Turniej mikołajkowy
Timeo Nicolaos et dona ferentes
W sobotę 10 grudnia dzięki hojności władz miasta (szczególne podziękowania dla burmistrza p. Jerzego Wysockiego) i pomocy Miejskiego Centrum Kultury (ukłony dla p. Włodzimierza Filipiaka oraz wszystkich pracowników MCK) odbył się turniej mikołajkowy dla mieszkańców Milanówka i okolic, członków i bywalców klubu MATRIKS, czyli – jak by zapewne powiedzieli złośliwi – wszystkich krewnych i znajomych królika.
Stawiło się 13 (14, jeśli liczyć Julka niemogącego się zdecydować, czy jest dzieckiem, czy dorosłym) maniaków układania słów na planszy. Jeden z uczestników spóźnił się, choć jak się miało okazać – kto późno przychodzi, tylko innym szkodzi.
Mikołaj zachowywał się w tym roku dziwnie. Jednych obdarowywał dobrymi literami, innym pokazał rózgę, jeszcze innych zupełnie zignorował. Wreszcie niżej podpisanego wprawdzie obdarował, ale jednocześnie wystawił na próbę charakteru i umiejętności... ale o tym dalej. Do pierwszych z pewnością można zaliczyć Kamilę, która w końcu przerwała serię porażek, zanotowała pierwsze klubowe zwycięstwa, a nawet ułożyła za 185 pkt. dziewiątkę UGNIATAŁ późniejszemu triumfatorowi, co jednak nie wystarczyło do zwycięstwa w partii. Arletta podążyła śladami Kamili i też już nie jest tylko dostarczycielką punktów w klubowych bojach. I oby tak dalej! Narzekać nie może także Piotrek, który mimo wspomnianego spóźnienia wygrał cały turniej, z pewnością dzięki umiejętnościom, ale i – o czym wie każdy skrablista – niezbędnemu w tej grze fartowi i „uprzejmości” przeciwników.
Dominik dostał ostrzeżenie, że każda seria kiedyś się kończy i 11 wygranych z rzędu wystarczy. Upomnienie to zostało przekazane za pośrednictwem autora relacji, ale nie mogło być inaczej, skoro w dwóch pierwszych ruchach wyciągnął on układy EIMNOU* i EKNRWZ*, a w środkowej fazie partii wykonał trzy kolejne, niesiódemkowe ruchy za, bagatela, 153 punkty.
Do zignorowanych z pewnością można zaliczyć Mariolę i Rafała, a także Marka – chyba Mikołaj uznał, że satysfakcja z perfekcyjnej organizacji turnieju powinna im wystarczyć.
Teraz pora przejść do bardziej już osobistych refleksji z turnieju. Wpierw jednak muszę skomentować słowa Marka z jednego z poprzednich wpisów, który napisał, że moje nieużywane narządy nie zanikły. Może i nie zanikły, ale przymuszone do wysiłku nad stojakiem działają w sposób chwilami przedziwny. W drugiej rundzie pierwsze pięć minut partii z Jarkiem zużyłem na zastanawianie się, czy OSPS uśmiechnie się po wpisaniu słowa SOJUZIE. Nie wymyśliłem z układu IJOSUZ* wykładki SOFUZJI (przyznam – nie znałem), ale w sobie tylko wiadomy sposób doszedłem do jakże mylnego wniosku, że skoro OSPS zawiera i „sowiet” (radę) i „sowietów” (obywateli), to miejsca na „sojuz” już nie może być. Premię STERNIKI położyłem dopiero w drugim ruchu, wychodząc literą I między czerwone pola, co Jarek skontrował ruchem CHWIANIE za 140 pkt. I choć za chwilę ugodziłem go LASEREM skutkującym CHWIANIEM, to strat już nie odrobiłem.
