Koniec i przecinek – niezły <i>Zgryz</i>
30. spotkanie w MATRIKSIE
Jan Maciej Zembaty urodził się 16 maja 1944 r. w Tarnowie. Zmarł w lipcu ubiegłego roku w Warszawie. W pamięci utkwiły mi przede wszystkim jego słuchowiska radiowe – Rodzina Poszepszyńskich i Przygody wuja Alberta (wersja 1.). Stanowiły one niezwykłe nagromadzenie oraz połączenie elementów pure nonsense i czarnego humoru.
Na przykład dziadek Jacek Maria Poszepszyński był m.in. weteranem wojny japońsko-rosyjskiej w Mandżurii i kombatantem obu wojen światowych, walczącym w Kaliszu; inwalidą w 125%, a jednocześnie niezwykle sprawnym fizycznie staruszkiem, który miał słabość do dwóch rzeczy: dżemów (truskawkowego i muchomorowego, które konsumował z surowymi ziemniakami, cebulą lub węgorzem) oraz kobiet w każdym niemal wieku.
Wuj Albert (bohater drugiej audycji) to syn hinduskiego trenera słoni, który miał sztuczną nogę, podarowaną mu przez kochankę. Jego ulubione powiedzenie to: koniec i przecinek. Był wynalazcą uniwersalnej szczoteczki do: butów, paznokci i zębów. Flirtowała z nim kompletnie zdemoralizowana wnuczka. W tym słuchowisku (pośrednio) pojawiła się też postać Wincentego Pazura – lunatyka-kleptomana. Trzeba mieć naprawdę dużą wyobraźnię, żeby wymyślać takie rzeczy. Mnie chyba nie pomogłyby nawet surowe ziemniaki polane dżemem muchomorowym, chociaż…? Nie próbowałam.
Przyznam, że Zembaty nigdy nie fascynował mnie jako bard. Tłumaczenie tekstów Cohena, a ich aranżacja i śpiewanie – to jednak spora różnica. Teoretycznie głos podobny: niski, chrapliwy – ale u Cohena miły dla ucha, wręcz seksowny – u Zembatego zgrzytliwy, prześmiewczy. Ale to tylko moja opinia.
W biografii Macieja Zembatego zaciekawiło mnie kilka faktów, np. to, że uczęszczał do liceum plastycznego, w którym nauczycielem historii był Jacek Kuroń. Zdziwiła mnie również problematyka jego pracy magisterskiej, czyli gwara więzienna (grypsera), którą też kiedyś się interesowałam (zwłaszcza dzięki konsultacjom z p. Klemensem Stępniakiem – pierwszym polskim autorem słownika gwary więziennej i przestępczej).
Zapomniałam kompletnie o tym, że to Maciej Zembaty zorganizował I Przegląd Piosenki Prawdziwej „Zakazane Piosenki” w hali „Olivii” w Gdańsku w 1981 roku, a przecież tam byłam. Ciekawe, że z tej imprezy zapamiętałam przede wszystkim Kaczmarskiego, Gintrowskiego i Rosiewicza oraz moich kolegów z kabaretu Bąbel – Krzyśka Sałatę i Jurka Klesyka.
Pamięć, na szczęście, działa wybiórczo, bo to dobre dla naszego zdrowia psychicznego. Niemniej jednak pamiętajmy o tym, że w najbliższą środę znowu będzie niezły zgryz (jak w tytule autorskiego programu Zembatego), żeby pokonać przeciwników w MATRIKSIE.
Na „zembate” potyczki, w imieniu całego Klubu, zaprasza:
Na przykład dziadek Jacek Maria Poszepszyński był m.in. weteranem wojny japońsko-rosyjskiej w Mandżurii i kombatantem obu wojen światowych, walczącym w Kaliszu; inwalidą w 125%, a jednocześnie niezwykle sprawnym fizycznie staruszkiem, który miał słabość do dwóch rzeczy: dżemów (truskawkowego i muchomorowego, które konsumował z surowymi ziemniakami, cebulą lub węgorzem) oraz kobiet w każdym niemal wieku.
Wuj Albert (bohater drugiej audycji) to syn hinduskiego trenera słoni, który miał sztuczną nogę, podarowaną mu przez kochankę. Jego ulubione powiedzenie to: koniec i przecinek. Był wynalazcą uniwersalnej szczoteczki do: butów, paznokci i zębów. Flirtowała z nim kompletnie zdemoralizowana wnuczka. W tym słuchowisku (pośrednio) pojawiła się też postać Wincentego Pazura – lunatyka-kleptomana. Trzeba mieć naprawdę dużą wyobraźnię, żeby wymyślać takie rzeczy. Mnie chyba nie pomogłyby nawet surowe ziemniaki polane dżemem muchomorowym, chociaż…? Nie próbowałam.
Przyznam, że Zembaty nigdy nie fascynował mnie jako bard. Tłumaczenie tekstów Cohena, a ich aranżacja i śpiewanie – to jednak spora różnica. Teoretycznie głos podobny: niski, chrapliwy – ale u Cohena miły dla ucha, wręcz seksowny – u Zembatego zgrzytliwy, prześmiewczy. Ale to tylko moja opinia.
W biografii Macieja Zembatego zaciekawiło mnie kilka faktów, np. to, że uczęszczał do liceum plastycznego, w którym nauczycielem historii był Jacek Kuroń. Zdziwiła mnie również problematyka jego pracy magisterskiej, czyli gwara więzienna (grypsera), którą też kiedyś się interesowałam (zwłaszcza dzięki konsultacjom z p. Klemensem Stępniakiem – pierwszym polskim autorem słownika gwary więziennej i przestępczej).
Zapomniałam kompletnie o tym, że to Maciej Zembaty zorganizował I Przegląd Piosenki Prawdziwej „Zakazane Piosenki” w hali „Olivii” w Gdańsku w 1981 roku, a przecież tam byłam. Ciekawe, że z tej imprezy zapamiętałam przede wszystkim Kaczmarskiego, Gintrowskiego i Rosiewicza oraz moich kolegów z kabaretu Bąbel – Krzyśka Sałatę i Jurka Klesyka.
Pamięć, na szczęście, działa wybiórczo, bo to dobre dla naszego zdrowia psychicznego. Niemniej jednak pamiętajmy o tym, że w najbliższą środę znowu będzie niezły zgryz (jak w tytule autorskiego programu Zembatego), żeby pokonać przeciwników w MATRIKSIE.
Na „zembate” potyczki, w imieniu całego Klubu, zaprasza:
Autor: Mariola





