Czy na pewno to los tak chce?
Przekonamy się po raz 27. w Matriksie
Zwykło się mówić, że scrabble to gra losowa, a wiele w niej zależy od literek, które wyciągniemy z worka. Bezwzględne prawa rachunku prawdopodobieństwa wskazują, że możliwe są takie zdarzenia, jak wyciągnięcie w trakcie turnieju pod patronatem Lukrecji Borgii zestawu literek „BORGII” przez autorkę zapowiedzi odbrązawiającej tę postać albo posiadanie na stojakach na dwóch sąsiednich stołach zestawu „ODKUrZA” i położenie go prawie w tym samym momencie (zdarzenie opisane na stronie www.pfs.org.pl). Ale czy na pewno to tylko przypadek? Trudno się dziwić, że scrabbliści, ludek przesądny, próbują tę losowość obłaskawić i wprowadzają elementy magiczne – próbują zaprzyjaźnić się z „workowym”, w odpowiedni sposób mieszają litery, martwią się zmarnowaniem dobrych literek, bo „scrabbl” się obrazi i nie da kolejnych. Jest też wiele innych sposobów.
Wiele o kwestii losowości/nielosowości mógłby powiedzieć patron najbliższego turnieju, austriacki fizyk Wolfgang Pauli. Miał to szczęście, że żył w czasach całej plejady wielkich naukowców i razem z nimi kładł podwaliny pod nowoczesną fizykę – mechanikę kwantową. W 1945 roku otrzymał Nagrodę Nobla za tzw. zakaz Pauliego – twierdzenie, że dwa elektrony nie mogą znajdować się w tym samym stanie kwantowym (umożliwiło to później badania składu chemicznego odległych gwiazd na podstawie ich widma), wykładał w Zurychu, a później na Uniwersytecie Princeton w USA; można powiedzieć – klasyczny naukowiec pełną gębą.
A jednak – ten wielki fizyk przez wiele lat współpracował z Carlem Jungiem, jednym z największych psychoanalityków XX wieku. Razem napisali książkę o teorii synchroniczności, która zakłada, że istnieją zjawiska niepowiązane ze sobą przyczynowo, ale ich współwystępowanie nie jest przypadkowe – mają one wspólne znaczenie, choć jest ono ukryte. Ta teoria nie może być uznana za naukową, bo nie da się jej sfalsyfikować (podobnie zresztą, jak psychoanalizy).
Bardzo głęboko wierzył także w tzw. efekt Pauliego, polegający, ogólnie rzecz ujmując, na niewytłumaczalnym niszczeniu lub uszkadzaniu sprzętu laboratoryjnego w jego obecności – z całą pewnością nie jest to prawo fizyczne, ale nie przeszkadzało to naszemu patronowi.
Ten spór o to, co rządzi światem – przypadek czy zasady – był istotą fizyki w czasach Pauliego. Mechanika kwantowa u swoich podwalin zakłada losowość zdarzeń (określoną przez zasadę nieoznaczoności Heisenberga) – nie mógł się z tym pogodzić np. wielki Albert Einstein (słynne zdanie z listu do Nielsa Bohra – „Bóg nie gra w kości” oznaczające, że jeszcze nie odkryto teorii lepiej, niż mechanika kwantowa tłumaczącej i wyjaśniającej wszystkie zdarzenia, także w mikrostrukturach kwantowych, a zasada nieoznaczoności tylko tymczasowo uniemożliwia pełne poznanie natury świata). Samą zasadę Heisenberga interpretowano zresztą zarówno w tradycji klasycznej fizyki przyczynowo-skutkowej, jak tradycji niedeterministycznej. Pauli, pozostając naukowcem, potrafił zarazem przenieść się w sferę ocierającą się o magię lub o nieznaną naszym zmysłom rzeczywistość – zależnie od przyjętej interpretacji.
Tego sporu nie rozstrzygnęły najtęższe umysły ubiegłego stulecia, nie rozstrzygniemy i my. Siadając do planszy pamiętajmy jednak, że być może literki, które wyciągamy z worka nie są wcale wynikiem przypadku, ale przejawem głębszych znaczeń. Być może zasłużyliśmy sobie na taki, nomen omen, los. Pozytywne nastawienie, siła mentalna mogą to zmienić. A może to prostu pech albo szczęście? Bo przecież nie brak umiejętności – w to żaden scrabblista z Matriksa nie uwierzy.