Jednak po kolejnych trzech zwycięstwach, przed ostatnią partią, zostałem liderem i wystarczyło „tylko” przypieczętować mikołajkową wiktorię przynajmniej remisem z Piotrkiem. Po początkowej mizerii literowej, blank w połowie partii pozwolił mi na zdobycie niewielkiej przewagi. I już witałem się z gąską, gdy Mikołaj postanowił mnie w końcówce obdarować drugim blankiem z niezłymi literami. Nie bez powodu jednak Laokoon, ujrzawszy konia trojańskiego, powiedział „Timeo Danaos et dona ferentes” (nie wierzę Grekom, nawet gdy przynoszą dary). Zwłaszcza że za chwilę Mikołaj przyjął postać mojego przeciwnika (młodzież skrablowa już zna ten obrazek)
i wystawił literę Z na drugiej pozycji między czerwonymi polami (sytuację po tym ruchu przedstawia fotografia).
Niestety, wszyscy ci Mikołaje (czy też jeden w różnych wcieleniach) nie poinformowali mnie, że mam zblokować prawy górny róg planszy np. ruchem LAKO/ABY/KA/OZ za 39 punktów, potem skasować czerwoną premię H1 przy pomocy HeM/Hę/eT/MES za 30 pkt., by cieszyć się największym z trzech pucharów i najgrubszą kopertą.
Tymczasem ja w tej sytuacji doszczętnie zgłupiałem, bo zacząłem się zastanawiać, czy po słownikach nie pęta się jakaś wielka „szklana” (dziewiątka sZKLANOM weszłaby za 158 pkt.). Doszedłszy jednak do słusznego wniosku, że – jak to mawia Gościu – „głupot nie ma”, postanowiłem, bez niezbędnej w takich przypadkach dozy ostrożności, prezent od Mikołaja calutki odpakować i położyć siódemkę NAKLĘłOM. Dodatkowo doszedłem do wniosku, że jestem bezpieczny, bo dwie dziewiątki w małym turnieju to i tak dużo – trzecia nie wchodzi. Nie weszła, ale weszła siódemka KAROWYMI... Drugie miejsce szczęśliwie udało mi się zachować dzięki temu, że siedzącego obok Dominika udało mi się chyba zarazić „niestandardowym myśleniem” i nie wykombinował on w końcówce jedynego wygrywającego ruchu – trzeba jednak przyznać, że dość akrobatycznego, bo z układu BAŁOPS* (żadna siódemka nie wchodziła), powinien był zagrać od W poprzez leżącą dwa pola dalej dwuliterówkę TĘ – WSTĘPOwAŁ za 48 pkt.
Tak czy inaczej, ja od dziś już nie ufam Mikołajowi, a jeśli nawet coś przyniesie, to poproszę o precyzyjną instrukcję obsługi, doczytam to, co napisano na dole drobnym drukiem i zażądam stosownego pakietu ubezpieczeniowego.
Wyniki turnieju
Mikołaj zachowywał się w tym roku dziwnie. Jednych obdarowywał dobrymi literami, innym pokazał rózgę, jeszcze innych zupełnie zignorował. Wreszcie niżej podpisanego wprawdzie obdarował, ale jednocześnie wystawił na próbę charakteru i umiejętności... ale o tym dalej. Do pierwszych z pewnością można zaliczyć Kamilę, która w końcu przerwała serię porażek, zanotowała pierwsze klubowe zwycięstwa, a nawet ułożyła za 185 pkt. dziewiątkę UGNIATAŁ późniejszemu triumfatorowi, co jednak nie wystarczyło do zwycięstwa w partii. Arletta podążyła śladami Kamili i też już nie jest tylko dostarczycielką punktów w klubowych bojach. I oby tak dalej! Narzekać nie może także Piotrek, który mimo wspomnianego spóźnienia wygrał cały turniej, z pewnością dzięki umiejętnościom, ale i – o czym wie każdy skrablista – niezbędnemu w tej grze fartowi i „uprzejmości” przeciwników.
Dominik dostał ostrzeżenie, że każda seria kiedyś się kończy i 11 wygranych z rzędu wystarczy. Upomnienie to zostało przekazane za pośrednictwem autora relacji, ale nie mogło być inaczej, skoro w dwóch pierwszych ruchach wyciągnął on układy EIMNOU* i EKNRWZ*, a w środkowej fazie partii wykonał trzy kolejne, niesiódemkowe ruchy za, bagatela, 153 punkty.
Do zignorowanych z pewnością można zaliczyć Mariolę i Rafała, a także Marka – chyba Mikołaj uznał, że satysfakcja z perfekcyjnej organizacji turnieju powinna im wystarczyć.
