Lulek, czyli szalej
Zapowiedź XXI Turnieju w MATRIKSIE
Nasz kolejny patron to Leon Schiller (właśc. Leon Schiller de Schindelfeld), ur. 14 marca 1887 r. w Krakowie; zmarł 25 marca 1954 r. w Warszawie.
• Zawód: przede wszystkim reżyser teatralny; poza tym: krytyk, scenarzysta, kompozytor i pieśniarz.
• Wykształcenie: eksternistycznie zdana matura (powtórka siódmej klasy gimnazjum i podobne zagrożenie w przypadku klasy ósmej; kilka rozpoczętych kierunków studiów, żadne nieukończone).
• Opis wyglądu patrona: oczy intensywnie niebieskie, czasami jasnozielone, przejmujące („oczy udręczonego anioła”). Sylwetka krępa, bryłowata, brak widocznej szyi. Głos bardzo męski, niski, wibrujący, działający na kobiety niczym narkotyk.
• Wielbiciel czarnej kawy i egipskich papierosów.
• Podobno żadna ilość wódki nie była w stanie doprowadzić go do nietrzeźwości.
• Nosił kapelusze z szerokim rondem i zazwyczaj nie kończył rozpoczętych przez siebie zdań.
• Odpowiedzi na zadane mu pytania brzmiały: raczej tak, lub raczej nie.
• Wytwarzał wokół siebie napięcie, ponieważ sam był w nieustannym napięciu i kryzysie psychicznym (co objawiło się m.in. trzykrotną próbą samobójczą).
Leon Schiller zwany był przez rodzinę i znajomych Lulkiem (lulek to taka roślina, zarówno trująca, jak i lecznicza, która ma jeszcze kilka innych nazw, np. szalej).
• Zawód: przede wszystkim reżyser teatralny; poza tym: krytyk, scenarzysta, kompozytor i pieśniarz.
• Wykształcenie: eksternistycznie zdana matura (powtórka siódmej klasy gimnazjum i podobne zagrożenie w przypadku klasy ósmej; kilka rozpoczętych kierunków studiów, żadne nieukończone).
• Opis wyglądu patrona: oczy intensywnie niebieskie, czasami jasnozielone, przejmujące („oczy udręczonego anioła”). Sylwetka krępa, bryłowata, brak widocznej szyi. Głos bardzo męski, niski, wibrujący, działający na kobiety niczym narkotyk.
• Wielbiciel czarnej kawy i egipskich papierosów.
• Podobno żadna ilość wódki nie była w stanie doprowadzić go do nietrzeźwości.
• Nosił kapelusze z szerokim rondem i zazwyczaj nie kończył rozpoczętych przez siebie zdań.
• Odpowiedzi na zadane mu pytania brzmiały: raczej tak, lub raczej nie.
• Wytwarzał wokół siebie napięcie, ponieważ sam był w nieustannym napięciu i kryzysie psychicznym (co objawiło się m.in. trzykrotną próbą samobójczą).
Leon Schiller zwany był przez rodzinę i znajomych Lulkiem (lulek to taka roślina, zarówno trująca, jak i lecznicza, która ma jeszcze kilka innych nazw, np. szalej).
Młody Lulek szalał bez umiaru. Ubierał się w modną wówczas, czarną młodopolską pelerynę. Jeszcze jako gimnazjalista wymknął się z domu do Jamy Michalikowej, po to, żeby w Kabarecie Zielony Balonik zaśpiewać własną piosenkę, która potem okazała się hitem. Ten występ uchylił mu drzwi do świata artystycznego. Jego ojciec, solidny handlowiec, ubolewał mocno nad upadkiem syna, twierdząc że: „zwichnie sobie życie”.
Tymczasem Lulek okazał się jednym z największych reżyserów polskiego teatru. Podobno to właśnie ojciec opłacił mu w końcu praktykę w Teatrze Polskim w Warszawie, bo nie miał już siły walczyć z artystycznym obłędem syna. Szyfman zatrudnił go na trzy sezony jako dramaturga. Schiller miał jednak dużo większe ambicje. Po krótkiej przygodzie z teatrem Reduta Osterwy, i podebraniu mu 29 aktorów, otworzył własną świątynię sztuki. Miał to być teatr dla mas. Warszawiacy szybko, acz nie całkiem sprawiedliwie, nazwali go czerwonym, a sam Schiller zyskał miano kulturbolszewika.
Tymczasem Lulek okazał się jednym z największych reżyserów polskiego teatru. Podobno to właśnie ojciec opłacił mu w końcu praktykę w Teatrze Polskim w Warszawie, bo nie miał już siły walczyć z artystycznym obłędem syna. Szyfman zatrudnił go na trzy sezony jako dramaturga. Schiller miał jednak dużo większe ambicje. Po krótkiej przygodzie z teatrem Reduta Osterwy, i podebraniu mu 29 aktorów, otworzył własną świątynię sztuki. Miał to być teatr dla mas. Warszawiacy szybko, acz nie całkiem sprawiedliwie, nazwali go czerwonym, a sam Schiller zyskał miano kulturbolszewika.





