Kolacja u Tiffany’ego
Szlifowanie diamentów
Na nasze następne spotkanie zaprasza Charles Lewis Tiffany (15.02.1812 – 18.02.1902), zwany Królem Diamentów/Brylantów.
Gość miał głowę na karku, choć początki jego kariery nie wyglądały najlepiej. (Można tę sytuację odnieść do wielu skrablistów). W 25. roku życia pożyczył od tatusia 1000 dolarów, które przeznaczył wraz ze szkolnym kolegą na sklepik papierniczy w Nowym Jorku. Utarg z pierwszego dnia był wyjątkowo skromny – niecałe 5 dolarów. Ale to go nie zniechęciło (podobnie jak wielu z nas nie przerażają pierwsze porażki skrablowe). Przez kolejnych kilka lat borykał się z rozkręceniem biznesu, wprowadzając na rynek biżuterię i inne wyroby ze srebra. Ale to czego dokonał potem, to prawdziwy majstersztyk.
Najpierw wykupił prawie za bezcen klejnoty rodowe arystokracji francuskiej (po obaleniu Filipa I Burbona i ogłoszeniu II Republiki), które następnie sprzedał po kosmicznych cenach w Ameryce. A podczas wojny secesyjnej w Ameryce dostarczał wojskom Północy białą broń i narzędzia chirurgiczne. Zaowocowało to m.in. późniejszymi zamówieniami dla generała Ulyssesa Granta (przyszłego prezydenta USA) oraz generała Shermana.
Prawdziwy przełom w jego karierze nastąpił w roku 1878. Kupił wówczas żółty diament, pochodzący z Afryki Południowej, o wadze 287,42 karata (za jedyne 18 tys. dolarów). Jego szlifem zajął się główny gemmolog firmy, uzyskując kształt poduszeczki o 82 fasetkach, które podkreślały przejrzystość i słoneczną barwę kamienia. Ten właśnie brylant dał początek rodzinie diamentów Tiffany’ego. I tylko dwie kobiety dostąpiły zaszczytu noszenia go na sobie. Jedną z nich była Audrey Hepburn, która przez chwilę miała go na szyi w kultowym filmie „Śniadanie u Tiffany’ego”.
Obecnie o biżuterii Tiffany’ego marzy wiele kobiet na świecie, zwłaszcza o pierścionku zaręczynowym. Niestety, ten najpopularniejszy na świecie, o nazwie Tiffany Solitaire, kosztuje ok. półtora miliona dolarów. Przeciętnie zarabiającego narzeczonego raczej nie stać na taki wydatek. Natomiast każdy z brylantów fotografowanych przez Ryszarda Horowitza do katalogu firmy wart był od 3 do 5 milionów dolarów.
Tiffany osiągnął w jubilerstwie sukces, którego sobie nawet nie wyobrażał. W 1900 roku zyskał status jubilera koronowanych głów Europy oraz sułtana Turcji. Jego postać może być przykładem dla każdego, kto chociaż trochę wierzy w swoje siły, niezależnie od sytuacji.
Kawiarnia „U Artystek”, w której gramy, to idealne miejsce dla takiego patrona jak Tiffany, ponieważ można tu znaleźć przepiękną biżuterię (i nie tylko) ręcznej roboty. A i diamenty skrablowe się trafiają. Niektóre trzeba tylko lekko oszlifować.
Zapraszamy wszystkich 15 lutego o 18.30 na szlifowanie formy skrablowej.
Gość miał głowę na karku, choć początki jego kariery nie wyglądały najlepiej. (Można tę sytuację odnieść do wielu skrablistów). W 25. roku życia pożyczył od tatusia 1000 dolarów, które przeznaczył wraz ze szkolnym kolegą na sklepik papierniczy w Nowym Jorku. Utarg z pierwszego dnia był wyjątkowo skromny – niecałe 5 dolarów. Ale to go nie zniechęciło (podobnie jak wielu z nas nie przerażają pierwsze porażki skrablowe). Przez kolejnych kilka lat borykał się z rozkręceniem biznesu, wprowadzając na rynek biżuterię i inne wyroby ze srebra. Ale to czego dokonał potem, to prawdziwy majstersztyk.
Najpierw wykupił prawie za bezcen klejnoty rodowe arystokracji francuskiej (po obaleniu Filipa I Burbona i ogłoszeniu II Republiki), które następnie sprzedał po kosmicznych cenach w Ameryce. A podczas wojny secesyjnej w Ameryce dostarczał wojskom Północy białą broń i narzędzia chirurgiczne. Zaowocowało to m.in. późniejszymi zamówieniami dla generała Ulyssesa Granta (przyszłego prezydenta USA) oraz generała Shermana.
Prawdziwy przełom w jego karierze nastąpił w roku 1878. Kupił wówczas żółty diament, pochodzący z Afryki Południowej, o wadze 287,42 karata (za jedyne 18 tys. dolarów). Jego szlifem zajął się główny gemmolog firmy, uzyskując kształt poduszeczki o 82 fasetkach, które podkreślały przejrzystość i słoneczną barwę kamienia. Ten właśnie brylant dał początek rodzinie diamentów Tiffany’ego. I tylko dwie kobiety dostąpiły zaszczytu noszenia go na sobie. Jedną z nich była Audrey Hepburn, która przez chwilę miała go na szyi w kultowym filmie „Śniadanie u Tiffany’ego”.
Obecnie o biżuterii Tiffany’ego marzy wiele kobiet na świecie, zwłaszcza o pierścionku zaręczynowym. Niestety, ten najpopularniejszy na świecie, o nazwie Tiffany Solitaire, kosztuje ok. półtora miliona dolarów. Przeciętnie zarabiającego narzeczonego raczej nie stać na taki wydatek. Natomiast każdy z brylantów fotografowanych przez Ryszarda Horowitza do katalogu firmy wart był od 3 do 5 milionów dolarów.
Tiffany osiągnął w jubilerstwie sukces, którego sobie nawet nie wyobrażał. W 1900 roku zyskał status jubilera koronowanych głów Europy oraz sułtana Turcji. Jego postać może być przykładem dla każdego, kto chociaż trochę wierzy w swoje siły, niezależnie od sytuacji.
Kawiarnia „U Artystek”, w której gramy, to idealne miejsce dla takiego patrona jak Tiffany, ponieważ można tu znaleźć przepiękną biżuterię (i nie tylko) ręcznej roboty. A i diamenty skrablowe się trafiają. Niektóre trzeba tylko lekko oszlifować.
Zapraszamy wszystkich 15 lutego o 18.30 na szlifowanie formy skrablowej.
Autor: Mariola





