Szlachcic na murawie
Zaproszenie na turniej 1 lutego
„Czarodziej dryblingu”, „Magik” – takie przydomki nadano patronowi naszego kolejnego turnieju, Sir Stanleyowi Matthewsowi – szybkiemu jak błyskawica prawoskrzydłowemu, wyróżniającemu się perfekcyjnym panowaniem nad piłką i boiskową inteligencją. Dziś znamy go z nielicznych tylko materiałów filmowych oraz większej liczby relacji prasowych i opinii współczesnych.
Prywatnie skromny, prowadzący prawdziwie sportowy tryb życia, niepijący alkoholu, nie był bohaterem brukowców. Nie zrobił kariery na miarę dzisiejszych piłkarskich celebrytów, za sprawą wielomilionowych transferów nie zmieniał klubów jak rękawiczki (przez całą karierę grał tylko w dwóch klubach i to nie tych z najwyższej półki – w Stoke w latach 1932–47 i 1961–65 oraz w Blackpool w latach 1947–61, a miał liczne propozycje gry dla największych).
Lista jego sukcesów nie wygląda imponująco – trzykrotny udział w finale Pucharu Anglii tylko raz, w 1953 r., zakończony triumfem oraz jedno wicemistrzostwo Anglii. O europejskie puchary klubowe za jego czasów jeszcze nie walczono, więc na tym polu także nie mógł się wykazać. Z powodu izolacjonizmu angielskiej federacji, ale także „tradycyjnej” nieskuteczności Anglików w imprezach mistrzowskich (to znamy do dziś) nie osiągnął też sukcesów reprezentacyjnych. Gdy po latach sporów pomiędzy FIFA a federacją angielską, synowie Albionu zdecydowali się po raz pierwszy wziąć udział w mistrzostwach świata w Brazylii w 1950 r., by pokazać reszcie świata, kto tak naprawdę rządzi w futbolu, nikt na Wyspach (i chyba nie tylko) nie spodziewał się, jaką klapą zakończy się ta eskapada. Po gładkim zwycięstwie nad Chile 2:0 Anglicy mieli zagrać z różnokolorową i różnokulturową „zbieraniną” z USA, by przypieczętować awans do finałowej czwórki turnieju. Jednak Anglicy przegrali 0:1, a „Daily Herald” nazajutrz zamieścił na pierwszej stronie ogromny nekrolog ze słowami: „zawiadamia się wszystkich pogrążonych w żałobie kibiców, że dnia 29 czerwca 1950 r. umarł futbol angielski”. Matthewsowi, który był w Brazylii, szczęśliwie „udało się” jednak nie wziąć udziału w największej chyba kompromitacji angielskiej piłki.
Brał udział w wielu słynnych, najczęściej zwycięskich potyczkach reprezentacji, ale musiał też przełknąć gorzką pigułkę, gdy w „meczu stulecia” 25 listopada 1953 r. na Wembley niepokonani dotąd u siebie Anglicy zostali rozniesieni przez węgierską „złotą jedenastkę” aż 3:6.
A jednak to On właśnie jest zgodnie uznawany za jednego z najwybitniejszych piłkarzy w historii, to w meczu na zakończenie Jego kariery zagrały takie sławy, jak Bobby Charlton, Lew Jaszyn, Josef Masopust, Raymond Kopa, Ferenc Puskas, Alfredo di Stefano czy Eusebio, to On w końcu został pierwszym zdobywcą „Złotej Piłki” (trzeba jednak uczciwie przyznać, że bardziej za klasę i całokształt kariery, niż za konkretne dokonania w 1956 roku). I to On 1 stycznia 1965 r. otrzymał z rąk brytyjskiej królowej szlachectwo za zasługi dla futbolu, jako jedyny w historii czynny piłkarz.
Co jednak szczególnie wyróżniało Matthewsa, to sportowa długowieczność! 33 lata na pierwszoligowych boiskach i 23 w reprezentacyjnej koszulce muszą i dziś robić wrażenie. Ostatni występ w reprezentacji Anglii zaliczył, mając 42 lata i 103 dni, a na pierwszoligowych boiskach pojawiał jeszcze wiosną 1965 r., już jako błękitnokrwisty 50-latek.
Sporty umysłowe podlegają nieco innym regułom. Nie ma tu większego znaczenia siłą rzeczy zmniejszająca się z wiekiem kondycja fizyczna. Ważna jest sprawność umysłu, którą można zachować do późnych lat. Znane są liczne przykłady szachistów czy brydżystów utrzymujących najwyższą, światową formę nawet w podeszłym wieku (Wiktor Korcznoj w ubiegłym roku, w wieku 80 lat został po raz kolejny mistrzem Szwajcarii w szachach). Podobnie rzecz się ma w anglojęzycznych scrabblach. Kanadyjczyk Joel Wapnick został mistrzem świata w wieku 53 lat, a tytuł mistrza Kanady zdobył w ubiegłym roku, mając lat 65.
Swego czasu na grupie dyskusyjnej pl.rec.gry.scrabble pojawił się wątek, w którym dyskutanci zastanawiali się, dlaczego w anglojęzycznych scrabblach dominują zawodnicy dojrzali, podczas gdy u nas głównie gracze w wieku okołostudenckim. Opinie były różne, choć dziś, po latach można zauważyć, że średnia wieku czołówki jednak powoli, ale systematycznie się podnosi.
