XXVIII Turniej w MATRIKSIE im. Aleksandra Kiereńskiego
Nie dawaj przeciwnikowi sznura…
Aleksander Kiereński, przez kilka miesięcy premier Rządu Tymczasowego Rosji po rewolucji lutowej w 1917 roku, jedynym okresie w dziejach tego państwa dającym szansę na utworzenie ustroju demokratycznego, okazał się niewłaściwym człowiekiem w niewłaściwym miejscu. Nie wyczuwał nastrojów narodu zmęczonego długotrwałą wojną – jeszcze jako minister wojny zarządził ofensywę na Wołyniu, która przyniosła wielkie straty, a już jako premier źle zinterpretował działania generała Korniłowa, który wysłał wojska na Piotrogród, aby bronić go przed rewoltą bolszewicką, tymczasem Kiereński w obawie przed domniemanym zamachem stanu Korniłowa zwrócił się o pomoc do… bolszewików, którzy byli wtedy zdelegalizowani. W ten sposób potwierdził niestety sens słów Lenina, który, przy innej wprawdzie okazji, powiedział: „kapitaliści sprzedadzą nam sznur, na którym ich powiesimy” – Kiereński już kilka miesięcy później musiał żałować sięgnięcia po bolszewików, którzy obalili jego rząd i zaprowadzili totalitarny system na olbrzymim obszarze Eurazji.
Jak ta smutna historia ma się do naszych scrabbli? Cóż, wspominała już o tym w zapowiedzi turnieju Kasia – tak, jak w polityce, tak i w scrabblach nie można przesadnie pomagać naszemu partnerowi przy planszy, bo szybko może to obrócić się przeciwko nam. Najbardziej doświadczył tego Rafał, który, gdy blokował i pilnował planszy, to wygrywał. Gdy natomiast zachciało mu się zagrać „radosną” partię z Piotrkiem, to przegrał.
Piotrek z kolei, mimo, że nie wyciąga nauk z dziejów Kiereńskiego i daje swoim przeciwnikom broń do ręki, to jednak wychodzi na tym dużo lepiej, niż patron naszego turnieju. Wystawiał dobre literki Rafałowi i wygrał. Takie same uprzejmości prawił Kasi i także wygrał. Wprawdzie więcej w tym było szczęścia, niż kunsztu ;), ale szczęście także jest potrzebne w scrabblach.
Właściwym człowiekiem we właściwym czasie i miejscu po raz kolejny okazał się Dominik, który wygrał wszystkie 5 partii i niezagrożony zwyciężył w turnieju. Drugi, ze stratą dwóch dużych punktów był Rafał, a trzeci Marek.
Turniej miał posmak pewnej tymczasowości – niektórzy nasi klubowi reprezentanci byli mocno zmęczeni występem w Wałczu i albo przegrywali swoje partie, jak Mariola albo spóźniali się na turniej, jak Piotrek. Maciek w ogóle pojawił się pod sam koniec, a bye’a udało się nam uniknąć tylko dzięki zaangażowaniu naszego gospodarza, który nie tylko był tak miły, że specjalnie dla nas otworzył zamknięty lokal, ale także dołączał do gry, gdy groziła nam nieparzysta liczba graczy. Bardzo dziękujemy!
Wspomnieć trzeba jeszcze o trzech sprawach – Mariola z Rafałem rozegrali partię, która do pewnego momentu wyglądała kuriozalnie i tak samo mogła się zakończyć. Oboje zawodników mocno wzięło sobie przestrogę z dziejów patrona i tak wspólnie zablokowali planszę, że prawie utracili możliwość wykonywania ruchów po 7–8 kolejkach. Mieli już po komplecie wymian, zaczęli wykonywać prawdziwe i taktyczne straty i w oczy zajrzało im widmo zakończenia gry przed czasem i odpisanie ze stojaków tkwiących tam literek. Pat ten przerwał Rafał, któremu groziła w takiej sytuacji przegrana (miał za dużą stratę i nawet tłusty stojak Marioli by nie pomógł). Desperacko wykorzystał blanka na ruch za 18 punktów, który otworzył planszę i w konsekwencji opłacił się Rafałowi – odrobił stratę, położył SZPARKI, mając przewagę natychmiast z powrotem zablokował planszę i ukisił Mariolę z blankiem. Ostateczny wynik (386–285) nie wskazuje na taki kuriozalny przebieg gry, a jednak…
Maciek wyśrubował rekord w kategorii „najwięcej małych i przegrana” do 447 – to ostatnio najczęściej bity rekord w klubie, z niecierpliwością czekamy na kolejne „ofiary”.