Teraz pora przejść do bardziej już osobistych refleksji z turnieju. Wpierw jednak muszę skomentować słowa Marka z jednego z poprzednich wpisów, który napisał, że moje nieużywane narządy nie zanikły. Może i nie zanikły, ale przymuszone do wysiłku nad stojakiem działają w sposób chwilami przedziwny. W drugiej rundzie pierwsze pięć minut partii z Jarkiem zużyłem na zastanawianie się, czy OSPS uśmiechnie się po wpisaniu słowa SOJUZIE. Nie wymyśliłem z układu IJOSUZ* wykładki SOFUZJI (przyznam – nie znałem), ale w sobie tylko wiadomy sposób doszedłem do jakże mylnego wniosku, że skoro OSPS zawiera i „sowiet” (radę) i „sowietów” (obywateli), to miejsca na „sojuz” już nie może być. Premię STERNIKI położyłem dopiero w drugim ruchu, wychodząc literą I między czerwone pola, co Jarek skontrował ruchem CHWIANIE za 140 pkt. I choć za chwilę ugodziłem go LASEREM skutkującym CHWIANIEM, to strat już nie odrobiłem.
Jednak po kolejnych trzech zwycięstwach, przed ostatnią partią, zostałem liderem i wystarczyło „tylko” przypieczętować mikołajkową wiktorię przynajmniej remisem z Piotrkiem. Po początkowej mizerii literowej, blank w połowie partii pozwolił mi na zdobycie niewielkiej przewagi. I już witałem się z gąską, gdy Mikołaj postanowił mnie w końcówce obdarować drugim blankiem z niezłymi literami. Nie bez powodu jednak Laokoon, ujrzawszy konia trojańskiego, powiedział „Timeo Danaos et dona ferentes” (nie wierzę Grekom, nawet gdy przynoszą dary). Zwłaszcza że za chwilę Mikołaj przyjął postać mojego przeciwnika (młodzież skrablowa już zna ten obrazek)
i wystawił literę Z na drugiej pozycji między czerwonymi polami (sytuację po tym ruchu przedstawia fotografia).
Niestety, wszyscy ci Mikołaje (czy też jeden w różnych wcieleniach) nie poinformowali mnie, że mam zblokować prawy górny róg planszy np. ruchem LAKO/ABY/KA/OZ za 39 punktów, potem skasować czerwoną premię H1 przy pomocy HeM/Hę/eT/MES za 30 pkt., by cieszyć się największym z trzech pucharów i najgrubszą kopertą.
Tymczasem ja w tej sytuacji doszczętnie zgłupiałem, bo zacząłem się zastanawiać, czy po słownikach nie pęta się jakaś wielka „szklana” (dziewiątka sZKLANOM weszłaby za 158 pkt.). Doszedłszy jednak do słusznego wniosku, że – jak to mawia Gościu – „głupot nie ma”, postanowiłem, bez niezbędnej w takich przypadkach dozy ostrożności, prezent od Mikołaja calutki odpakować i położyć siódemkę NAKLĘłOM. Dodatkowo doszedłem do wniosku, że jestem bezpieczny, bo dwie dziewiątki w małym turnieju to i tak dużo – trzecia nie wchodzi. Nie weszła, ale weszła siódemka KAROWYMI... Drugie miejsce szczęśliwie udało mi się zachować dzięki temu, że siedzącego obok Dominika udało mi się chyba zarazić „niestandardowym myśleniem” i nie wykombinował on w końcówce jedynego wygrywającego ruchu – trzeba jednak przyznać, że dość akrobatycznego, bo z układu BAŁOPS* (żadna siódemka nie wchodziła), powinien był zagrać od W poprzez leżącą dwa pola dalej dwuliterówkę TĘ – WSTĘPOwAŁ za 48 pkt.
Tak czy inaczej, ja od dziś już nie ufam Mikołajowi, a jeśli nawet coś przyniesie, to poproszę o precyzyjną instrukcję obsługi, doczytam to, co napisano na dole drobnym drukiem i zażądam stosownego pakietu ubezpieczeniowego.
Wyniki turnieju
Autor: MaCzu







