Boy zaprasza 21 grudnia
Zapowiedź ostatniego tegorocznego turnieju
Nie do hotelu, rzecz jasna, bo chodzi o Boya pisanego wielką literą, czyli Tadeusza Kamila Marcjana Żeleńskiego – pisarza, poetę, satyryka, krytyka literackiego i tłumacza, ale także lekarza, społecznika i działacza na rzecz praw kobiet i edukacji seksualnej. Co jednak Boy może mieć wspólnego ze scrabblami (nawiasem mówiąc, nie musiałby mieć nic wspólnego, żeby zostać patronem turnieju w MATRIKSIE)?
Ktoś powie: no tak, skrabliści układają słówka na planszy, a Boy napisał „Słówka”. Niektórzy jednak już pewnie domyślają się, że chodzi o jedno, konkretne, przedziwne słówko „ęsi”.
Słówko, będące dla osób spoza naszego środowiska ulubionym przykładem na przynajmniej pewną odmienność, jeśli nie zdziwaczenie skrablistów (ileż to relacji prasowych z turniejów zawierało „ęsi”, nawet w tytule). Słówko, które rzekomo łamie jedną z podstawowych zasad polszczyzny: „nie ma wyrazów rozpoczynających się samogłoskami nosowymi”. Słówko, które podobno wymyślili sami skrabliści, by zaskakiwać nim bogu ducha winnych żółtodziobów, ewentualnie słówko, którego nikt już dziś nie zna i nie używa (poza tymi spaczonymi skrablistami). Wreszcie słówko, które miało trafić do słowników tylko dzięki jednemu cytatowi, z Boya właśnie, któremu akurat brakowało rymu do „gęsi”, więc naprędce stworzył neologizm.
Ile w tym wszystkim jest prawdy? Ano niewiele. Zacznijmy od definicji słownikowej (za „Słownikiem języka polskiego” pod red. Mieczysława Szymczaka):
Muszę przyznać, że ani ja, ani nikt z moich znajomych, mieszkających w różnych zakątkach Polski, nigdy nie słyszał tak mówiącego dziecka. „Ęsi” jest dziś praktycznie nieznane, jednak z niektórych wypowiedzi w Internecie wynika, że w nielicznych regionach kraju, a może tylko w nielicznych rodzinach, wyraz ten jest nadal używany. Poszukiwania regionu trwają...
Prawdą jest też, że wiersz Boya „Jak wygląda niedziela oglądana przez okulary Jana Lemańskiego” zawiera następujący fragment:
Ale nie jest to jedyny znany fragment literacki. Słownik Doroszewskiego podaje jeszcze jeden cytat, XIX-wieczny, z powieści Józefy Witowskiej „Ludzie i nieludzie. Ze wspomnień służącej”:
„Ęsi” znajdziemy też... u Tuwima, w wierszu „Maskarada”:
Jeśli zaś sięgniemy do dawniejszych słowników, choćby do wydanego w 1900 r. I tomu tzw. „Słownika warszawskiego” („Słownik języka polskiego” pod red. Jana Karłowicza, Adama Kryńskiego i Władysława Niedźwiedzkiego), to natrafimy na takie hasła, jak: wykrzykniki „ę ę!” i „ęhę!”, „ęgrest” (reg. agrest), „ęno” (=ano) oraz „ęsiać”, „ęsianie” i „ęsiu” mające już bezpośrednie powiązanie z rzeczonym „ęsi”. Dodatkowo na literę „ą” mamy „ągrest” (jeszcze jedna regionalna wersja agrestu). I jak już jesteśmy przy słowach rozpoczynających się samogłoską nosową, to w starszych słownikach znajdziemy czasowniki „ękać” i „ęsać”, a we współczesnych nam – „ę-ą” (=snob, snobistyczny), do którego prawdobodobnie odwoływał się Ędward Ącki.
Konkludując – prawdą pozostaje jedynie to, że „ęsi” dzisiaj jest już tylko archaizmem, a co najwyżej regionalizmem i o wiele mniej zasługuje na to, by znajdować się w słownikach, niż nieobecne – dajmy na to – „panga”, „glonojad” czy „obierak”. Nie wiemy, czy Boy jadł kiedykolwiek pangę, zapewne preferował specjały francuskie, wszelako na turniej zaprasza!