I wreszcie, last but not least, a wręcz rzecz najważniejsza – turniejowi patronował Kiereński, ale sponsorem była Mariola, która obchodziła swoje osobiste urodziny tego właśnie dnia. Niestety, koleżeństwo klubowe niespecjalnie sprawiło się z prezentami przy planszy, zatem tą drogą jeszcze raz życzymy Marioli wszystkiego dobrego – dużo zdrowia, pogody ducha, formy scrabblowej i wielu siódemek, na które jest miejsce na planszy :)
Wyniki turnieju
Jak ta smutna historia ma się do naszych scrabbli? Cóż, wspominała już o tym w zapowiedzi turnieju Kasia – tak, jak w polityce, tak i w scrabblach nie można przesadnie pomagać naszemu partnerowi przy planszy, bo szybko może to obrócić się przeciwko nam. Najbardziej doświadczył tego Rafał, który, gdy blokował i pilnował planszy, to wygrywał. Gdy natomiast zachciało mu się zagrać „radosną” partię z Piotrkiem, to przegrał.
Piotrek z kolei, mimo, że nie wyciąga nauk z dziejów Kiereńskiego i daje swoim przeciwnikom broń do ręki, to jednak wychodzi na tym dużo lepiej, niż patron naszego turnieju. Wystawiał dobre literki Rafałowi i wygrał. Takie same uprzejmości prawił Kasi i także wygrał. Wprawdzie więcej w tym było szczęścia, niż kunsztu ;), ale szczęście także jest potrzebne w scrabblach.
Właściwym człowiekiem we właściwym czasie i miejscu po raz kolejny okazał się Dominik, który wygrał wszystkie 5 partii i niezagrożony zwyciężył w turnieju. Drugi, ze stratą dwóch dużych punktów był Rafał, a trzeci Marek.
Turniej miał posmak pewnej tymczasowości – niektórzy nasi klubowi reprezentanci byli mocno zmęczeni występem w Wałczu i albo przegrywali swoje partie, jak Mariola albo spóźniali się na turniej, jak Piotrek. Maciek w ogóle pojawił się pod sam koniec, a bye’a udało się nam uniknąć tylko dzięki zaangażowaniu naszego gospodarza, który nie tylko był tak miły, że specjalnie dla nas otworzył zamknięty lokal, ale także dołączał do gry, gdy groziła nam nieparzysta liczba graczy. Bardzo dziękujemy!
Wspomnieć trzeba jeszcze o trzech sprawach – Mariola z Rafałem rozegrali partię, która do pewnego momentu wyglądała kuriozalnie i tak samo mogła się zakończyć. Oboje zawodników mocno wzięło sobie przestrogę z dziejów patrona i tak wspólnie zablokowali planszę, że prawie utracili możliwość wykonywania ruchów po 7–8 kolejkach. Mieli już po komplecie wymian, zaczęli wykonywać prawdziwe i taktyczne straty i w oczy zajrzało im widmo zakończenia gry przed czasem i odpisanie ze stojaków tkwiących tam literek. Pat ten przerwał Rafał, któremu groziła w takiej sytuacji przegrana (miał za dużą stratę i nawet tłusty stojak Marioli by nie pomógł). Desperacko wykorzystał blanka na ruch za 18 punktów, który otworzył planszę i w konsekwencji opłacił się Rafałowi – odrobił stratę, położył SZPARKI, mając przewagę natychmiast z powrotem zablokował planszę i ukisił Mariolę z blankiem. Ostateczny wynik (386–285) nie wskazuje na taki kuriozalny przebieg gry, a jednak…
Maciek wyśrubował rekord w kategorii „najwięcej małych i przegrana” do 447 – to ostatnio najczęściej bity rekord w klubie, z niecierpliwością czekamy na kolejne „ofiary”.
I wreszcie, last but not least, a wręcz rzecz najważniejsza – turniejowi patronował Kiereński, ale sponsorem była Mariola, która obchodziła swoje osobiste urodziny tego właśnie dnia. Niestety, koleżeństwo klubowe niespecjalnie sprawiło się z prezentami przy planszy, zatem tą drogą jeszcze raz życzymy Marioli wszystkiego dobrego – dużo zdrowia, pogody ducha, formy scrabblowej i wielu siódemek, na które jest miejsce na planszy :)
Wyniki turnieju
Autor: Marek





