(Nie)obliczalne scrabble
Pierwszy turniej w „Małej Kawce”
Niebanalną postacią był patron kolejnego matriksowego turnieju. Inteligencja, ciekawość, umiejętność logicznego myślenia, zdolności analityczne i poczucie humoru, a więc wszystko, co niezbędne do gry w scrabble, cechowało francuskiego matematyka Édouarda Lucasa, któremu przytrafiło się urodzić 4 kwietnia 1842 roku.
W prawdziwą ekstazę wprawiał go ciąg Fibonacciego, nie mniejszą frajdę dawało mu wynajdowanie metod testowania pierwszości (OSPS nie wykazuje zrozumienia dla tego słowa) liczb, które rozpoczął, będąc jeszcze dziecięciem. W wieku lat piętnastu zabrał się za udowodnianie, że liczba 2127 – 1 jest liczbą pierwszą. Po 19 latach wgramolił się wreszcie na matematyczny Olimp i oznajmił światu, że miał rację – człowiek z pasją nigdy się nie poddaje.
Nie stronił również od małych przyjemności i w celach relaksacyjnych wymyślał gry i łamigłówki logiczne. Do najbardziej znanych należą „Wieże Hanoi” oraz „La Pipopipette"”, znana w Polsce jako „Szewc” lub po prostu „gra w kreski”. „Wieże Hanoi” rozpowszechniał pod pseudonimem N. Claus de Siam, co powinno wzbudzić czujność scrabblistów, szczególnie jeśli dostaną podpowiedź, że Lucas urodził się w miejscowości Amiens. Żeby zwiększyć zainteresowanie swoją hanojską zabawką, stworzył legendę o mnichach, którzy – zamiast proponowanych przez Lucasa ośmiu krążków – borykają się z zadaniem przy użyciu 64 pierścieni. Kiedy skończą, nastąpi koniec świata. Według algorytmu francuskiego matematyka zajmie im to jakieś 584 miliardy lat, co oznacza, że mamy jeszcze chwilę, żeby pograć w scrabble.
I tak sobie żył radośnie nasz patron w świecie liczb, matematycznych zagadek i logicznych łamigłówek, aż pewnego dnia zrobił wszystkim psikusa i umarł w wieku lat czterdziestu i dziewięciu. Zrobił to jednak w sposób wyjątkowo oryginalny – pewnego razu siedział beztrosko na dorocznym bankiecie Francuskiego Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Nauki i popijał swoje chardonnay, albo innego burgunda. Kelner‑ciapa upuścił znienacka talerz, rozbijając go w drobny mak. Niewielki odłamek zranił Lucasa w policzek. W wyniku zakażenia i ciężkiego zapalenia skóry (prawdopodobnie róża lub sepsa) matematyk zmarł po kilku dniach. W ten sposób stał się jedną z nielicznych, a może w ogóle jedyną osobą na świecie, której udało się przenieść w zaświaty za sprawą zadraśniętego policzka.
Jeśli dodać do tego, że namiętnie zajmował się liczbami pierwszymi, to wyłania nam się obraz patrona idealnego. Co prawda matriksowi zawodnicy są nieobliczalni, ale dzięki temu walka o tytuł primus inter pares zawsze jest emocjonująca. W dodatku będzie to pierwszy turniej rozgrywany w nowym miejscu – milanowskiej kawiarni „Mała Kawka”.
Zapraszamy jak zwykle w środę od godziny 18.30 – kawiarnia „Mała Kawka” (ul. Przeskok 9; obok stacji PKP). Dla lubiących błądzić mapka.
W prawdziwą ekstazę wprawiał go ciąg Fibonacciego, nie mniejszą frajdę dawało mu wynajdowanie metod testowania pierwszości (OSPS nie wykazuje zrozumienia dla tego słowa) liczb, które rozpoczął, będąc jeszcze dziecięciem. W wieku lat piętnastu zabrał się za udowodnianie, że liczba 2127 – 1 jest liczbą pierwszą. Po 19 latach wgramolił się wreszcie na matematyczny Olimp i oznajmił światu, że miał rację – człowiek z pasją nigdy się nie poddaje.
Nie stronił również od małych przyjemności i w celach relaksacyjnych wymyślał gry i łamigłówki logiczne. Do najbardziej znanych należą „Wieże Hanoi” oraz „La Pipopipette"”, znana w Polsce jako „Szewc” lub po prostu „gra w kreski”. „Wieże Hanoi” rozpowszechniał pod pseudonimem N. Claus de Siam, co powinno wzbudzić czujność scrabblistów, szczególnie jeśli dostaną podpowiedź, że Lucas urodził się w miejscowości Amiens. Żeby zwiększyć zainteresowanie swoją hanojską zabawką, stworzył legendę o mnichach, którzy – zamiast proponowanych przez Lucasa ośmiu krążków – borykają się z zadaniem przy użyciu 64 pierścieni. Kiedy skończą, nastąpi koniec świata. Według algorytmu francuskiego matematyka zajmie im to jakieś 584 miliardy lat, co oznacza, że mamy jeszcze chwilę, żeby pograć w scrabble.
I tak sobie żył radośnie nasz patron w świecie liczb, matematycznych zagadek i logicznych łamigłówek, aż pewnego dnia zrobił wszystkim psikusa i umarł w wieku lat czterdziestu i dziewięciu. Zrobił to jednak w sposób wyjątkowo oryginalny – pewnego razu siedział beztrosko na dorocznym bankiecie Francuskiego Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Nauki i popijał swoje chardonnay, albo innego burgunda. Kelner‑ciapa upuścił znienacka talerz, rozbijając go w drobny mak. Niewielki odłamek zranił Lucasa w policzek. W wyniku zakażenia i ciężkiego zapalenia skóry (prawdopodobnie róża lub sepsa) matematyk zmarł po kilku dniach. W ten sposób stał się jedną z nielicznych, a może w ogóle jedyną osobą na świecie, której udało się przenieść w zaświaty za sprawą zadraśniętego policzka.
Jeśli dodać do tego, że namiętnie zajmował się liczbami pierwszymi, to wyłania nam się obraz patrona idealnego. Co prawda matriksowi zawodnicy są nieobliczalni, ale dzięki temu walka o tytuł primus inter pares zawsze jest emocjonująca. W dodatku będzie to pierwszy turniej rozgrywany w nowym miejscu – milanowskiej kawiarni „Mała Kawka”.
Zapraszamy jak zwykle w środę od godziny 18.30 – kawiarnia „Mała Kawka” (ul. Przeskok 9; obok stacji PKP). Dla lubiących błądzić mapka.
Autor: Rafał Matczak





