Puchatkowe scrabble
Dywagacje-aberracje
Ciekawe, czy ktoś kiedyś spróbował dokonać typologii skrablistów, odwołując się do mieszkańców Stumilowego Lasu. A przecież patron najbliższego matriksowego turnieju, urodzony 18 stycznia 1882 roku Alan Alexander Milne, w swych ponadczasowych książeczkach dla najmłodszych (i nie tylko) stworzył galerię różnorodnych postaci, które można potraktować jako archetypy.
Kogo najczęściej spotykamy na turniejach scrabble? Czy przesycone już wiedzą słownikową i taktyczną Sowy, czy pracowitych, choć nie zawsze błyskotliwych Królików wkuwających kolejne pliki słownikowe. Czy grających „radosne scrabble”, rozrywkowych Tygrysków, czy zalęknionych, nie do końca wierzących we własne siły Prosiaczków? A może imponujących niezmąconym spokojem, solidnych, choć nieaspirujących do najwyższych laurów Kłapouchych czy traktujące z powagą dewizę „gra dla całej rodziny” Kangurzyce? Z pewnością stałą grupą są rozpoczynające swoją przygodę z anagramowaniem na planszy Maleństwa, choć one mają własne rozgrywki. Natomiast, jak się wydaje, najrzadziej możemy spotkać naiwnych Puchatków, misiów z małym rozumkiem, wszak scrabble to rozrywka intelektualna.
Czy można stworzyć jakiś algorytm rozpoznawania owych typów. Poza obserwacją gry i porównaniem wyników, kopalnią informacji mogą być tutaj dyskusje podsumowujące i analizujące co ciekawsze partie. I tak Sowa z pełnym przekonaniem o własnej nieomylności dokona analizy końcówki, znajdzie wszystkie przeoczone siódemki, nic to, że przegapiając te najbardziej oczywiste... Królik pomknie do turniejowego OSPS-a i wpisze partię do analizatora, zajmując komputer na całą przerwę, by pod koniec stwierdzić, że się pomylił przy wpisywaniu. Prosiaczek nieśmiało zauważy, że nie kładłby siódemki wychodzącej między czerwone pola, bo grozi to dziewiątką przeciwnika, a wtedy to... ojej! Wzbudzi tą tezą gwałtowny sprzeciw Tygryska, który stwierdzi, że trzeba kłaść, co idzie i w ogóle to należy nap...arzać, a litery same przyjdą. Kłapouchy ponuro stwierdzi, że partia i tak była nie do wygrania – niezależnie, który z graczy go zapyta o zdanie, a Puchatek będzie się temu wszystkiemu przysłuchiwać z najwyższym podziwem, spoglądając z niedowierzaniem to na dyskutantów, to na planszę, w czym wtórować mu będzie Maleństwo. A Kangurzyca i tak nie weźmie udziału w dyskusji, szkoda czasu...
Nie wiemy, czy autor „Kubusia Puchatka” zetknął się ze scrabblami; zmarł w 1956 roku, a scrabble pojawiły się w Wielkiej Brytanii rok wcześniej, więc szansę miał niewielką. Najprawdopodobniej jednak, nawet gdyby dzielił z nami tę pasję, nie zamieściłby opisu partii rozgrywanej przez swoich bohaterów. Choćby dlatego, że innymi znanymi powszechnie rozrywkami umysłowymi też się nie parali, a ich ulubioną grą były misie-patysie. W najlepszym przypadku mogliby porzucać płytkami do celu.
A szkoda, bo z pewnością taka partia mogłaby być intrygująca i inspirująca (już widzę oczami wyobraźni próbę przedłużenia przez Puchatka w polskiej wersji JUT przez M ;)), o ile szyków nie pomieszałyby kryjące się w worku hefalumpy...
Niemniej jednak podejrzewam, że gdyby taką partię rozegrano, przedziwnym zbiegiem okoliczności zwycięzcą i tak zostałby Puchatek, w oryginale, nomen omen, WINnie the Pooh.
