XXXI Turniej w MATRIKSIE im. Edwarda Lorenza
Teoria chaosu w praktyce
Nikogo nie trzeba przekonywać, że scrabble to gra nieprzewidywalna, a rozstrzygnięcia w rozgrywkach (i poszczególnych partiach) zależą od trudnej do porachowania liczby czynników. Jeśli spróbować wziąć pod uwagę zmienne, które mogą decydować o końcowym sukcesie, to wychodzi na to, że nasza dziwaczna gra jest zdecydowanie lorenzowskim pomiotem.
O ile według patrona naszego turnieju nie da się stwierdzić, który motyl trzepocąc skrzydłami w Ohio powoduje burzę piaskową w Teksasie, o tyle ustalenie tożsamości jego matriksowego odpowiednika nie stanowi problemu. A imię jego… Agnieszka. W swoim drugim klubowym występie po raz kolejny ograła Rafała, następnie rozprawiła się z Maćkiem, wreszcie postanowiła doprowadzić Dominika do stanu przedzawałowego, ale ostatecznie uległa liderowi rankingu różnicą trzech punktów. I kiedy słońce chyliło się już ku zachodowi, przez uchylone okna wpadały komary i wypadały skłębione od intensywnego anagramowania zestawy liter, a Rymkiewicza dzieliły lata świetlne od podejrzeń, w jaki sposób grupa wariatów potrafi w Milanówku bawić się słowami – motyl zamachał skrzydłami. I odleciał do domu. Mimo tylko trzech rozegranych partii, dwa zwycięstwa pozwoliły na zajęcie miejsca tuż za podium.
Po raz pierwszy zdarzyło się, żeby turniej był tak sfeminizowany, a liczba uczestniczek przewyższała liczbę zawodników. Dżentelmeni (albo i nie?) okopali się jednak na swoich pozycjach dochodząc do wniosku, że tanio skóry nie sprzedadzą. W efekcie dziewczęta zaabsorbowane walką nie tylko z brzydalami, ale i między sobą, wygrały po jednej partii. Halina (którą serdecznie zachęcamy do częstszych odwiedzin) wygrała z Mariolą, Kasia z Haliną, i tylko Mariola postanowiła spacyfikować Maćka. Z kolei Maciek wszystkie pięć partii rozegrał z paniami i dwukrotnie uległ ich urokowi. Wystarczyło to jednak, do zajęcia najniższego stopnia podium.
W przedostatniej rundzie Rafał miał okazję powstrzymać zwycięski pochód Dominika. Niestety dzięki cudownemu nagromadzeniu spółgłosek w samej końcówce przegrał trzydziestoma punktami. Na rundę przed końcem było wiadomo, że Dominik zatriumfuje po raz siódmy. Świadomość tego faktu najwyraźniej wpłynęła na niego rozluźniająco ponieważ w ostatniej partii pozwolił sobie na pierwszą stratę w turnieju (SNADZIOM). Wygrana umożliwiła niżej podpisanemu obronienie drugiego miejsca przed zakusami Maćka.
W ten oto sposób z chaosu wyłoniła się klasyfikacja końcowa, którą można przestudiować poniżej.
Wyniki turnieju
O ile według patrona naszego turnieju nie da się stwierdzić, który motyl trzepocąc skrzydłami w Ohio powoduje burzę piaskową w Teksasie, o tyle ustalenie tożsamości jego matriksowego odpowiednika nie stanowi problemu. A imię jego… Agnieszka. W swoim drugim klubowym występie po raz kolejny ograła Rafała, następnie rozprawiła się z Maćkiem, wreszcie postanowiła doprowadzić Dominika do stanu przedzawałowego, ale ostatecznie uległa liderowi rankingu różnicą trzech punktów. I kiedy słońce chyliło się już ku zachodowi, przez uchylone okna wpadały komary i wypadały skłębione od intensywnego anagramowania zestawy liter, a Rymkiewicza dzieliły lata świetlne od podejrzeń, w jaki sposób grupa wariatów potrafi w Milanówku bawić się słowami – motyl zamachał skrzydłami. I odleciał do domu. Mimo tylko trzech rozegranych partii, dwa zwycięstwa pozwoliły na zajęcie miejsca tuż za podium.
Po raz pierwszy zdarzyło się, żeby turniej był tak sfeminizowany, a liczba uczestniczek przewyższała liczbę zawodników. Dżentelmeni (albo i nie?) okopali się jednak na swoich pozycjach dochodząc do wniosku, że tanio skóry nie sprzedadzą. W efekcie dziewczęta zaabsorbowane walką nie tylko z brzydalami, ale i między sobą, wygrały po jednej partii. Halina (którą serdecznie zachęcamy do częstszych odwiedzin) wygrała z Mariolą, Kasia z Haliną, i tylko Mariola postanowiła spacyfikować Maćka. Z kolei Maciek wszystkie pięć partii rozegrał z paniami i dwukrotnie uległ ich urokowi. Wystarczyło to jednak, do zajęcia najniższego stopnia podium.
W przedostatniej rundzie Rafał miał okazję powstrzymać zwycięski pochód Dominika. Niestety dzięki cudownemu nagromadzeniu spółgłosek w samej końcówce przegrał trzydziestoma punktami. Na rundę przed końcem było wiadomo, że Dominik zatriumfuje po raz siódmy. Świadomość tego faktu najwyraźniej wpłynęła na niego rozluźniająco ponieważ w ostatniej partii pozwolił sobie na pierwszą stratę w turnieju (SNADZIOM). Wygrana umożliwiła niżej podpisanemu obronienie drugiego miejsca przed zakusami Maćka.
W ten oto sposób z chaosu wyłoniła się klasyfikacja końcowa, którą można przestudiować poniżej.
Wyniki turnieju
Autor: Rafał





