Księżycowe bajki
Gramy już po raz 20.
Niezwykłe odkrycie w archiwach Królewskiego Towarzystwa Astronomicznego! W nieznanych dotąd notatkach pozostawionych przez Johna Herschela (7 marca 1792 – 11 maja 1871), doktorant z Oxfordu Matthew Liar, odnalazł dowody na to, że ten wybitny astronom, niemal sto lat przed Alfredem Buttsem wpadł na pomysł gry słownej w detalach tylko różniącej się od Scrabble. Liar trafił na mocno już zniszczony i wypłowiały komplet do gry, zapisy kilku partii oraz pełną poprawek listę angielskich dwu- i trzyliterówek.
– Jestem w szoku. W pierwszej chwili myślałem, że plansza do gry to szablon jakiejś tablicy astronomicznej, zapisy partii to obliczenia położeń ciał niebieskich, a listy krótkich słówek służą jakimś badaniom lingwistyczno-statystycznym. W zrozumieniu, czym są naprawdę, pomogło mi chyba to, że sam grywam w scrabble. Kilka listów do i od przyjaciół Herschela, w których autorzy piszą o niezwykłej atrakcyjności tej rozgrywki intelektualnej, rozwiało wszelkie wątpliwości – mówi Liar...
Wystarczy! Oczywiście cała powyższa historyjka to bujda czy też, jak kto woli, blaga, brednia, kit, ściema, hoax. Gdyby jednak zapoznał się z nią sam Herschel, to po tym, co spotkało go w 1838 roku, nie byłby specjalnie zdziwiony. Gdy po niemal pięcioletnim pobycie na Przylądku Dobrej Nadziei, gdzie pracował nad dokładnymi mapami południowej części nieba, powrócił do Wielkiej Brytanii, znajomi donieśli mu o niezwykłej publikacji w nowojorskim „The Sun”.
Ten poważny, wydawałoby się, konserwatywny dziennik opublikował pod koniec 1835 roku serię artykułów, w których informował o sensacyjnych odkryciach na Księżycu dokonanych za pomocą najsilniejszego teleskopu nowej generacji. Autor publikacji, Richard Locke, opisywał rzekome obserwacje dokonane przez, a jakżeby!, najsłynniejszego astronoma owych czasów, Johna Herschela, a ich wyniki miał redakcji przekazać niejaki dr Andrew Grant (postać, jak się okazało, fikcyjna) – rzekomy współtowarzysz afrykańskiej eskapady.
Cóż takiego miał zaobserwować Herschel na powierzchni naszego satelity? Lasy, morza, plaże, fioletowe piramidy, a wśród nich fantastyczne zwierzęta – jednorożce, dwunożne bezogonowe bobry obok „zwykłych” kóz i bizonów. Nie mogło zabraknąć i istot inteligentnych (któż w końcu zbudował pełniące rolę świątyń piramidy?) – skrzydlatych ludzi bądź też człekokształtnych nietoperzy (Vespertilio-homo).
Nie tym jednak wsławił się patron naszego środowego turnieju. John Herschel był naprawdę wszechstronnym naukowcem, prawdziwym „człowiekiem renesansu”. Syn nie mniej słynnego astronoma, Williama Herschela (odkrywcy m.in. Urana i księżyców Saturna), oprócz przekazanej w genach astronomii zajmował się także chemią, matematyką, botaniką, był jednym z pionierów fotografii. Podczas pobytu w południowej Afryce, wraz z żoną, rejestrował i ilustrował niezwykłe okazy południowoafrykańskiej flory, a jego przemyślenia dotyczące zmian w przyrodzie miały inspirujący wpływ na Darwina przy tworzeniu teorii ewolucji.
Herschel pozostawił także swój ślad w języku angielskim, a pośrednio w językach całego świata. Wprowadził bowiem do użytku takie słowa jak „fotografia”, „pozytyw” i „negatyw”, dzięki czemu i polscy skrabliści mają kilka słówek więcej do ułożenia.