Zapraszamy zatem wszystkie zwierzęta ze Stumilowego Lasu i okolic na kolejny turniej w Matriksie – 18 stycznia o 18:30.
Kogo najczęściej spotykamy na turniejach scrabble? Czy przesycone już wiedzą słownikową i taktyczną Sowy, czy pracowitych, choć nie zawsze błyskotliwych Królików wkuwających kolejne pliki słownikowe. Czy grających „radosne scrabble”, rozrywkowych Tygrysków, czy zalęknionych, nie do końca wierzących we własne siły Prosiaczków? A może imponujących niezmąconym spokojem, solidnych, choć nieaspirujących do najwyższych laurów Kłapouchych czy traktujące z powagą dewizę „gra dla całej rodziny” Kangurzyce? Z pewnością stałą grupą są rozpoczynające swoją przygodę z anagramowaniem na planszy Maleństwa, choć one mają własne rozgrywki. Natomiast, jak się wydaje, najrzadziej możemy spotkać naiwnych Puchatków, misiów z małym rozumkiem, wszak scrabble to rozrywka intelektualna.
Czy można stworzyć jakiś algorytm rozpoznawania owych typów. Poza obserwacją gry i porównaniem wyników, kopalnią informacji mogą być tutaj dyskusje podsumowujące i analizujące co ciekawsze partie. I tak Sowa z pełnym przekonaniem o własnej nieomylności dokona analizy końcówki, znajdzie wszystkie przeoczone siódemki, nic to, że przegapiając te najbardziej oczywiste... Królik pomknie do turniejowego OSPS-a i wpisze partię do analizatora, zajmując komputer na całą przerwę, by pod koniec stwierdzić, że się pomylił przy wpisywaniu. Prosiaczek nieśmiało zauważy, że nie kładłby siódemki wychodzącej między czerwone pola, bo grozi to dziewiątką przeciwnika, a wtedy to... ojej! Wzbudzi tą tezą gwałtowny sprzeciw Tygryska, który stwierdzi, że trzeba kłaść, co idzie i w ogóle to należy nap...arzać, a litery same przyjdą. Kłapouchy ponuro stwierdzi, że partia i tak była nie do wygrania – niezależnie, który z graczy go zapyta o zdanie, a Puchatek będzie się temu wszystkiemu przysłuchiwać z najwyższym podziwem, spoglądając z niedowierzaniem to na dyskutantów, to na planszę, w czym wtórować mu będzie Maleństwo. A Kangurzyca i tak nie weźmie udziału w dyskusji, szkoda czasu...
Nie wiemy, czy autor „Kubusia Puchatka” zetknął się ze scrabblami; zmarł w 1956 roku, a scrabble pojawiły się w Wielkiej Brytanii rok wcześniej, więc szansę miał niewielką. Najprawdopodobniej jednak, nawet gdyby dzielił z nami tę pasję, nie zamieściłby opisu partii rozgrywanej przez swoich bohaterów. Choćby dlatego, że innymi znanymi powszechnie rozrywkami umysłowymi też się nie parali, a ich ulubioną grą były misie-patysie. W najlepszym przypadku mogliby porzucać płytkami do celu.
A szkoda, bo z pewnością taka partia mogłaby być intrygująca i inspirująca (już widzę oczami wyobraźni próbę przedłużenia przez Puchatka w polskiej wersji JUT przez M ;)), o ile szyków nie pomieszałyby kryjące się w worku hefalumpy...
Niemniej jednak podejrzewam, że gdyby taką partię rozegrano, przedziwnym zbiegiem okoliczności zwycięzcą i tak zostałby Puchatek, w oryginale, nomen omen, WINnie the Pooh.
Zapraszamy zatem wszystkie zwierzęta ze Stumilowego Lasu i okolic na kolejny turniej w Matriksie – 18 stycznia o 18:30.
Autor: MaCzu





