po śmierci Maurice’a Chevaliera – okazał się najstarszym koncertującym piosenkarzem świata. Z jego osobą, a właściwie żywotnością sceniczną, wiąże się sporo anegdot i dowcipów, jak ten o mumii egipskiej pytającej archeologów: „Czy Mietek Fogg jeszcze śpiewa?”. No, cóż… każda sława obrasta swoją legendą.
Już w najbliższą środę przekonamy się, kto gra w scrabble w stylu palanta, a kto na miarę belcanta. Zapraszamy w imieniu klubu MATRIKS oraz patrona środowego turnieju.
Mieczysław po odbyciu służby wojskowej trafił (zgodnie z oczekiwaniami ojca) do PKP. Przez wiele lat pełnił tam funkcję kasjera, tudzież (po awansie) starszego kasjera.
Dobrym znajomym Mietka z lat młodzieńczych był niejaki Rudy Bronek, król warszawskich klakierów i jednocześnie niezastąpiony konik, który zawsze miał na zbyciu bilety np. do operetki, uwielbianej przez rodziców naszego patrona. Rudy Bronek był mistrzem w swoim fachu, np. w ramach dodatkowo płatnej usługi oferował informacje na temat libretta oraz obsady. W późniejszych latach został nawet na chwilę szefem Mietka, który (po śmierci ojca) też zatrudnił się jako klakier.
Fogg nigdy nie zrezygnował ze swoich marzeń o śpiewaniu. Podczas gdy jego rówieśnicy z zapałem grywali w palanta, on występował w chórze kościelnym, gdzie zauważył go Ludwik Sempoliński, który zasugerował mu dalszą naukę śpiewu. Ojciec nie wierzył, że edukacja muzyczna syna przyniesie jakiekolwiek efekty. „Prędzej mi wyrośnie Lasek Bielański na dłoni, niż ty zostaniesz śpiewakiem”, mawiał, i w tym przekonaniu zmarł (1925), nie doczekawszy pierwszego profesjonalnego występu syna (1929) oraz jego dalszych sukcesów.
Mieczysław Fogg zadebiutował jako członek Chóru Dana w kabarecie „Qui Pro Quo”. Wykonane wówczas piosenki argentyńskie zdobyły serca publiczności, która sądziła, iż jest to autentyczny zespół z Argentyny. Pracownik ambasady argentyńskiej też dał się na to nabrać. Potem zmieniono image zespołu, a po kolejnym występie Mieczysław odebrał gratulacje od samego Karola Szymanowskiego.
Fogg przez dłuższy czas planował swoją karierę jako śpiewak operowy. Ale w kabarecie można było zarobić więcej. Dlatego początkowo zdecydował się właśnie na kabaret. Jego pierwsza płyta, wydana rok po debiucie, zawierała słynną piosenkę „Ta ostatnia niedziela” (przedwojenny nakład tego utworu wyniósł ponad 100 000 egz.). Występował na scenach całego świata przez ponad 50 lat. W 1972 r. – po śmierci Maurice’a Chevaliera – okazał się najstarszym koncertującym piosenkarzem świata. Z jego osobą, a właściwie żywotnością sceniczną, wiąże się sporo anegdot i dowcipów, jak ten o mumii egipskiej pytającej archeologów: „Czy Mietek Fogg jeszcze śpiewa?”. No, cóż… każda sława obrasta swoją legendą.
Już w najbliższą środę przekonamy się, kto gra w scrabble w stylu palanta, a kto na miarę belcanta. Zapraszamy w imieniu klubu MATRIKS oraz patrona środowego turnieju.
Autor: Mariola





