XXII Turniej w MATRIKSIE im. Modesta Musorgskiego
Bez sentymentów
Patron naszego ostatniego turnieju, Modest Musorgski, wraz z przyjaciółmi utworzył grupę artystyczną „Potężna gromadka” (w oryginale uroczo brzmiące „Moguczaja kuczka”), która postulowała w dziedzinie muzyki zerwanie m.in. z ckliwym sentymentalizmem wywodzącym się jeszcze z klasycyzmu. Można rzec, iż – zainspirowana tymi faktami – nasza matriksowa, coraz potężniejsza gromadka (w środę zadebiutował w klubie 20. zawodnik i padł rekord frekwencji cotygodniowych spotkań) również nie bawiła się w tym tygodniu w żadne sentymenty.
Dominik, w glorii zdobytego w weekend tytułu mistrza Szczecina, choć serdecznie i z należnym mistrzowi szacunkiem powitany przez klubowiczów, już w pierwszej partii został brutalnie sprowadzony na ziemię przez Mariolę, która nie wypuściła go nawet z 300 punktów.
Z kolei Mariola po tak pięknym początku musiała przełknąć gorzką pigułkę w następnej rundzie – Rafał ułożył swej rodzicielce 554 punkty, ustanawiając przy okazji dwa rekordy klubowe: pięć siódemek, w tym cztery na otwarciu.
Konradowi (przypomnijmy – srebrnemu medaliście w kategorii szkół podstawowych z lutowego turnieju w Warszawie), który odważył się zadebiutować w dorosłych rozgrywkach, starzy wyjadacze nie dali najmniejszych szans. Brawa jednak za męską decyzję i pełny profesjonalizm w rozgrywaniu partii.
Robert, dotychczasowy wicelider klubowego rankingu, choć w dwóch ostatnich, przegranych z Dominikiem partiach układał ponad 400 punktów, zanotował mało chwalebny bilans 1:3, zajął przedostatnie miejsce i spadł na czwarte miejsce w rankingu.
Marek, który chyba fantazjował w pierwszej rundzie przynajmniej o tytule „kiciarza tygodnia”, został wybudzony z marzeń przez czerwoną mordkę w OSPS-ie, która pojawiła się po wpisaniu BOILI i KRÓĆ. Jak wynika z relacji przeciwników, dalej już nie próbował...
A Kasia, tradycyjnie już, poczynała sobie bez żadnego respektu dla skrablowych repów – tym razem zapisała sobie na konto zwycięstwa z Piotrkiem i Markiem.
Stawka była do końca wyrównana i przed ostatnią rundą szansę na zwycięstwo miała trójka graczy – Piotrek i Rafał potykający się przy pierwszym stole i Maciek grający przy drugim stole z Mariolą (ciekawostką jest, że „duńskie” rozstawienie w ostatniej rundzie okazało się identyczne, jak w rundzie przedostatniej).
Ostatecznie turniej wygrał Piotrek, najbardziej przypominający posturą wielkiego Modesta, wyprzedzając o 20 małych punktów Maćka i o jedno zwycięstwo Rafała, któremu musiała pozostać satysfakcja z najwyższego skoru i zdystansowania zwycięzcy ostatniego turnieju PFS.
To było, niestety, już nasze ostatnie spotkanie w kawiarni „U Artystek”. Dziękujemy za kilkumiesięczną gościnę i przyjazną, inspirującą atmosferę. Z pewnością z sympatią będziemy wspominać nasze klubowe początki.
Najbliższe środowe spotkanie odbędzie się w „Tajemniczym ogrodzie”, a od następnego tygodnia przenosimy się na stałe do „Małej Kawki”.
Wyniki turnieju
Dominik, w glorii zdobytego w weekend tytułu mistrza Szczecina, choć serdecznie i z należnym mistrzowi szacunkiem powitany przez klubowiczów, już w pierwszej partii został brutalnie sprowadzony na ziemię przez Mariolę, która nie wypuściła go nawet z 300 punktów.
Z kolei Mariola po tak pięknym początku musiała przełknąć gorzką pigułkę w następnej rundzie – Rafał ułożył swej rodzicielce 554 punkty, ustanawiając przy okazji dwa rekordy klubowe: pięć siódemek, w tym cztery na otwarciu.
Konradowi (przypomnijmy – srebrnemu medaliście w kategorii szkół podstawowych z lutowego turnieju w Warszawie), który odważył się zadebiutować w dorosłych rozgrywkach, starzy wyjadacze nie dali najmniejszych szans. Brawa jednak za męską decyzję i pełny profesjonalizm w rozgrywaniu partii.
Robert, dotychczasowy wicelider klubowego rankingu, choć w dwóch ostatnich, przegranych z Dominikiem partiach układał ponad 400 punktów, zanotował mało chwalebny bilans 1:3, zajął przedostatnie miejsce i spadł na czwarte miejsce w rankingu.
Marek, który chyba fantazjował w pierwszej rundzie przynajmniej o tytule „kiciarza tygodnia”, został wybudzony z marzeń przez czerwoną mordkę w OSPS-ie, która pojawiła się po wpisaniu BOILI i KRÓĆ. Jak wynika z relacji przeciwników, dalej już nie próbował...
A Kasia, tradycyjnie już, poczynała sobie bez żadnego respektu dla skrablowych repów – tym razem zapisała sobie na konto zwycięstwa z Piotrkiem i Markiem.
Stawka była do końca wyrównana i przed ostatnią rundą szansę na zwycięstwo miała trójka graczy – Piotrek i Rafał potykający się przy pierwszym stole i Maciek grający przy drugim stole z Mariolą (ciekawostką jest, że „duńskie” rozstawienie w ostatniej rundzie okazało się identyczne, jak w rundzie przedostatniej).
Ostatecznie turniej wygrał Piotrek, najbardziej przypominający posturą wielkiego Modesta, wyprzedzając o 20 małych punktów Maćka i o jedno zwycięstwo Rafała, któremu musiała pozostać satysfakcja z najwyższego skoru i zdystansowania zwycięzcy ostatniego turnieju PFS.
To było, niestety, już nasze ostatnie spotkanie w kawiarni „U Artystek”. Dziękujemy za kilkumiesięczną gościnę i przyjazną, inspirującą atmosferę. Z pewnością z sympatią będziemy wspominać nasze klubowe początki.
Najbliższe środowe spotkanie odbędzie się w „Tajemniczym ogrodzie”, a od następnego tygodnia przenosimy się na stałe do „Małej Kawki”.
Wyniki turnieju
Autor: MaCzu