Ktoś powie: no tak, skrabliści układają słówka na planszy, a Boy napisał „Słówka”. Niektórzy jednak już pewnie domyślają się, że chodzi o jedno, konkretne, przedziwne słówko „ęsi”.
Słówko, będące dla osób spoza naszego środowiska ulubionym przykładem na przynajmniej pewną odmienność, jeśli nie zdziwaczenie skrablistów (ileż to relacji prasowych z turniejów zawierało „ęsi”, nawet w tytule). Słówko, które rzekomo łamie jedną z podstawowych zasad polszczyzny: „nie ma wyrazów rozpoczynających się samogłoskami nosowymi”. Słówko, które podobno wymyślili sami skrabliści, by zaskakiwać nim bogu ducha winnych żółtodziobów, ewentualnie słówko, którego nikt już dziś nie zna i nie używa (poza tymi spaczonymi skrablistami). Wreszcie słówko, które miało trafić do słowników tylko dzięki jednemu cytatowi, z Boya właśnie, któremu akurat brakowało rymu do „gęsi”, więc naprędce stworzył neologizm.
Ile w tym wszystkim jest prawdy? Ano niewiele. Zacznijmy od definicji słownikowej (za „Słownikiem języka polskiego” pod red. Mieczysława Szymczaka):
ęsi okrzyk dziecka zawiadamiający o potrzebie naturalnej; potrzeba naturalna (u dziecka).
Muszę przyznać, że ani ja, ani nikt z moich znajomych, mieszkających w różnych zakątkach Polski, nigdy nie słyszał tak mówiącego dziecka. „Ęsi” jest dziś praktycznie nieznane, jednak z niektórych wypowiedzi w Internecie wynika, że w nielicznych regionach kraju, a może tylko w nielicznych rodzinach, wyraz ten jest nadal używany. Poszukiwania regionu trwają...
Prawdą jest też, że wiersz Boya „Jak wygląda niedziela oglądana przez okulary Jana Lemańskiego” zawiera następujący fragment:
Ale kto ma liczną dziatwę,
Nic mu w życiu nie jest łatwe.
Franio się przestraszył gęsi,
A Maryjka woła „ęsi”.
Brzusiowi pot spływa z czoła
I co gorsza, nic nie woła.
Ale nie jest to jedyny znany fragment literacki. Słownik Doroszewskiego podaje jeszcze jeden cytat, XIX-wieczny, z powieści Józefy Witowskiej „Ludzie i nieludzie. Ze wspomnień służącej”:
Kiedyś, zamkniętej, zachciało mi się strasznie „ęsi”. Co tu zrobić – matka wyniosła nocnik na płot.
„Ęsi” znajdziemy też... u Tuwima, w wierszu „Maskarada”:
Pan hrabia już zdechł, a pan baron
Biegunkę ma, tarza się, rzęzi
(Z fosgenem zaszkodził mu balon)
Jak można – tu bal, a on ęsi.
Jeśli zaś sięgniemy do dawniejszych słowników, choćby do wydanego w 1900 r. I tomu tzw. „Słownika warszawskiego” („Słownik języka polskiego” pod red. Jana Karłowicza, Adama Kryńskiego i Władysława Niedźwiedzkiego), to natrafimy na takie hasła, jak: wykrzykniki „ę ę!” i „ęhę!”, „ęgrest” (reg. agrest), „ęno” (=ano) oraz „ęsiać”, „ęsianie” i „ęsiu” mające już bezpośrednie powiązanie z rzeczonym „ęsi”. Dodatkowo na literę „ą” mamy „ągrest” (jeszcze jedna regionalna wersja agrestu). I jak już jesteśmy przy słowach rozpoczynających się samogłoską nosową, to w starszych słownikach znajdziemy czasowniki „ękać” i „ęsać”, a we współczesnych nam – „ę-ą” (=snob, snobistyczny), do którego prawdobodobnie odwoływał się Ędward Ącki.
Konkludując – prawdą pozostaje jedynie to, że „ęsi” dzisiaj jest już tylko archaizmem, a co najwyżej regionalizmem i o wiele mniej zasługuje na to, by znajdować się w słownikach, niż nieobecne – dajmy na to – „panga”, „glonojad” czy „obierak”. Nie wiemy, czy Boy jadł kiedykolwiek pangę, zapewne preferował specjały francuskie, wszelako na turniej zaprasza!
Autor: MaCzu