W środę w MATRIKSIE będziemy mieli kolejną okazję, by sprawdzić, czy ważniejsze w naszej grze jest świeże spojrzenie, czy obeznanie z zastaną po raz enty sytuacją na planszy. Czy zwyciężą rutynowe zagrania, czy błysk młodego umysłu. Czy młodzieńcza energia, czy stoicki spokój...
Zapraszamy do klubu na godzinę 18:30.
Prywatnie skromny, prowadzący prawdziwie sportowy tryb życia, niepijący alkoholu, nie był bohaterem brukowców. Nie zrobił kariery na miarę dzisiejszych piłkarskich celebrytów, za sprawą wielomilionowych transferów nie zmieniał klubów jak rękawiczki (przez całą karierę grał tylko w dwóch klubach i to nie tych z najwyższej półki – w Stoke w latach 1932–47 i 1961–65 oraz w Blackpool w latach 1947–61, a miał liczne propozycje gry dla największych).
Lista jego sukcesów nie wygląda imponująco – trzykrotny udział w finale Pucharu Anglii tylko raz, w 1953 r., zakończony triumfem oraz jedno wicemistrzostwo Anglii. O europejskie puchary klubowe za jego czasów jeszcze nie walczono, więc na tym polu także nie mógł się wykazać. Z powodu izolacjonizmu angielskiej federacji, ale także „tradycyjnej” nieskuteczności Anglików w imprezach mistrzowskich (to znamy do dziś) nie osiągnął też sukcesów reprezentacyjnych. Gdy po latach sporów pomiędzy FIFA a federacją angielską, synowie Albionu zdecydowali się po raz pierwszy wziąć udział w mistrzostwach świata w Brazylii w 1950 r., by pokazać reszcie świata, kto tak naprawdę rządzi w futbolu, nikt na Wyspach (i chyba nie tylko) nie spodziewał się, jaką klapą zakończy się ta eskapada. Po gładkim zwycięstwie nad Chile 2:0 Anglicy mieli zagrać z różnokolorową i różnokulturową „zbieraniną” z USA, by przypieczętować awans do finałowej czwórki turnieju. Jednak Anglicy przegrali 0:1, a „Daily Herald” nazajutrz zamieścił na pierwszej stronie ogromny nekrolog ze słowami: „zawiadamia się wszystkich pogrążonych w żałobie kibiców, że dnia 29 czerwca 1950 r. umarł futbol angielski”. Matthewsowi, który był w Brazylii, szczęśliwie „udało się” jednak nie wziąć udziału w największej chyba kompromitacji angielskiej piłki.
Brał udział w wielu słynnych, najczęściej zwycięskich potyczkach reprezentacji, ale musiał też przełknąć gorzką pigułkę, gdy w „meczu stulecia” 25 listopada 1953 r. na Wembley niepokonani dotąd u siebie Anglicy zostali rozniesieni przez węgierską „złotą jedenastkę” aż 3:6.
A jednak to On właśnie jest zgodnie uznawany za jednego z najwybitniejszych piłkarzy w historii, to w meczu na zakończenie Jego kariery zagrały takie sławy, jak Bobby Charlton, Lew Jaszyn, Josef Masopust, Raymond Kopa, Ferenc Puskas, Alfredo di Stefano czy Eusebio, to On w końcu został pierwszym zdobywcą „Złotej Piłki” (trzeba jednak uczciwie przyznać, że bardziej za klasę i całokształt kariery, niż za konkretne dokonania w 1956 roku). I to On 1 stycznia 1965 r. otrzymał z rąk brytyjskiej królowej szlachectwo za zasługi dla futbolu, jako jedyny w historii czynny piłkarz.
Co jednak szczególnie wyróżniało Matthewsa, to sportowa długowieczność! 33 lata na pierwszoligowych boiskach i 23 w reprezentacyjnej koszulce muszą i dziś robić wrażenie. Ostatni występ w reprezentacji Anglii zaliczył, mając 42 lata i 103 dni, a na pierwszoligowych boiskach pojawiał jeszcze wiosną 1965 r., już jako błękitnokrwisty 50-latek.
Sporty umysłowe podlegają nieco innym regułom. Nie ma tu większego znaczenia siłą rzeczy zmniejszająca się z wiekiem kondycja fizyczna. Ważna jest sprawność umysłu, którą można zachować do późnych lat. Znane są liczne przykłady szachistów czy brydżystów utrzymujących najwyższą, światową formę nawet w podeszłym wieku (Wiktor Korcznoj w ubiegłym roku, w wieku 80 lat został po raz kolejny mistrzem Szwajcarii w szachach). Podobnie rzecz się ma w anglojęzycznych scrabblach. Kanadyjczyk Joel Wapnick został mistrzem świata w wieku 53 lat, a tytuł mistrza Kanady zdobył w ubiegłym roku, mając lat 65.
Swego czasu na grupie dyskusyjnej pl.rec.gry.scrabble pojawił się wątek, w którym dyskutanci zastanawiali się, dlaczego w anglojęzycznych scrabblach dominują zawodnicy dojrzali, podczas gdy u nas głównie gracze w wieku okołostudenckim. Opinie były różne, choć dziś, po latach można zauważyć, że średnia wieku czołówki jednak powoli, ale systematycznie się podnosi.
W środę w MATRIKSIE będziemy mieli kolejną okazję, by sprawdzić, czy ważniejsze w naszej grze jest świeże spojrzenie, czy obeznanie z zastaną po raz enty sytuacją na planszy. Czy zwyciężą rutynowe zagrania, czy błysk młodego umysłu. Czy młodzieńcza energia, czy stoicki spokój...
Zapraszamy do klubu na godzinę 18:30.
Autor: MaCzu