A na zakończenie informacja jak najbardziej prawdziwa: w środę 7 marca o godz. 18:30 znów spotykamy się w MATRIKSIE na cotygodniowym turnieju. Bez kitu... choć tego ostatniego nie obiecuję ;)
– Jestem w szoku. W pierwszej chwili myślałem, że plansza do gry to szablon jakiejś tablicy astronomicznej, zapisy partii to obliczenia położeń ciał niebieskich, a listy krótkich słówek służą jakimś badaniom lingwistyczno-statystycznym. W zrozumieniu, czym są naprawdę, pomogło mi chyba to, że sam grywam w scrabble. Kilka listów do i od przyjaciół Herschela, w których autorzy piszą o niezwykłej atrakcyjności tej rozgrywki intelektualnej, rozwiało wszelkie wątpliwości – mówi Liar...
Wystarczy! Oczywiście cała powyższa historyjka to bujda czy też, jak kto woli, blaga, brednia, kit, ściema, hoax. Gdyby jednak zapoznał się z nią sam Herschel, to po tym, co spotkało go w 1838 roku, nie byłby specjalnie zdziwiony. Gdy po niemal pięcioletnim pobycie na Przylądku Dobrej Nadziei, gdzie pracował nad dokładnymi mapami południowej części nieba, powrócił do Wielkiej Brytanii, znajomi donieśli mu o niezwykłej publikacji w nowojorskim „The Sun”.
Ten poważny, wydawałoby się, konserwatywny dziennik opublikował pod koniec 1835 roku serię artykułów, w których informował o sensacyjnych odkryciach na Księżycu dokonanych za pomocą najsilniejszego teleskopu nowej generacji. Autor publikacji, Richard Locke, opisywał rzekome obserwacje dokonane przez, a jakżeby!, najsłynniejszego astronoma owych czasów, Johna Herschela, a ich wyniki miał redakcji przekazać niejaki dr Andrew Grant (postać, jak się okazało, fikcyjna) – rzekomy współtowarzysz afrykańskiej eskapady.
Cóż takiego miał zaobserwować Herschel na powierzchni naszego satelity? Lasy, morza, plaże, fioletowe piramidy, a wśród nich fantastyczne zwierzęta – jednorożce, dwunożne bezogonowe bobry obok „zwykłych” kóz i bizonów. Nie mogło zabraknąć i istot inteligentnych (któż w końcu zbudował pełniące rolę świątyń piramidy?) – skrzydlatych ludzi bądź też człekokształtnych nietoperzy (Vespertilio-homo).
Nie tym jednak wsławił się patron naszego środowego turnieju. John Herschel był naprawdę wszechstronnym naukowcem, prawdziwym „człowiekiem renesansu”. Syn nie mniej słynnego astronoma, Williama Herschela (odkrywcy m.in. Urana i księżyców Saturna), oprócz przekazanej w genach astronomii zajmował się także chemią, matematyką, botaniką, był jednym z pionierów fotografii. Podczas pobytu w południowej Afryce, wraz z żoną, rejestrował i ilustrował niezwykłe okazy południowoafrykańskiej flory, a jego przemyślenia dotyczące zmian w przyrodzie miały inspirujący wpływ na Darwina przy tworzeniu teorii ewolucji.
Herschel pozostawił także swój ślad w języku angielskim, a pośrednio w językach całego świata. Wprowadził bowiem do użytku takie słowa jak „fotografia”, „pozytyw” i „negatyw”, dzięki czemu i polscy skrabliści mają kilka słówek więcej do ułożenia.
A na zakończenie informacja jak najbardziej prawdziwa: w środę 7 marca o godz. 18:30 znów spotykamy się w MATRIKSIE na cotygodniowym turnieju. Bez kitu... choć tego ostatniego nie obiecuję ;)
Autor: MaCzu