Zapraszamy zatem na kolejną potyczkę z losem, workowym, pechem i szczęściem – już w środę 25 kwietnia, jak zwykle o 18.30. Wolfgang Pauli będzie nam towarzyszyć i na pewno wydarzą się niewytłumaczalne zbiegi okoliczności, które wcale nie będą przypadkowe – nie możecie tego przegapić.
Wiele o kwestii losowości/nielosowości mógłby powiedzieć patron najbliższego turnieju, austriacki fizyk Wolfgang Pauli. Miał to szczęście, że żył w czasach całej plejady wielkich naukowców i razem z nimi kładł podwaliny pod nowoczesną fizykę – mechanikę kwantową. W 1945 roku otrzymał Nagrodę Nobla za tzw. zakaz Pauliego – twierdzenie, że dwa elektrony nie mogą znajdować się w tym samym stanie kwantowym (umożliwiło to później badania składu chemicznego odległych gwiazd na podstawie ich widma), wykładał w Zurychu, a później na Uniwersytecie Princeton w USA; można powiedzieć – klasyczny naukowiec pełną gębą.
A jednak – ten wielki fizyk przez wiele lat współpracował z Carlem Jungiem, jednym z największych psychoanalityków XX wieku. Razem napisali książkę o teorii synchroniczności, która zakłada, że istnieją zjawiska niepowiązane ze sobą przyczynowo, ale ich współwystępowanie nie jest przypadkowe – mają one wspólne znaczenie, choć jest ono ukryte. Ta teoria nie może być uznana za naukową, bo nie da się jej sfalsyfikować (podobnie zresztą, jak psychoanalizy).
Bardzo głęboko wierzył także w tzw. efekt Pauliego, polegający, ogólnie rzecz ujmując, na niewytłumaczalnym niszczeniu lub uszkadzaniu sprzętu laboratoryjnego w jego obecności – z całą pewnością nie jest to prawo fizyczne, ale nie przeszkadzało to naszemu patronowi.
Ten spór o to, co rządzi światem – przypadek czy zasady – był istotą fizyki w czasach Pauliego. Mechanika kwantowa u swoich podwalin zakłada losowość zdarzeń (określoną przez zasadę nieoznaczoności Heisenberga) – nie mógł się z tym pogodzić np. wielki Albert Einstein (słynne zdanie z listu do Nielsa Bohra – „Bóg nie gra w kości” oznaczające, że jeszcze nie odkryto teorii lepiej, niż mechanika kwantowa tłumaczącej i wyjaśniającej wszystkie zdarzenia, także w mikrostrukturach kwantowych, a zasada nieoznaczoności tylko tymczasowo uniemożliwia pełne poznanie natury świata). Samą zasadę Heisenberga interpretowano zresztą zarówno w tradycji klasycznej fizyki przyczynowo-skutkowej, jak tradycji niedeterministycznej. Pauli, pozostając naukowcem, potrafił zarazem przenieść się w sferę ocierającą się o magię lub o nieznaną naszym zmysłom rzeczywistość – zależnie od przyjętej interpretacji.
Tego sporu nie rozstrzygnęły najtęższe umysły ubiegłego stulecia, nie rozstrzygniemy i my. Siadając do planszy pamiętajmy jednak, że być może literki, które wyciągamy z worka nie są wcale wynikiem przypadku, ale przejawem głębszych znaczeń. Być może zasłużyliśmy sobie na taki, nomen omen, los. Pozytywne nastawienie, siła mentalna mogą to zmienić. A może to prostu pech albo szczęście? Bo przecież nie brak umiejętności – w to żaden scrabblista z Matriksa nie uwierzy.
Zapraszamy zatem na kolejną potyczkę z losem, workowym, pechem i szczęściem – już w środę 25 kwietnia, jak zwykle o 18.30. Wolfgang Pauli będzie nam towarzyszyć i na pewno wydarzą się niewytłumaczalne zbiegi okoliczności, które wcale nie będą przypadkowe – nie możecie tego przegapić.
Autor: Marek





